Co można jeść w Tajlandii i ile kosztuje jedzenie – ceny Phuket 2017

Kwiecień 4, 2017 11 komentarzy

Tajlandia z roku na rok staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystów z Polski. O rosnącym zainteresowaniu wakacjami w Phuket (i nie tylko) świadczą też statystyki moich podróżniczych wpisów, co bardzo mnie cieszy! Często pytacie mnie o aktualne ceny produktów i usług w Tajlandii. O to co my właściwie tu jemy, ile kosztuje obiad i co można zjeść na śniadanie. Przygotuję kilka wpisów o takiej tematyce, żeby wszystkie potrzebne informacje znajdowały się w jednym miejscu. Dzisiaj na pierwszy ogień pójdą ceny jedzenia i menu, mam nadzieję, że pozwoli Wam to lepiej oszacować koszty wyjazdu i odpowiednio się do niego przygotować. Zdecydowałam się umieścić całe menu kilku knajp w różnych częściach Phuket. Dostałam też sporo zapytań odnośnie utrzymania diety i zdrowego odżywiania w Tajlandii, mam nadzieję, że te zdjęcia pozwolą Wam się zorientować, czy znajdziecie coś dla siebie. Przedstawione „restauracje” to bardziej typowe tajskie knajpki rodzinne, gdyż właśnie w takich jedzenie smakuje nam najlepiej a ceny są zdecydowanie niższe niż w lokalach stylizowanych na europejskie. Nie opisuję tutaj wszystkich popularnych „miejscowości” w Phuket, bo ceny aż tak się między nimi nie różnią i myślę, że to co przygotowałam pozwoli Wam się wystarczająco dobrze zorientować w temacie.

Typowa tajska restauracja to buda lub garaż, kilka plastikowych stolików (najczęściej każdy i innej bajki) i ogrodowe krzesełka, które nigdy nie widziały szczotki i mydła (powyżej bardzo luksusowa restauracja). Czasem za całą kuchnię robi jeden palnik zamontowany na skuterze i kawałek blachy w roli blatu. W Tajlandii nie ma czegoś takiego jak sanepid. U nas, w Europie, żeby otworzyć restaurację potrzeba szeregu zezwoleń, lokalu i tysiąca papierów. W Tajlandii… trzeba coś ugotować i to sprzedać. Mimo to jedzenie serwowane w Phuket jest świeże i pyszne (zazwyczaj). Nie zdarzyło nam się nigdy żadne zatrucie pokarmowe (przynajmniej nie w Tajlandii..). A ceny? sami zobaczcie!

Karon Beach

To plaża pomiędzy Katą a Patong. Często jemy tam „po drodze” lub jeśli targ w Kacie jest zamknięty. Nasze ulubione danie to zupa z pierożkami krewetkowymi lub wieprzowymi (wieprzowe o dziwo nawet lepsze!). Tak wygląda:

A tu trochę przykładowych cen w Karon Beach, z knajpy której zdjęcie widzieliście wyżej:

Bang Tao 

Wioska muzułmańska, w której mieszkaliśmy nie jest typowo turystycznym resortem. Skoro turystów jest mniej, to i ceny są lepsze, chociaż tak jak wszędzie, potrafią różnić się między knajpkami o około 30 bahtów za to samo danie. Często w menu w Phuket nie ma cen. Dlaczego? Bo dla Tajów cena jest inna, niż dla białych. Tutaj w Azji pojęcie rasizmu w tym ujęciu nie istnieje. W Malezji nawet na oficjalnych stronach podawane są ceny usług dla Malezyjczyków, a osobno dla przyjezdnych, w Hong Kongu nikt się nie kryje z dyskryminacją turystów. W każdym razie, zupełnie nas to nie dziwi i szybko przeszliśmy nad tym do porządku dziennego – zwyczajnie podatek za twarz trzeba płacić bez gadania. Zamawiając jedzenie w bezcennej knajpce pamiętajcie żeby przed złożeniem zamówienia zapytać o cenę. Jeśli „restaurator” zwietrzy jelenia policzy Was 4 razy drożej za podstawowe danie, o którego cenę nie zapytaliście. To są dania w jednej z najczęściej odwiedzanych przez nas knajpek, tam gdzie jemy chicken with cashew nuts i chicken with ginger (oba dania po 120 bht).

Tutaj natomiast śniadanie pod meczetem, które jemy bardzo często, czyli naleśniki z bananem polane słodkim mleczkiem i ich wspaniała autorka, przesympatyczna Pancake Lady, jak nazywa ją sprzedawca kawy. Naleśnik kosztuje 20 bht.

Mówiłam Wam już chyba, że w Tajlandii największy problem stanowiły dla nas śniadania. Typowe tajskie śniadanie to… zupa lub mięso z grilla! Dla mnie to niewyobrażalne i zapewne dla wielu z Was też, dlatego jeśli nie wykupiliście hotelu ze śniadaniem, możecie mieć mały problem. W większości restauracji czy jakkolwiek to nazwać, mamy do wyboru ofertę śniadaniową „europejską”, ale jest ona uboga, dość droga i zazwyczaj niesmaczna. Jak sobie radziliśmy do tej pory? Zazwyczaj jedliśmy naleśniki które widzicie wyżej, tosty z 7 eleven (dokładnie te ze zdjęcia niżej), dim sumy czyli małe zawijane pyszne cosie z mięsem (wydaje mi się, że to kuchnia chińska, ale mogę się mylić). Na początku wcinaliśmy też gotowe porcje omlet z krewetkami + ryż, kupione w Tesco za 15 bahtów, ale odgrzewane jajka są… sami wiecie. Można też kupić zwykły jogurt naturalny lub mleko, a do tego owsiankę i suszone owoce, ale w ogólnym rozrachunku cena za jedno danie wychodzi dość wysoka.

Patong Beach

W Patong bywamy rzadko, jeszcze rzadziej tam jemy. W poszukiwaniu chińskiej kuchni natknęliśmy się na jedną bardzo dobrą knajpę, w której znajdziecie mnóstwo pyszności. Nazwę znajdziecie w prawym dolnym rogu menu. Zamawialiśmy ziemniaczaną sałatkę, wontony, zupę miso i pork dumplings.

Przekąski 7 Eleven

7 Eleven to sieć marketów w stylu żabki, rozsianych po Tajlandii (i nie tylko!). Znajdują się ona na każdym rogu, często po kilka na jednej ulicy, więc nie będziecie mieli żadnego problemu z lokalizacją. Ceny między poszczególnymi marketami na terenie Phuket mogą się delikatnie różnić, ale zwykle jest to około 10 bahtów różnicy (zauważyłam szczególnie w przypadku Kit Katów). Poniżej przykładowe ceny przekąsek, zrobiłam zdjęcia takim, których nie znajdziemy w Europie.

Napoje 7 Eleven

Przykładowe ceny butelkowanych napojów. Turystom poleca się kupować wodę butelkowaną, zamiast korzystać z tej w dzbankach, jaka podawana jest w knajpkach. Mnie jakoś głupio by było przyjść do knajpy (jakkolwiek ona wygląda) z własną wodą, więc nigdy nie skorzystaliśmy z tych rad i mimo to nie zachorowaliśmy na nic z powodu tajskiej wody. Nie zmienia to jednak faktu, że markety oferują szerokie spektrum napojów, których nie spróbujemy w Polsce, a są pyszne i często mają dobre składy. Kilka przykładów:

Redbull kosztuje nieco ponad złotówkę! Jest tam samo „mocny” albo i nawet mocniejszy niż nasz w Polsce, mimo że ma mniejszą pojemność. Występuje też w wersji witaminowej. Na czwartym zdjęciu, na górze widzicie schweppesa limonkowego. Na pustym miejscu obok powinien stać imbirowy – te dwa smaki bardzo polecam, są przepyszne (szczególnie ginger ale). Edit! Dorwałam w innym 7 eleven i dodatkowo obok niego stoi pyszny napój mleczno-owocowy, który bardzo polecam (duriana nie próbowałam, jestem pewna że jest obleśny):

Jeśli chodzi o alkohol, to prawie go tu nie piję, więc mam niewiele zdjęć. Powiem więc z pamięci jak wyglądają ceny w marketach – małe piwo marki Chang i konkurencyjne Leo (najtańsze tajskie piwo) to koszt 36-40 bahtów a duże około 51. Duży Heineken 60 bahtów, kolorowe drinki w butelkach w stylu Smirnoff czy Breezer od 40 do 60 bahtów za butelkę. Wino kupiliśmy tylko raz, bo jest tu bardzo drogie. Najtańsze jakie można znaleźć było za 135 bahtów i nie polecam brać tego do ust! Pamiętajcie, że w Tajlandii obowiązuje prohibicja i alkohol można kupić tylko w określonych godzinach (niżej podane na zdjęciu), a także od 20 roku życia. W knajpach muzułmańskich, a nawet w 7 eleven prowadzonych przez muzułmanów alkoholu nie sprzedaje się wcale.

Dla porównania ceny napojów bezalkoholowych w knajpie:

W tym momencie nic „spożywczego” nie przychodzi mi już do głowy, ale dajcie znać, jeśli potrzebujecie dodatkowych informacji, mogę jeszcze uzupełnić wpis! Ceny owoców i picia serwowanego „na ulicy” znajdziecie w tekście Co można kupić na Khao San Road.