Pierwsze dni naszych wakacji już za nami. Po długiej podróży, urozmaiconej zwiedzaniem europejskich stolic dotarliśmy do Portugalii gotowi na tygodniowe nicnierobienie. Przywitał nas raczej kapryśny klimat, chłodne poranki i lodowata bryza od oceanu. Lagos to typowo turystyczne, małe miasteczko, jednak ma ono swoje uroki. Odkryliśmy kilka zapierających dech w piersiach widoków – plaże ozdobione skalistymi wyspami, piękne statki leniwie kołyszące się w porcie. Trochę przypomniało mi to ukochane Alicante, choć moim zdaniem wiele brakuje mu do hiszpańskiego raju. Wielbiciele tysięcy wrażeń raczej by się tu nudzili, my natomiast przyjechaliśmy odpocząć i powygrzewać się na plaży. Mimo, że kąpiel w lodowatym oceanie raczej odpada, plażing i smażing wychodzi nam rewelacyjnie!

 Kobaltowa maxi z Oasap, top z second handu.

 Mała czarna torebka z Oasap, sandałki z Blanco.