Weekend na Mazurach – co robiliśmy w Iławie?

Lipiec 20, 2018 9 komentarzy
Nasz ślubny tydzień na Santorini, choć obfitował w słońce i zapierające dech w piersiach widoki, z urlopem i wypoczynkiem miał niewiele wspólnego. Stres i długa lista rzeczy do załatwienia sprawiły, że po powrocie z wyjazdu potrzebowaliśmy… wakacji. Z pomocą przyszedł nam Lid Podróże – dostaliśmy piękny prezent niespodziankę – weekend w SPA! Dawno nie ucieszyłam się tak z paczki-niespodzianki. Wreszcie mieliśmy okazję odpocząć, już jako małżeństwo.
Lidl Podróże ma szeroką ofertę fajnych miejscówek w Polsce i za granicą (nie, to nie jest wpis sponsorowany :D) więc ciężko było nam się zdecydować. W końcu po małym researchu dokonaliśmy wyboru. Na przedłużony weekend (czwartek-niedziela) wybraliśmy Grand Hotel Tiffi na Mazurach. Trochę dlatego, że nigdy jeszcze nie byłam na mazurach a trochę dlatego, że polecił nam go znajomy. To piękny, duży i luksusowy hotel położony nad samym jeziorem Jeziorak w Iławie, który oferuje możliwość komfortowego wypoczynku dla… rodzin z dziećmi. Głównie rodzin z dziećmi. W zasadzie tylko rodzin z dziećmi… ale o tym zaraz.
Nasz wyjazd planowaliśmy z mniej więcej dwutygodniowym wyprzedzeniem. Pogoda zapowiadała się pięknie i mieliśmy w planach mnóstwo ciekawych atrakcji. Rejsy po Jezioraku, spacery na plaży, wizyta w Rezerwacie Przyrody, zdjęcia na bloga. Niestety planując urlop w Polsce zawsze musisz brać pod uwagę to, że pogoda może spłatać Ci figla, delikatnie mówiąc. Tak więc zamiast słonecznego weekendu, jaki sobie zaplanowaliśmy, mieliśmy… ulewę przez większą część wyjazdu.
Iława, chociaż urocza okazała się zupełnie nietrafionym wyborem na złą pogodę. Oprócz jeziora i parku krajobrazowego nie ma praktycznie nic do zaoferowania. Nie zostało nam nic innego niż tylko zwiedzać knajpy i korzystać z hotelowych udogodnień. W końcu to hotel spa, więc baseny, leżaki, bąbelki i joga nie mogą być złym pomysłem, prawda? No cóż, wtedy właśnie zrozumiałam, jaki błąd popełniliśmy!
Grand Hotel Tiffi to genialne miejsce dla małych dzieci. Oferują bogatą ofertę animacji dla najmłodszych i dostęp do Tiffilandii czyli małpiego gaju dla dzieciaków, a nawet lekcje angielskiego nauka przez zabawę. Szybko zorientowaliśmy się, że jesteśmy jednymi z nielicznych (jeśli nie jedyni) małżeństw bez potomstwa. Dzieci w spa, dzieci w saunie, dzieci na basenie, dzieci w jacuzzi, dzieci na zewnątrz i w środku. W ilościach niezliczonych, tym bardziej, że nie ma pogody. Po godzinie jedyne co słyszałam w głowie to pisk. Zupełnie by mi to nie przeszkadzało, gdybym znalazła chociaż jedno sensowne miejsce, gdzie dorośli mogą się zrelaksować i odpocząć, nie pijąc przy tym whisky przy barze. No bo wiecie, piski w basenie to jedno, ale piski zagłuszające mantrę na zajęciach z jogi na które czekałam cały tydzień to jednak inna sprawa. Warto by wydzielić jakąś przestrzeń dla dorosłych gości, na przykład w jacuzzi. A już na pewno warto zadbać o właściwe wyciszenie sali do jogi…
Poza tym jednym mankamentem hotel spełnił wszystkie nasze oczekiwania. Mega wygodne pokoje z cudownie miękką pościelą, przepyszne śniadania, na których masz ochotę siedzieć cały dzień, bo nie możesz się zdecydować co chcesz zjeść, przyjemna woda w basenie i komfortowe patio z leżakami. Do hotelu możesz zabrać ze sobą psa (dopłata 100 zł za dobę), ale my się na to nie zdecydowaliśmy. Mimo to, jest to dla mnie ogromny plus – wciąż ubolewam nad tym, że nie możemy podróżować z Tosią, bo linie lotnicze i hotele mają wciąż bardzo rygorystyczne wymagania.
Wnętrze hotelu jest urządzone estetycznie i z klasą, tak jak lubię, bez zbędnego przepychu i kiczowatych dekoracji. Pokój hotelowy byłby doskonałym miejscem do zdjęć, gdyby nie ta okropna pogoda za oknem (5 minut po zrobieniu tych zdjęć lało i było kompletnie ciemno!).
sukienka Sinsay; białe balerinki tutaj; czerwone sandały tutaj
Weekend minął bardzo szybko i kiedy wreszcie się przepogodziło niestety trzeba było wracać do domu! Udało nam się ostatniego dnia załapać na rejs statkiem Ilavia po Jezioraku. To krótka, godzinna przejażdżka wokół jeziora. Bilet kosztuje 15 zł i zdecydowanie warto skorzystać z takiej okazji. Statek odpływa co godzinę spod restauracji “u Czapy”. Wiadomo, Jeziorak to nie Korfu, ale jak wiecie jestem ogromną fanką wszelkich łódek, więc dla mnie to był must see.
Nie wiem czy jeszcze wrócimy na Mazury (chyba, że możecie polecić mi jakieś fantastyczne miejsca?) ale na pewno zastanowimy się nad wybraniem hotelu bardziej odpowiedniego dla nas. W końcu oferta jest bardzo szeroka i znajdziemy w niej mega dużo fajnych miejsc. Czekam na Wasze propozycje!