Lenor Inspired by Nature- zapachy zainspirowane naturą

Październik 19, 2017 2 komentarze

Jeśli śledzisz regularnie mój Instagram i oglądasz stories, jakie tam zamieszczam, na pewno wiesz, że niedawno brałam udział w konferencji zorganizowanej przez markę Lenor, z którą współpracuję. Razem z Anią z bloga aniamaluje.com poznałyśmy filozofię marki, dowiedziałyśmy się trochę o drodze do stworzenia idealnego zapachu i o celach, jakie przyświecają ludziom, którzy go tworzą. Zaskoczyło mnie to, ile czynników składa się na wybór nowej linii zapachowej i jak wielki wpływ na to ma… konsument! Nasze decyzje i potrzeby mają bezpośrednie przełożenie na to, co potem ląduje na sklepowych półkach. A tak się składa, że konsument odczuwa coraz większą potrzebę powrotu do natury, wyciszenia się i odstresowania… Ale o tym za chwilę. Marta Siembab opowiedziała nam o zawodzie senselierki (kto z Was wiedział, że istnieje taki zawód?), a Kristof Van Dongen – Lenor Perfume Designer, zdradził coś więcej na temat kulisów pracy nad nowymi liniami zapachowymi marki.

na zdjęciu: 

Lenor Inspired by Natue – Shea Butter: odżywczy zapach inspirowany ekstraktem z afrykańskich orzechów z drzewa Shea. Mieszanka ciepłych nut, w tym białego piżma i bursztynu, tworzy aksamitną i bogatą kompozycję dla naszych ubrań.
Lenor Inspired by Natue – Deep Sea Minerals: świeży, kojący zapach z wodnymi elementami w nutach głowy, inspirowany wyspami Morza Śródziemnego.
Lenor Inspired by Natue – Silk Tree Blossom: ożywiający zapach, zainspirowany jedwabistym kwiatem albicji. Ciepłe nuty drzewne zapewniają uczucie miękkości.

Badania pokazują, że ponad 90% społeczeństwa czuje się przytłoczone pracą, chciałoby zmienić swój styl życia i więcej czasu spędzać na łonie natury. Nie każdy jednak ma możliwość rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady (albo do Tajlandii…). Przyrody szukamy więc w pobliżu, w spacerach po parku, naturalnych produktach, czy nawet w modzie. Stąd też popularność wszechobecnego trendu botanicznego. Najnowsza kolekcja zapachów Lenor inspirowana jest właśnie naturą. Pozwala poczuć otulający nas zapach przyrody nawet wtedy, kiedy nie mamy możliwości bezpośrednio z nią obcować. Przyjemnie pachnące ubranie potrafi sprawić, że podniesie się nasz poziom szczęścia, a my poczujemy się bardziej zrelaksowani. „Moc zapachu może oderwać nas od naszego zabieganego życia i zapewnić moment spokoju, podczas którego możemy pobyć sam na sam z naturą. Ekspercko połączone i długotrwałe zapachy Lenor przenoszą zapachy natury na nasze ubrania, dzięki czemu możemy mieć naturę na co dzień, przy sobie” powiedział Kristof Van Dongen, Lenor Perfume Designer. Nowa kolekcja Lenor pachnie trochę oceanem, trochę masłem Shea a trochę wiosennymi kwiatami. Kto by tego nie pokochał?

Druga część spotkania odbyła się w postaci warsztatów zapachowych, które sprawdziły naszą kreatywność. Naszym zadaniem było stworzenie własnego zapachu inspirowanego naturą. Mimo, że obie z Anią świetnie się bawiłyśmy (co widać na zdjęciach) to jednak senselierki byłyby z nas… marne! Połączyłam wszystkie nuty zapachowe, które mi się podobały, a sami wiecie, że co za dużo to niezdrowo! Wyszło kiepsko. Na szczęście profesjonaliści zadbali o zamknięcie idealnych kompozycji zapachowych w specjalnie przygotowanych do tego flakonach, które zabrałyśmy do domu.

 

A co mogę Wam powiedzieć o samej kolekcji Lenor Inspired by Nature? 

Zapachy Lenor stanowią nieodłączny element wyposażenia mojej łazienki w zasadzie odkąd pamiętam, pozwolicie więc, że nie będę Wam udowadniać właściwości zmiękczających płynu do płukania tkanin. Marka z tak długą tradycją, która tyle lat utrzymała się na rynku, z pewnością zna się na rzeczy i broni się sama. Jedyne o czym mogę Wam opowiedzieć, to troszkę o zapachach z nowej kolekcji, które moim zdaniem są strzałem w dziesiątkę. Każdy z nich jest inny, zupełnie niepowtarzalny, mimo że wszystkie inspirowane są naturą. Deep Sea Minerals to bardzo świeży, orzeźwiający zapach, którego używam do prania koszul Łukasza. Osobiście nie jestem fanką morskich zapachów, zwykle wybieram te słodkie, ale te konkretne nuty zapachowe… stawiają na nogi i dają motywację do działania. Z kolei Silk Tree Blossom używam do prania pościeli i swojej kolekcji piżamek. To dziewczęcy i delikatny zapach, kojarzący się z powiewem wiosennego wiatru. Tak właśnie powinna pachnieć świeżo wyprana pościel. Na koniec najlepsze (według mnie) Shea Butter, czyli słodki, otulający i kojący zapach, który pokochałam najbardziej. Nadaje się idealnie do prania miękkich sweterków, które jesienią i zimą dominują w moich stylizacjach. Uwielbiam nim pachnieć!

A Ty, który byś wybrała?