Ko Phi Phi – nasze wrażenia z najsłynniejszych wysp w zasięgu Phuket

Styczeń 24, 2017 5 komentarzy

Rajskie wyspy Phi Phi były naszym marzeniem już w zeszłym roku, kiedy po raz pierwszy odwiedziliśmy Tajlandię. W tym roku, w powiększonym o Anię z bloga aniamaluje składzie, postanowiliśmy wreszcie je zaliczyć! Wybraliśmy się tam zaraz po powrocie ze świąt w Bangkoku, czyli 28 grudnia. Wyspy Phi Phi to kompleks wysp, a nie jak sądzi większość ludzi, jedno miejsce. Sama wybierając się tam, nie do końca wiedziałam jak to właściwie wygląda. W dowolnym w zasadzie miejscu w Phuket można wykupić zorganizowaną wycieczkę na Phi Phi z “biurem podróży”. Ceny wahają się od 200 do 300 zł od osoby za jednodniowy wyjazd i oczywiście, jak niemal wszystko w Tajlandii, podlegają negocjacji. Zaletą takiego wyjazdu jest przewodnik, zapewniony transfer z hotelu oraz powrotny do hotelu, wyżywienie i opieka pilota. Minusem natomiast jest to, że prawdopodobnie wszystkie te wycieczki są jednodniowe, więc nie ma możliwości przedłużenia sobie wypadu, jeśli wyspa nam się spodoba. My, korzystając z tego, że jesteśmy mobilni (na całe 5 miesięcy pobytu w Tajlandii mamy wynajęty skuter), zdecydowaliśmy się na zorganizowanie wycieczki na własną rękę – podróż promem z portu Rassada Pier w Phuket Town. Bilet otwarty, z opcją powrotu dowolnego dnia kosztuje 1000 bahtów, czyli biorąc pod uwagę dzisiejszy kurs walut, około 117 zł. Dzięki temu mogliśmy zanocować na wyspie i cieszyć się jej pięknem o jeden dzień dłużej.

Prom, który wybraliśmy (Phuket Ferry) przybija do portu na Ko Phi Phi Don, czyli największej wyspy Phi Phi. To właśnie tam znajduje się główny ośrodek turystyki na Phi Phi – hotele, knajpy, bary, porty i sporo plaż. Opłata portowa wynosi tam 20 bahtów od pasażera. Nie jest to majątek (mniej niż 3 zł), ale i tak powoduje komplikacje. W tajskiej praktyce oznacza to, że nie zejdziesz na wyspę bez uiszczenia 20 bahtów u Pani, która zagradza przejście swoim jestestwem. Pieniądze trzeba mieć wyliczone, o czym turyści nie są wcześniej informowani. Robi się korek, wszyscy się pchają i przekrzykują, próbując ustalić co właściwie się dzieje, a potem rozmienić pieniądze między sobą. Wystarczyłoby ściągać opłatę od przewoźnika, a ten doliczałby tę kwotę do biletów. Ale cóż, Azja to stan umysłu. Po zejściu na wyspę czekało nas niemałe rozczarowanie. Choć piasek faktycznie był biały jak mąka, wyspa sprawiała wrażenie brudnej, zatłoczonej i zdecydowanie przereklamowanej. Ceny usług, jedzenia i noclegów niesamowicie wywindowane (w niektórych miejscach 3 razy wyższe niż w Phuket). Na każdym kroku ktoś próbował nam wcisnąć na siłę swoje usługi. Aktywne zachęcanie turystów do skorzystania z tuk-tuka, taksówki czy “taxi boat” jest standardem w Tajlandii, ale na tak małej wyspie jak Phi Phi, z powodu zagęszczenia tych przewoźników, jest szczególnie upierdliwe. Najpopularniejsza plaża na Phi Phi Don to ta niedaleko głównego portu. Jest dość brudna (przez brak śmietników typowy dla Tajlandii) i bardzo zatłoczona. Ciężko o cień, czy nawet miejsce na rozłożenie ręcznika, a woda, mimo że jest zupełnie przezroczysta, sprawia wrażenie brudnej (to przez różnego rodzaju zmętnienia widoczne w wodzie, pewnie spowodowane bliskością portu). Pierwsze wrażenie, jak wiecie, jest najważniejsze, a nasze było zwyczajnie słabe. Zastanawialiśmy się, gdzie są te piękne miejsca z Google grafika i te plaże, które opisują inni blogerzy jako najpiękniejsze na świecie? Widzieliśmy tylko kolorowe longboaty!

Dotarliśmy jednak na wyspę i byliśmy zdeterminowani, żeby pobyt na niej wykorzystać jak najlepiej. Poszukiwania hotelu zakończyły się względnym powodzeniem (za trzyosobowy pokój w bardzo marnym standardzie, jednak z łóżkami i bieżącą wodą zapłaciliśmy 1600 bahtów). Jest to najtańsza, zaraz po miejscówce w pokoju wieloosobowym w hostelu, opcja noclegu na Phi Phi. Ale przecież nie przyjechaliśmy tam po to, żeby podziwiać pokój, prawda? Jeśli planujecie wypad na Phi Phi i lubicie nocować w komfortowych warunkach to miejsca oferowane na airbnb są zdecydowanie ładniejsze niż nasz hotel. Zarejestrujcie się przez >ten link<, żeby otrzymać 90 zł zniżki na pierwszy nocleg z airbnb, która jest ważna na noclegi na calutkim świecie przez rok od rejestracji. Przyda się, jeśli planujecie wypad na ferie, albo będzie czekać na Was, jeśli zechcecie wyskoczyć gdzieś na majówkę czy wakacje.

Po zameldowaniu się w hotelu i przejściu się po przybrzeżnym bulwarze zdążyliśmy załapać się na rejs motorówką po okolicznych plażach. Do najpiękniejszych plaż na Phi Phi nie ma dostępu z wyspy i jedyną szansą na zobaczenie ich jest wykupienie wycieczki taką właśnie motorówką (cena około 1000 bahtów od osoby). Jeśli oglądacie mnie na snapchacie (aleksandranaj) to pewnie mieliście okazję oglądać całą tę wyprawę na żywo. Zajęliśmy miejsce na dziobie, dlatego widoki były najlepsze, a wrażenia niezapomniane. Najlepiej bawiłam się, kiedy łódka skakała po wysokich falach! Krystalicznie czyta woda, kolorowe tajskie longboaty, malownicza Maya Bay i małpy na Monkey Beach robią wrażenie na wszystkich turystach. Dla mnie najpiękniejszy był biały piasek, a najlepszym przeżyciem snorkeling wśród kolorowych rybek. Maya Bay pozwoliła zapomnieć o marnym pierwszym wrażeniu na wyspie i zakochać się w niej na dobre. Niestety (albo i stety) w tamtym miejscu jedyną możliwością noclegu jest namiot na plaży, a i taka opcja kosztuje majątek (biorąc pod uwagę jakość tego noclegu). Zdaję sobie sprawę, że to właśnie turyści sprawiają, że najpiękniejsze miejsca na ziemi przestają zachwycać, więc może to i lepiej, że ta najcudowniejsza plaża na Phi Phi pozostanie od nich wolna. Zobaczcie kilka zdjęć z Maya Bay, czyż nie jest idealna?

Czystość tej wody i piękno Maya Bay ciężko jest uchwycić w obiektywie, ale starałam się to zrobić jak najlepiej. Lustrzanki, które towarzyszą mi w Tajlandii i o które pytaliście na snapchacie to model od Ray Ban, kupiłam je >tutaj<. Wracając myślami na Phi Phi, kolejną plażą, na którą mogliśmy zejść była słynna plaża małp. Monkey Beach to w zasadzie dwie, a nawet trzy plaże, my chyba byliśmy na najmniejszej. Wydaje mi się, że cały jej fenomen polega na tym, że dla Europejczyków małpy są zjawiskiem totalnie egzotycznym i rzadko widujemy je na wolności, na wyciągnięcie ręki. Na tych plażach natomiast małpki czekają wręcz na turystów, którzy je dokarmiają. Pamiętajcie jednak, że małpa to jest dzikie zwierzę i nie polecam wyciągać do niej rąk. Wystarczy, że przy zabieraniu nam wody czy orzeszka zadrapie nas do krwi i kolejną pamiątką, jaką będziemy mieć z wakacji to blizna i zastrzyki przeciw wściekliźnie.

Wieczór na Phi Phi spędziliśmy oddając się naszej ulubionej czynności, czyli jedzeniu. Nadbrzeżny deptak pełen jest uroczych knajp, barów i restauracji urządzonych w moim ulubionym, plażowym stylu. Większość z najciekawszych widzieliście na snapchacie. Jedliśmy wszystkiego po trochu i spacerowaliśmy plażą ciesząc się widokami. Tajskie łódki nocą również robią niesamowite wrażenie! Po zmroku swoją aktywność rozpoczynają artyści tańczący z ogniem, a salony masażu oferują dodatkowo płatne usługi przechodniom płci męskiej. Widzieliśmy nawet ogłoszenie “wymasujemy Cię całego naszymi ustami” takie masażowe all inclusive kosztowało tylko 200 bahtów! Nocą cała wyspa tętni życiem, imprezy nie dały nam zasnąć do drugiej rano! Nie żebyśmy na nich byli, imprezowe czasy już chyba za nami, ale ściany hotelu były wyjątkowo cienkie.

Drugiego dnia łódź powrotna miała zabrać nas do Phuket około 14, więc czasu na plażowanie było mało. Skorzystaliśmy z rady mojej czytelniczki i ruszyliśmy na poszukiwania polecanej przez nią plaży przy Viking Resort. Odpoczęliśmy na małej, pięknej i czystej plaży, gdzie oprócz nas nie było praktycznie nikogo. Przypominała mi ona jedną z moich ulubionych plaż na Majorce – Cala Formentor. Znacie ją może? Jest cudowna, bardzo wszystkim polecam, pokazywałam ją między innymi w >tym wpisie<. A jej tajski odpowiednik prezentował się tak:

Top, który mam na sobie na tych zdjęciach jest marki Love Sadie, dostępny >tutaj<. Polecam, bo sprawdził się nie tylko jako top, ale i jako góra od bikini. Nie prześwituje, nawet po zamoczeniu, ładnie podkreśla opaleniznę, ma regulowane ramiączka i jest teraz w promocji!

Pierwsze wrażenie na Phi Phi nie należało do najlepszych, ale zdecydowanie zostało zatarte dzięki tym fantastycznym widokom. Patrząc na tę nieskazitelnie czystą wodę i biały piasek chciało mi się płakać z radości. Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na wykupienie dodatkowej wycieczki i nie żałuję ani jednej wydanej na to złotówki. Chociaż Tajlandia ogółem nie wydaje mi się rajem na ziemi (z wielu różnych powodów), to miejsca które widzicie na zdjęciach z pewnością można tak nazwać. To jest chyba najpiękniejszy post, jaki znajdziecie na całym moim blogu. Jestem niesamowicie wdzięczna losowi za to, że mogłam tu być i zobaczyć to wszystko na własne oczy i to jeszcze w towarzystwie dwóch tak wspaniałych osób.