Gdzie zjeść we Lwowie – najlepsze restauracje w centrum z mapami dojazdu + ceny maj 2017

Moja wyczekana majówka we Lwowie właśnie się zakończyła! Niestety nie wyglądała ona dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy. Pogoda była bardziej listopadowa niż majówkowa, dlatego przez większą część wyjazdu zwiedzaliśmy głównie knajpy. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – kulinarną mapę Lwowa mamy już niemalże w małym paluszku (chociaż wiem, że wiele fajnych miejscówek jeszcze przed nami). Polecane przeze mnie lwowskie restauracje screenowaliście na snapchacie aleksandranaj z wielkim entuzjazmem, przygotowałam więc dla Was listę miejsc, które odwiedziłam w minionym tygodniu wraz z krótkimi komentarzami. Na pewno przyda się tym, którzy wybierają się w najbliższym czasie do tego pięknego miasta, a tych którzy je już odwiedzili proszę o komentarze i dopisywanie swoich typów! Niech ten miniprzewodnik po restauracjach służy jak największej liczbie osób!

u Pani Stefy

Niewielka restauracja stylizowana na salonik u babci. Wstąpiliśmy tam na pierogi, których niestety były tylko dwa rodzaje. Ale za to jakie pyszne! Ze swojej strony polecam te z boczkiem, zdecydowanie bardziej mi smakowały. Jedynym minusem był długi czas oczekiwania na zamówienie – na sali była tylko jedna kelnerka.

Gruzińska restauracja

Malutka restauracja położona 3 minuty spacerem od rynku to hit naszego wyjazdu. Jedliśmy tam aż trzy razy rezygnując tym samym z kolejnych eksperymentów. Jedyną jej wadą jest to, że w środku jest bardzo mało miejsca, przez to często trzeba czekać w kolejce na stolik. Jedzenie za to rekompensuje wszystko, a miejsce można zarezerwować telefonicznie! Kelnerki mówią świetnie po polsku, menu też jest między innymi w naszym języku, więc nie musimy strzelać przy wyborze dań z karty. Szczególnie polecamy Wam chaczapuri po adżarsku (danie z jajkiem na zdjęciu) za 68 uah oraz chinkali z serem tak świeżym, jakiego nigdy wcześniej nie miałam okazji spróbować (pieróg na zdjęciu). Ceny są śmiesznie niskie, a potrawy sycące i przygotowywane z wielką starannością. Tam na pewno jeszcze wrócimy!

Lwowska manufaktura czekolady

Wszyscy chyba wiemy, że ukraińskie słodycze nie mają sobie równych, jeśli chodzi o smak, wykonanie jak i stosunek ceny do jakości. Podczas majówki wybraliśmy się do słynnej manufaktury czekolady, gdzie można spróbować różnych czekoladowych przysmaków. Niebo w gębie! Z racji tego, że manufaktura znajduje się w wysokiej kamienicy, miejsc do siedzenia nie brakuje. Polecam Wam jednak zająć stolik na samej górze i przy okazji zaliczyć taras z widokiem na prawie cały Lwów. Widać z niego między innymi Dom Legend i słynnego trabanta na dachu. Co do zamówienia, to czekolada jest podawana w malutkich porcjach, jednak jest bardzo aksamitna i sycąca. Smakuje jak najlepszej jakości czekoladowy mikołaj, jakich w Polsce już nie znajdziemy. Smak dzieciństwa… To idealne miejsce na deser!

Pijana wiśnia

W zasadzie nie jest to restauracja, bo jedzenia tam nie uświadczycie, to jest raczej sklep z pyszną, domowej roboty wiśniówką, którą możecie kupić na shoty lub w wersji butelkowanej (kilka rozmiarów + pakowane na prezent). Nie skłamię jeśli powiem, że to najlepsza wiśniówka jaką w życiu piłam! Czuć, że jest zrobiona z dojrzałych, prawdziwych wiśni, a nie chemicznego aromatu. Z okazji majówki chyba podnieśli lekko ceny – 36 uah za około 70 ml wiśni, ale warte każdego grosza! Obsługa przemiła, do każdej porcji dorzucane są wiśnie nasączone w alkoholu. Musicie, musicie, musicie tam zajrzeć!

gazowa lampa

To miejsce, gdzie można zarówno dobrze zjeść, jak i coś ciekawego wypić. Shoty w probówkach słynne są na całe miasto i koniecznie trzeba ich spróbować. Nam osobiście nie smakowały jakoś szczególnie, ale sam fakt picia ich w takiej formie to nowe, ciekawe doświadczenie. Najbardziej jednak podobał nam się wystrój i klimat tego miejsca. Do środka zaprasza elegancki pan w cylindrze, a wnętrze jest ciemne, wypełnione różnego rodzaju lampami gazowymi. Co jakiś czas wypełnia je sztuczny dym nadający restauracji charakteru.

Centaur

Centaura odwiedziliśmy dwa razy – raz na kawę lawendową, która okazała się fatalna i kwaśna, drugi raz na śniadanie. Wnętrze restauracji jest strasznie ciemne, jedni powiedzą klimatyczne, ale ja osobiście lubię widzieć, co mam na talerzu. Obsługa chociaż miła, chyba naciągnęła nas lekko na rachunku – za podwójne espresso policzono jak za dwie osobne kawy, a za wodę do tego espresso – więcej niż za moje lawendowe cappuccino. Mimo tej sytuacji postanowiliśmy wrócić drugi raz i spróbować śniadania. Zamówiliśmy naleśniki ze śmietaną i z cielęciną, które smakowały całkiem nieźle, ale były zimne, a na herbatę do nich nigdy się nie doczekaliśmy. Więcej tam nie wrócimy!

Strudel haus

Mała knajpka, której specjalnością są strudle. Dobra opcja na śniadanie. Porcje są małe, ale bardzo smaczne i mają tam dobrą kawę! Dobra to w moim przekonaniu taka, która nie jest kwaśna. Byliśmy tam dwa razy. Ciekawostka: można poprosić o doliczenie do rachunku 1 uah, które to przeznaczone jest na pomoc dla armii ukraińskiej, która „walczy z terroryzmem”.

Uzbecka restauracja we Lwowie

Mówi się, że jeśli chcesz popróbować wszystkich kuchni świata, to jedź do Lwowa. Dlaczego? Bo tam znajdziesz wszystko, w dodatku wykonane z najlepszych składników i w mega niskiej cenie! W gruzińskiej kuchni się zakochałam, ale niestety uzbecka okazała się daleka od moich oczekiwań. Najdziwniejszy był napój a’la kwaśne mleko podany z koperkiem. W ogóle we Lwowie do wszystkiego hojnie dosypują kopru. Ja go nienawidzę, wyobraźcie sobie więc moją frustrację po kilku dniach pobytu! Do uzbeckiej knajpy już nie wrócę, ale może Wam posmakuje? Na talerzu mam chyba kovurma lagman, ale ręki nie dam sobie za to uciąć!

Restauracja Baczewski

Na zdjęciu powyżej widzicie kolejkę po śniadanie za niecałe 20 zł w opcji „szwedzki stół, jesz ile Ci się zmieści plus kawa i kieliszek musującego wina lub wódki”. Cena jest stała, przy wejściu kupuje się bilet, dodatkową kawę lub herbatę można zamówić na rachunek. W tamtym roku Ania była tam z koleżankami i była zachwycona – pyszne jedzenie, piękny wystrój, muzyka na żywo i śpiewające kanarki. W tym roku było to jednak największe rozczarowanie naszego wyjazdu. W tej kolejce spędziliśmy ponad dwie godziny w zabójczej temperaturze i gdy byliśmy już praktycznie przy kasie… śniadanie się skończyło! Tak moi drodzy, podaje się je do 11, więc niestety nie udało nam się załapać. Dopiero kilka dni później, kiedy kolejka była mniejsza, weszliśmy spróbować. Jeśli będziecie we Lwowie, na pewno warto tam zajrzeć, ale tylko jeśli nie będzie kolejki. To nie jest nic na tyle nadzwyczajnego, żeby stać przez dwie godziny w ogonku, a potem pchać się do koryta. Wystrój jednak faktycznie okazał się warty uwagi:

Cisar

To niepozorne miejsce niedaleko Opery musicie odwiedzić koniecznie! Nie weszlibyśmy tam prawdopodobnie nigdy, bo to mało znana restauracja, której nie ma w top 10 tripadvisora, ale na szczęście przygnał nas tam głód. Jedzenie okazało się być pyszne, świeże, a ceny tak nieprzyzwoicie niskie, że nie mogliśmy w to uwierzyć. Zamówiliśmy połowę karty i zapłaciliśmy jak za obiad w Warszawie (dla jednej osoby…). W restauracji jest dużo miejsca, więc nie trzeba czekać na stolik.

Atlas

Jedna z polecanych w przewodnikach restauracji, którą udało nam się odwiedzić dopiero ostatniego dnia. Przyjemne wnętrze, miła choć powolna obsługa i dobre jedzenie, chociaż nie tak dobre, żeby śniło nam się po nocach. Jeśli będziecie w pobliżu, wpadnijcie tam, ale specjalnie nie warto się tam wybierać. Zamówiliśmy pierogi, chociaż pora była zdecydowanie śniadaniowa. Dania były smaczne jak wszędzie we Lwowie. Mam wrażenie, że tam polska kuchnia jest smaczniejsza niż w Polsce!

Kopalnia kawy

Jedna z najbardziej znanych lwowskich kawiarni serwująca typową dla tego miasta kawę. Stylizowana jest na kopalnię, a w jej piwnicy można pod nadzorem pracowników podglądać jak „wydobywana” jest kawa. Mnie szczerze mówiąc lwowska kawa nie smakuje, jest okropnie kwaśna, ale być może prawdziwi koneserzy są w stanie ją docenić? Kopalnia kawy oferuje szeroki wybór różnych kaw, smakowych i tych tradycyjnych. Koszt wizyty to około 40 uah za kawę, ciasta są w podobnych cenach. Na pewno warto tam zajrzeć i koniecznie zejść na dół do kopalni!

Dom Legend

Jedna z najciekawszych, jeśli nie w ogóle najciekawsza restauracja, jaką w życiu widziałam. Mieści się w wielopiętrowej kamienicy i składa się z kilku różnych sal, z której każda ma swój motyw przewodni w postaci lwowskiej legendy. Bardzo żałuję, że w środku nie można robić zdjęć, bo bardzo chciałam Wam to pokazać. Kelnerami w Domu Legend są karły (!), a kiedy czekasz na swoje danie zadają Ci zagadki. Karta jest bardzo krótka, a my wpadliśmy tylko na drinka i przekąski (piwne mojito, chlebki z sosem serowym na przekąskę), więc nie jestem w stanie powiedzieć czy warto tam zjeść, ale na pewno trzeba tam pójść i zobaczyć ten dom osobliwości. Wyobraźcie sobie, że na dachu tego budynku stoi sobie zabytkowy samochód (trabant na warszawskich blachach…), do którego można wsiąść, a zaparkowany jest zaraz koło posągu karła w kominie, który to posąg z tego co zrozumiałam stanowi cenny zabytek. Jeśli mało Wam dziwadeł w domu legend, to dodam, że schodząc z dachu trzeba mieć parasolkę, bo na głowę spadają nam monety nie wiadomo skąd, a punktualnie o 21 kominiarz, stróż legend rozpoczyna show z udziałem tramwajów i ziejącego ogniem smoka, którego widzicie na zdjęciu. Mieści się Wam to w głowie? Mnie nie. To jest punkt obowiązkowy każdej wycieczki do Lwowa i podejrzewam, że trzeba przyjść tam nie raz i nie dwa, żeby lepiej poznać to miejsce! 

Bańka

Restauracja w której wszystkie dania i napoje podawane są w słoikach. Lwów jest ogólnie bardzo kreatywnym miastem i większość knajpek ma na siebie jakiś pomysł. Tego właśnie najbardziej brakuje mi w warszawskich restauracjach, które dzielą się tylko na „modne” i „zwyczajne”. A i te modne nie mają w sobie nic niezwykłego. W bańce panuje fajny, przyjazny turystom klimat. Piliśmy tam pyszne mojito i zagryzaliśmy typowymi lwowskimi przekąskami. Graliśmy w planszówki, które przynieśliśmy ze sobą i w karty. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że we Lwowie w miejscach które serwują jedzenie nie można w ogóle grać w karty, bo hazard jest zabroniony nie graliśmy na pieniądze, tylko w Makao, ale mimo to w dwóch innych knajpach poproszono nas o schowanie kart). W bańce można grać, bańkę warto odwiedzić!

Na tym moja lista się kończy, przynajmniej na ten moment, ale osobiście nie mogę się już doczekać powrotu do Lwowa, więc na pewno ten tekst będzie aktualizowany.

Oprócz tego wszystkiego byliśmy jeszcze dwa razy na sushi (to jest coś czego nie mogę odpuścić, gdziekolwiek jestem) oraz z sklepach Roshen. Warto tam zajrzeć i zaopatrzyć się w słodycze. Jeśli wybieracie się do Lwowa, koniecznie przeczytajcie wpis „co warto przywieźć z Ukrainy„, jest to lista stworzona przez Ukrainkę, więc zdecydowanie klikajcie!



'Gdzie zjeść we Lwowie – najlepsze restauracje w centrum z mapami dojazdu + ceny maj 2017' 7 komentarzy

  1. Maj 7, 2017 @ 17:04 Michalina | jakchcetomoge.pl

    Będę we Lwowie po raz drugi w życiu w połowie lipca i muszę koniecznie wstąpić do Cisar! Nie mogę uwierzyć w te ceny!

    Reply

  2. Maj 7, 2017 @ 17:09 Aniamaluje

    Zaraz będzie Po drugiej butelce wiśniówki zdecydowanie mam powod by wrócić do Lwowa 😛 drugim jest opera trzecim gruzińska knajpa 🙂

    Reply

  3. Maj 7, 2017 @ 22:35 Gosia

    Tyle pięknych miejsc do zobaczenia, aż chce się oszczędzać pieniądze 😉 Bardzo przydatny i piękny wpis, na pewno do niego wrócę, gdy uda mi się w końcu wybrać do Lwowa 🙂 Szczególnie dzięki za odnośniki google maps! Świetny pomysł 🙂

    Reply

  4. Maj 10, 2017 @ 15:06 Aaa

    Czy wiadomo kiedy będą wyniki konkursu?

    Reply

  5. Maj 10, 2017 @ 19:24 madame b

    To idealne miejsce na wycieczkę dla takiego łasucha jak ja 🙂

    Reply

  6. Maj 13, 2017 @ 00:37 Marzena

    We Lwowie byłam w grudniu zeszłego roku i odwiedziłam połowę z zarekomendowanych przez Ciebie miejsc 🙂 U Baczewskich jadłam śniadanie i wtedy wszystko było w porządku, ale może na mój zachwyt wpłynął brak kolejki, względnie małe tłumy i to, że był to pierwszy posiłek po nocnej podróży autobusem. Spodobało nam się tam do tego stopnia, że poszłyśmy tam jeszcze na kolację. Myślę, że warto tam spróbować ich nalewek.
    U Pani Stefy polecam przepyszny kwas w cenie 5 (!!!) hrywien za kubek.
    W Atlasie też jadłyśmy śniadanie – 2 razy, i za każdym było smacznie. Z tym, że brałyśmy zestawy typowo śniadaniowe. Mają tam smaczne świeżo wyciskane soki, do tej pory robię w domu sok marchew – burak – jabłko, który okazał się zaskakująco pyszny!
    Ogólnie we Lwowie nie nacięłyśmy się na niedobre jedzenie. Jedyny niesmak pozostał po wizycie w Kryjówce – było to jedyne miejsce gdzie czułyśmy się nieswojo.
    Niemniej jednak we Lwowie się zakochałam i chcę go zobaczyć przy bardziej sprzyjających warunkach pogodowych 🙂 Dziękuję więc za przewodnik po knajpkach!

    Reply


Would you like to share your thoughts?

Your email address will not be published.