Random Favorites #1 – ulubieńcy maja

Czerwiec 11, 2017 3 komentarze

Od maja, a raczej od czerwca wraca do nas cykl ulubieńców w nieco innej, odmienionej odsłonie. Zarzucam kosmetycznych ulubieńców na stałe, z jednej prostej przyczyny – nie testuję aż tak wielu kosmetycznych nowości, żeby co miesiąc zarzucać Was swoimi odkryciami. Lubiliście jednak ten cykl i do dzisiaj dostaję o niego sporo pytań, postanowiłam więc go lekko stuningować. Od dziś co miesiąc na blogu będzie pojawiało się zestawienie Random Favorites, czyli ulubieńców z różnych kategorii. Miałam je w planie już od roku, ale wiecie jak to jest, nigdy nie było dobrego momentu, żeby zacząć. Tym bardziej, że tak jak w przypadku tygodnika nie jestem osobą regularną i jak przychodzi co do czego (zwane deadlinem) w głowie pojawia się pustka. Musicie mi więc dać czas na wzięcie rozbiegu i wybaczyć, że majowych ulubieńców mamy tylko tyle!

l. Marmurkowe kolczyki, które robią wrażenie na wszystkich moich znajomych i na większości obserwatorów ze snapa (aleksandranaj) _ dostałam o nie dziesiątki pytań! Pochodzą z… aliexpress! W dodatku zapłaciłam za nie dolara. Tutaj macie link bezpośredni do aukcji, z której ja zamawiałam. Mają jeszcze dwa inne kształty i aktualnie zastanawiam się nad kółkami.

2. Koronkowy bralet, wreszcie idealny również znalazłam na aliexpress, ale już troszkę drożej bo za całe trzy dolce. Jak na Alie, to przecież majątek! Tak czy inaczej było warto, bo jest doskonale uszyty i dobrze leży. Chińczycy się spisali. Łapcie link bezpośredni!

3. Guilty pleasure, moje biodra nienawidzą czekoladowych monetek Roshen przywiezionych z Ukrainy. A one zwyczajnie rozpływają się w ustach. Są jak czekoladowy Mikołaj/Zajączek z dawnych lat, a już takich nie robią! Kocham je całym serduszkiem

4. Takie milkowe wafelki kupuje ostatnio Mama Łukasza i muszę Wam powiedzieć, że ona zna mój spożywczy gust na wylot. Kocham wszystko co znajdę u nich w kuchni, ale te wafelki to już przesada. Muszę przestać je jeść, bo niedługo w tej kuchni się nie zmieszczę! Próbowaliście tego wynalazku?

5. Chciałabym powiedzieć, że to koniec spożywczych ulubieńców, ale nie, to tylko mała przerwa. Na miejscu piątym, Panie i Panowie, torebka. Dawno nic nie sprawiło mi takiej radości jak See by Chloe Hana Saddle Bag. A musicie wiedzieć, że ostatnio mam mały kryzys i mam ochotę sprzedać wszystko i zostać w jednej błękitnej koszuli i jeansach. Nic mi się nie podoba, ani w mojej szafie, ani w sklepach. Też tak czasem macie, czy to ze mną jest coś nie tak? W każdym razie moja Hana jest ze mną prawie codziennie od wyjazdu do Londynu. Jest na tyle duża, że pomieści wszystkie potrzebne rzeczy i na tyle mała, że nie uda mi się do niej napakować zbędnego ciężaru. Ideał, moi mili, ideał!

6. Zestaw czterech olejków w balsamie Nivea dostałam od marki w prezencie, jednak nie sądziłam, że znajdą się od razu w majowych ulubieńcach. Testuję wiele kosmetyków i rzadko kiedy coś mnie zachwyca, a uwierzcie mi, że kwiat wiśni i wanilia (której na zdjęciu nie ma, bo zdążyłam już ją wykończyć) są grzechu warte. Nawet teraz, zamiast skupić się na pisaniu tekstu, wmasowuję sobie wisienkę w ramiona. Olejek ma przyjemny zapach, miłą w dotyku konsystencję i wchłania się tak błyskawicznie, nie zostawiając tłustej powłoki, że kompletnie nie przeszkadza mi w dalszym pisaniu. A niewiele rzeczy wkurza mnie tak, jak tłusta klawiatura (jeszcze tłusta kierownica i balsam do ust za paznokciami). Bardzo zachęcam Was do spróbowania – olejki są już dostępne w rossmannie. A jeśli zapiszecie się do klubu nivea, może załapiecie się na testowanie?

7. To „wino” śliwkowe to nie tylko ulubieniec maja, ale i całego mojego dorosłego życia. Po powrocie z Tajlandii wróciło do mojej lodówki i już jej mem nadzieję nie opuści. To słodkie wino ze śliwek ume, a jego smaku nie da się z niczym porównać. Kto nie próbował, koniecznie musi to zrobić! Znaczy nie chcę Was rozpijać, ale serio, mniam (mam nadzieję, że macie 18 lat!).

8. Kto czyta mnie dłużej ten wie doskonale, że jestem nieuleczalną świeczkomaniaczką. Podczas zakupów w jakimś Obi czy Leroy Merlin wpadł mi w ręce taki uroczy pachnący słój i ku rozpaczy narzeczonego umilał mi każdy zimny majowy wieczór. Świeca pachnie słodko i bardzo intensywnie a zapach utrzymuje się w pomieszczeniu dość długo. To świeca popularnej marki Bolsius (tylko duża, za 18 zł) znajdziecie je na pewno w Rossmannie i chyba w Tesco. Spróbujcie koniecznie!