Przymiarki sukien ślubnych – co warto wiedzieć

Styczeń 3, 2018 31 komentarzy

Jak wygląda wizyta w salonie sukien ślubnych? Kiedy trzeba zacząć poszukiwania i czego można spodziewać się po pierwszych przymiarkach?

Nadszedł wreszcie upragniony i przez wielu (szczególnie moje udręczone przyjaciółki) tak wyczekiwany dzień – podpisałam umowę i moja wymarzona suknia ślubna jest już formalnie moja! Podczas poszukiwań zwiedziłam tyle salonów i miałam na sobie tyle przeróżnych modeli, że aż kręciło mi się od tego w głowie. Czy żałuję? Ani trochę! Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ani w przypadku faceta, ani w przypadku sukni ślubnej. Swoje poszukiwania zaczęłam od wizji kreacji w stylu Berta Bridal, za którą nie zawołają mi 20 tysięcy złotych. Tego typu sukni w Polsce jest dość mało – wciąż najlepiej sprzedają się księżniczki zdobione koronką. W trakcie mierzenia próbowałam wszystkiego, mierzyłam koronkowe bezy, syrenki i suknie bardzo odważne, oryginalne. W pewnym momencie poszukiwań prawie podpisałam umowę na suknię, która była “wystarczająco podobna” do tej z moich marzeń. Jak dobrze, że rozum powiedział “nie!”. Dzisiaj będę spała spokojnie, nie poszłam na skróty, kilka salonów później znalazłam model w którym czuję się świetnie i który jest taki, jak sobie wymarzyłam.

Nie dość dobra, tylko świetna (dla mnie).

Póki mam jeszcze Waszą uwagę, zapraszam wszystkie przyszłe Panny Młode do mojej grupy na facebooku, gdzie wraz ze mną możecie przygotowywać się do ślubu i wymieniać radami. Razem lepiej!

Czego dowiedziałam się i czego nauczyłam się po tych wszystkich salonach sukien ślubnych? Chciałabym przynajmniej minimalnie ułatwić Wam proces szukania sukni ślubnej, który dla mnie osobiście był trudny i mało przyjemny, a wręcz męczący. Zebrałam kilka punktów, które pozwolą Wam z dystansem i spokojem podejść do pierwszej wizyty w salonie.

Kiedy zacząć poszukiwania?

Większość salonów twierdzi, że potrzebuje 6 miesięcy na sprowadzenie i dopasowanie sukni. Moim zdaniem dadzą radę też w 5 a nawet 4, a są przecież Panny Młode, które całe wesele zorganizowały w 3 miesiące. Tak więc – wszystko się da. Niemniej jednak radziłabym zacząć wycieczki po salonach około 7 miesięcy przed ślubem i dać sobie ten miesiąc lub dwa na poszukiwania, a salonowi czas na spokojne sprowadzenie wybranego modelu i przede wszystkim ewentualne poprawki. Na pewno nie polecam szukać sukni 2 lata przed ślubem! Widziałam już wiele rozpaczliwych postów przyszłych Panien Młodych, które kupiły suknię 2 lata wcześniej i zwyczajnie przestała im się podobać. W ciągu tak długiego okresu czasu może też diametralnie zmienić się Twoja figura, a co za tym idzie będą pasowały Ci inne modele sukien.

Do większości salonów musisz się umówić

Jeśli mieszkasz w większym mieście, raczej musisz liczyć się z tym, że do salonu sukien ślubnych nie wejdziesz z ulicy. Przez telefon należy umówić się na wizytę, podczas której do dyspozycji będziesz miała przymierzalnię i konsultantkę na godzinę. Najbardziej okupowane są godziny popołudniowe, do najpopularniejszych salonów czeka się w Warszawie nawet dwa tygodnie! Jeśli chcesz wejść bez kolejki, to jest opcja, że poprzednia klientka nie wykorzysta swojej pełnej godziny, tylko wyjdzie po 30 minutach (jak zazwyczaj robiłam to ja) i będziesz mogła wykorzystać drugą połowę jej czasu, ale nie masz nigdy gwarancji, że tak się uda. Zawsze też może być tak, że salon nie ma pełnego obłożenia i będą wolne konsultantki. Łatwiej dla wszystkich jest jednak zadzwonić i się umówić.

Przed wizytą

Mam nadzieję, że nie muszę tego nikomu mówić, ale powinnaś założyć czystą, cielistą bieliznę i użyć antyperspirantu. Ogolić pachy i nogi. No chyba że lubisz gdy obca kobieta smyra Cię po futerku i wącha Twój pot. Sukien nie wkładasz sama, tylko robi to konsultantka więc “ręce do góry” usłyszysz nie raz. Zostajesz w samej bieliźnie, a często w ogóle w samych majtkach, przygotuj się na to psychicznie. Nie mówię, żeby się stroić jak na pierwszą randkę ze śniadaniem, ale stringi z Kaczorem Donaldem osobiście zostawiłabym na inną okazję. Odradzam też mocny makijaż, ponieważ możesz pobrudzić suknie. W salonach są dostępne “dyżurne” szpilki, które wkłada się do przymiarek (suknie inaczej wyglądają, kiedy masz na sobie wysokie buty). Jeśli brzydzisz się wkładać obcych butów, weź swoje na obcasie. Dobrym pomysłem są też cieliste rajstopy, dzięki którym nie będziesz się czuła aż tak…goła i nie będziesz brzydziła się zakładać salonowych szpilek. Swoje “docelowe” buty do ślubu musisz mieć ze sobą dopiero na drugiej przymiarce, długo po podpisaniu umowy, ponieważ suknia będzie do ich wysokości cięta.

Upnij też włosy. Większość dziewczyn decyduje się iść do ślubu w upięciu lub koku, taka fryzura podczas przymiarek pozwoli Ci lepiej ocenić mierzoną suknię ślubną, a włosy nie będą rozpraszać ani przeszkadzać.

Na stronie nie ma cen

Jeśli masz określoną kwotę, jaką możesz wydać na sukienkę i ani złotówki więcej, to od razu poinformuj o tym konsultantkę. Unikniesz rozczarowania i nie usłyszysz, że suknia w której się zakochałaś kosztuje 15 tysięcy złotych (ta z powyższego zdjęcia kosztuje 12.000). W salonach denerwuje mnie to, że nigdzie na stronie internetowej nie ma podanych cen. Upatrujesz sobie jakiś model w Internecie i dopiero na miejscu okazuje się, jaka jest jego cena. Moim zdaniem to duże utrudnienie i marnowanie czasu przyszłej Panny Młodej. Można się na tym przejechać w dwie strony: widzisz olśniewającą suknię w Internecie, a na miejscu okazuje się, że kosztuje niecałe 3 tysiące do negocjacji i taka też jest jej jakość (bardzo średnia). Albo druga opcja: idziesz przymierzyć ładną sukienkę, a potem tydzień zastanawiasz się, czy faktycznie jest warta 7800 zł. Dlaczego nie napisali tego na stronie? Argumentem przemawiającym za tymi praktykami jest fakt, że ceny nie są sztywne i zazwyczaj można trochę się potargować. Warszawski Salon White ma na stronie podane przedziały cenowe, które dotyczą sukni poszczególnych projektantów.

Suknie w salonie są na Ciebie za duże lub za małe

W salonie sukni ślubnych jest zazwyczaj tylko jeden rozmiar z każdego modelu. To są drogie rzeczy moje Panie, nie trzymają tam pełnej rozmiarówki. Zazwyczaj więc wciskasz się w za małą sukienkę, albo upinają na Tobie 10 razy za dużą. To są modele poglądowe, przymiarkowe i musisz wykazać się odrobiną wyobraźni, żeby zobaczyć siebie w sukni która będzie dopiero na Ciebie dopasowywana czy szyta. Podczas przymiarek to normalne, że tu Ci odstaje, tam się nie układa, a gdzieś indziej spada. Przykładowo wszystkie modele sukien ślubnych w Pronovias w Warszawie są w rozmiarze 42/44, aby dać szansę na przymiarkę Paniom o większym rozmiarze. Niestety powoduje to fakt, że mniejsze dziewczyny jak ja, topią się w sukniach. Coś za coś!

Nie musisz wiedzieć, czego chcesz, ale licz się z tym, że proces poszukiwania znacznie się wydłuży

Na pewno przed wizytą w salonie warto pooglądać sobie różne oferowane przez nich modele sukien online. Na pierwszą przymiarkę idź jednak la luzie, niech ekspedientki pokażą Ci różne modele, przymierz nawet takie, których nie bierzesz pod uwagę. Ja miałam na sobie syrenkę i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że takiej nie chcę. Spotkałam natomiast przyszłą Pannę Młodą, która patrząc na mnie stwierdziła, że żałuje, że nie przymierzała tiulowych księżniczek, bo teraz już przyszła po odbiór swojej prostej muślinowej i trochę w sumie żałuje. Pewnie spodoba Ci się kilka różnych, a ślub jest niestety jeden. Takie życie, musisz zdecydować się na tą, w której podobasz się sobie najbardziej! Nie miej jednak ciśnienia, żeby przy pierwszej wizycie w salonie znaleźć “tę jedyną” bo moim zdaniem takie akcje są mocno przereklamowane. Daj sobie czas! Czasem warto szukać dłużej.

Im więcej mierzysz tym masz większy mętlik w głowie

Trochę prawda, trochę ściema. Fajnie za trzecim razem trafić na ideał, ale jeśli tak jak ja masz wyższe wymagania, to niestety jest to mało prawdopodobne. Pod koniec wycieczek do salonów podobało mi się kilka sukien i faktycznie nie jest tak, że dałabym sobie obciąć rękę za to, że ta moja jest faktycznie ideałem. Ale czy byłabym szczęśliwsza, gdybym kupiła pierwszą, która mi się podobała? Na pewno nie! Po raz kolejny powtarzam: daj sobie czas, rozważ różne opcje.

Zwróć uwagę na stan sukni w salonie

Kwestia sporna, bo z jednej strony, tak jak mówiłam, w salonie wisi jeden egzemplarz każdego modelu sukni, jaki oferują. To znaczy, że popularna sukienka może być mierzona nawet kilka razy w tygodniu. Ma prawo się zużyć z czasem. ALE z drugiej strony klientki za bardzo nawet tych sukni nie dotykają. Wkłada ją na Ciebie konsultantka, ty robisz dwa kroki, po czym suknia jest z Ciebie zdejmowana. Jest ryzyko, że zaciągniesz ją na dolne obcasem, bo jest za długa. Moim zdaniem natomiast, zjawiskiem totalnie nie do przyjęcia jest fakt, że suknia która w salonie wisi niecały rok, wygląda jakby wyciągnięto ją ze śmietnika. Mierzyłam suknie z kolekcji 2017, które były literalnie w strzępach. Nadawały się do Warszawskiej edycji Trash the dress! I to nie były suknie za 2000 zł (tylko za 6000). Zastanów się, czy jeśli takie dziury powstały w skutek mierzenia sukienki, to ona jest w stanie wytrzymać wesele, tańce, kontakt z bukietem, pierścionkiem zaręczynowym, bransoletką, uściskami gości czy tańce z dziećmi oraz dotrwać do sesji plenerowej w stanie nadającym się przynajmniej do fotoszopowania. Pomijając już fakt, że gdybym kupiła sukienkę za 6000 zł, to chciałabym ją sprzedać przynajmniej za 3 kafle.

Nie można robić zdjęć, ani kręcić filmików

Ten zwyczaj salonów wciąż mocno zaskakuje przyszłe Panny Młode. W Salonach zazwyczaj nie można robić zdjęć ani nagrywać filmików. Dopiero po podpisaniu umowy możesz strzelić sobie fotkę w tej jedynej. Panie ekspedientki pilnują Cię jak ochroniarze w Rossmannie i wszczynają alarm przy każdym wyciągnięciu telefonu. To bardzo kontrowersyjna praktyka, bo w końcu każda dziewczyna chciałaby sobie obejrzeć na spokojnie zdjęcia i porównać, w której sukni wygląda najlepiej. Dodatkowo fotki z przymiarek wrzucane na kanały społecznościowe czy grupy na Facebooku to świetna reklama dla salonów i to w dodatku zupełnie za free. Dlatego salony idące z duchem czasu nie zwracają uwagi dziewczynom robiącym sobie zdjęcia w ich sukniach, albo nawet same proponują, że konsultantka zrobi zdjęcie. Przedpotopowe salony argumentują, że boją się odszywania (kopiowania) ich sukien, bo panny młode robią sobie zdjęcia w kreacjach, po czym idą do krawcowej i szyją ten sam model taniej. To kiepski argument zważywszy na fakt, że zdjęcia sukien są umieszczane w doskonałej rozdzielczości w Internecie, więc żadna krawcowa nie powinna mieć problemu z odszyciem sukienki na podstawie zdjęć katalogowych. Po drugie gdyby się uprzeć, można wziąć swoją krawcową na przymiarki do salonu i przedstawić jako mamę, niech się przyjrzy. Można? Można. Pracownice salonów argumentują też swoje decyzje tak, że suknie w salonie są niedopasowane i zdjęcia na klientkach robią im antyreklamę, co moim zdaniem jest równie głupie, bo każdy kto jest zainteresowany tematem sukni wie, że te suknie do mierzenia idealnie leżeć nie będą, a wręcz ciekawy model wstawiony na ślubną grupę wsparcia może przyciągnąć uwagę kolejnych potencjalnych klientek.

Moja rada? Nie pytaj się, tylko weź koleżankę która zrobi Ci ostre zdjęcia nie rzucając się w oczy. Ja mam zdjęcia prawie ze wszystkich salonów w jakich byłam.

Opłata za przymiarkę

To nawet mnie zwaliło z nóg. Za przymiarki droższych modeli sukien, niektóre salony liczą sobie opłatę! W salonie Madonna w Warszawie płaci się za przymiarkę Berty, niestety nie miałam przyjemności tego doświadczyć, więc nie wiem ile. Podobno jest to opłata za sprowadzenie sukni z innego miasta. Jeśli jesteś w Madonnie i bez uprzedzenia powiesz, że chcesz przymierzyć Bertę, a oni Ci ją przyniosą, to prawdopodobnie mierzysz podróbkę, odszytą suknię. To informacja od konkurencji, więc zupełnie niesprawdzona. Patrząc na ceny używanych sukien ślubnych po wpisaniu “Berta Madonna” można jednak stwierdzić, że faktycznie niektóre suknie nie są oryginalne.

Jesteście tu jeszcze? Kto dotrwał do końca? Koniecznie dajcie mi znać, co Was zaskoczyło i czy macie coś do dodania! Piszcie w komentarzach, mam nadzieję, że mój tekst wsparty Waszymi wypowiedziami będzie przydatny dla dziewczyn, które dopiero szukają swojej jedynej!

 

Dziękuję Madzi, za to że dzielnie chodziła na większość przymiarek, Ani Aniamaluje za cierpliwość i spostrzegawczość podczas poszukiwań, Ani Apieceofanna za pomoc w odkryciu Tej Jedynej oraz Oli za nieustanne wsparcie psychiczne. Bez Was nie przebrnęłabym przez to szaleństwo! (tak, czuję się jakbym napisała książkę).