Viñales z Havany – jednodniowa wycieczka na plantację tytoniu

Styczeń 14, 2019 2 komentarze

Odkąd wyjechałam z Kuby zdarzyło się już tyle niesamowitych rzeczy i widziałam tyle pięknych miejsc, a to właśnie Kuba nadal siedzi mi w głowie. Choć nie było to najpiękniejsze co w życiu widziałam, raczej zalicza się do trudniejszych podróży i pod względem emocjonalnym klasuję Kubę mniej więcej tam gdzie… Kambodżę. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj będzie pięknie, malowniczo i komercyjnie. Dzisiaj będzie o wycieczce zorganizowanej do fabryki cygar, czyli z czego Kuba słynie.

Jeśli chcesz zapoznać się z innymi moimi tekstami o tej podróży zapraszam tu:

Kuba na własną rękę – jak zorganizować podróż

 Ceny na Kubie – jedzenie i atrakcje turystyczne

Tu możecie obejrzeć całą zapisaną relację Insta Stories z Cuby na moim Instagramie

Pierwsze zdjęcia z Viñales zobaczyłam na instagramie jakieś dwa lata temu i już wtedy wiedziałam, że muszę dopisać to niesamowite miejsce do mojej listy podróży. Ogólnie rzecz biorąc jest to zielona kraina, dolina gdzie uprawia się tytoń, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Viñales znaczy winnice, bo początkowo osiedlili się tam ludzie z wysp Kanaryjskich, którzy próbowali wytwarzać tam wino. Niestety (bo ja zawsze bardziej za winem niż za tytoniem) klimat tego regionu nie sprzyjał winoroślom, za to tytoń rósł tam jak szalony. Szkoda byłoby nie wykorzystać takiej okazji, prawda?

Po zapoznaniu się z blogami i informacjami dostępnymi online zdecydowaliśmy się na zorganizowaną, jednodniową wycieczkę na plantację tytoniu. Mieliśmy zbyt mało czasu, żeby wybierać się tam na noc, a po drugie według wszelkich źródeł nie ma sensu tego robić, bo w samym miasteczku nie ma nic szczególnego do zobaczenia, a plantacje można zobaczyć w ciągu jednego dnia. Po drugie wycieczka na własną rękę wiąże się z tym, że plantacje zwiedzasz samodzielnie, pieszo lub konno a to są ogromne tereny (wycieczka konna zajmuje około 4 godziny). Z chęcią bym się wybrała, ale pieszo tyle nie przejdę, a w siodle ostatni raz siedziałam pewnie z 10 lat temu (mój mąż nigdy). Wycieczka kosztowała nas 67 CUC od osoby (51 za dziecko) i można ją kupić na przykład w Hotelu Plaza lub Hotelu Sevilla w Havanie. Sfotografowałam plan wycieczki, ale na własne potrzeby, nie zamierzałam go tu umieszczać, więc sorry za jakość!

 

O organizacji wycieczki do doliny na własną rękę przeczytacie za to u Agnieszki  – Transport z Havany do Viñales.

Co było ogromnym plusem wycieczki zorganizowanej to przewodniczka, która mega znała się na rzeczy, ciekawie opowiadała i robiła to w dwóch językach po kolei (po hiszpańsku i po angielsku) dzięki czemu ja nauczyłam się wielu nowych słów po hiszpańsku, a mój mąż który rozumie tylko angielski mógł skorzystać na równi z hiszpańskojęzycznymi turystami. Punktem docelowym natomiast była farma tytoniu, gdzie też spotkaliśmy się z jej pracownikiem, który szczegółowo i bardzo ciekawie opowiadał o tym, czym się zajmują. Zapewne nie miałabym takiej możliwości zwiedzając na własną rękę. Ale po kolei.

Dolina Viñales to dla mnie przede wszystkim zapierające dech w piersiach widoki, mnóstwo zieleni, wapienne skały, tajemnicze jaskinie i wszędzie konie. Człowiek czuje, jakby rzeczywiście podróżował w czasie. Przyroda zawsze robi na mnie ogromne wrażenie i jeśli mam do wyboru muzeum, albo widoki, zawsze wybiorę widoki. Pierwszym przystankiem była szybka kawa w restauracji Las Barrigonas z takim widokiem:

Niesamowite uczucie, a w tle kubańska muzyka! Możecie to wciąż obejrzeć na moim insta stories. Po zobaczeniu doliny z góry wiedziałam już, że to będzie dobra wycieczka. Kolejnym punktem była w dolinie Dos Hermanas, gdzie można było zobaczyć słynny “prehistoryczny mural” czyli malowidła na skale, które tak naprawdę powstały w latach sześćdziesiątych. Nie mnie to oceniać, nie znam się na sztuce, mogę Wam tylko pokazać:

Kolejne piękne miejsce, gdzie można też było kupić przepyszną pinacoladę ze świeżych, lokalnych ananasów, które w tamtej części kraju podobno są najsłodsze. Co mnie zasmuciło to chude, smutne psy, ale w miejscu gdzie ludzie ledwie mogą godnie żyć nie możemy oczekiwać wysokich standardów opieki nad zwierzętami. W takim okrutnym świecie żyjemy.

Kolejna część wycieczki to było to, na co tak bardzo czekaliśmy. Pojechaliśmy na farmę tytoniu, gdzie jeden z pracowników (choć to rodzinna firma) opowiadał nam o uprawianiu tytoniu, różnych fazach jego wzrostu, o suszeniu liści, o przechowywaniu ich, o różnych ich rodzajach aż wreszcie o produkcji cygar. Dowiedzieliśmy się wszystkiego od zasadzenia roślinki po moment sprzedaży gotowego cygara. Smutny fakt? Taka rodzinna farma 90% swoich upraw musi oddać do rządowej fabryki cygar, gdzie tytoń zostanie przerobiony maszynowo. Pozostałe 10% rodzina może zatrzymać na użytek własny oraz na sprzedaż turystom. Cygara robią ręcznie, nauczono nas je zwijać aż wreszcie palić. Świetne, nowe doświadczenie i nie sądzę, żebym zdobyła je jadąc do doliny na własną rękę. “Przewodnik” opowiadał o wszystkim bardzo profesjonalnie i z prawdziwą pasją.

Na farmie można kupić cygara, koszt jednego to 4 CUC (rządowe kosztują 8 CUC za jedno). Minimum można kupić 5. Dostajesz je w specjalnym opakowaniu które pozwala im zachować odpowiedni poziom nawilżenia przez 3 miesiące. Jeśli chcesz cieszyć się nimi dłużej, niestety musisz mieć specjalne, profesjonalne pudełko na cygara.

Ostrzegano nas przed cygarami sprzedawanymi na ulicy, często po tej samej nawet cenie. Czasem są to wybrakowane, wysuszone cygara lub zwyczajne “podróbki” wcale nie zrobione z liści tytoniu. My, turyści, nie znamy się na tym, więc łatwo nas oszukać. Farmer pokazał nas jak odróżnić “oryginalne” cygaro nadające się do palenia od podróbki lub od wysuszonego cygara.

Ta wycieczka była jednym z najfajniejszych doświadczeń na Kubie, ale to jeszcze nie był jej koniec.

Po wizycie na plantacji tytoniu i lekcji skręcania cygar (oraz wielkim testowaniu) pojechaliśmy prosto na lunch do restauracji znajdującej się niedaleko indiańskiej jaskini, a potem już prosto do Indian Cave, gdzie przygotowana była krótka przeprawa łódką przez jaskinię, w której ogląda się w sumie stalaktyty i stalagmity które podobno mają jakieś kształty niesamowite (nie zauważyłam). Jak wiecie lub nie wiecie, po przygodach w Tajlandii nie jestem ogromną fanką jaskiń, ale komuś innemu na pewno może się spodobać. Jest to jednak bardzo krótka atrakcja, całość trwa może 15 minut, więc jeśli wybierasz się do Viñales na własną rękę, to nie warto. Po jaskiniach zostaliśmy odwiezieni do hoteli.

Wycieczka zorganizowana wyszła wcale nie tak drogo, bo za sam dojazd collectivo trzeba normalnie zapłacić 20 CUC w jedną stronę. Doliczając do tego obiad, wejście do jaskini już jesteśmy pewnie do przodu, a wiedza przewodnika i farmera, tyle ciekawostek ile usłyszeliśmy, są zwyczajnie bezcenne. Na pewno można to wszystko znaleźć w Internecie na tysiącu różnych stron ale zastanówmy się, co jest ważniejsze kilka godzin szperania czy kilka dolarów. Dodatkowo jadąc na własną rękę trzeba nastawiać się na nocleg na miejscu (collectivo jeździ rano, buzy Viazul nie wiem), a to strata czasu. Dla mnie to była świetna wycieczka, nie licząc Sałatki po grecku na Korfu najlepsza na jakiej byłam. Bardzo Wam polecam!