Azjatycki Czwartek #1

Odkąd postanowiłam przenieść się na zimę do Azji, czas zasuwa jak szalony! Chciałabym pisać na blogu o wszystkim, bo wszystko, literalnie wszystko, jest tutaj albo tak fantastyczne, albo tak totalnie inne od europejskich standardów, że grzechem byłoby zostawić to tylko dla siebie. Chcę Wam pokazać jak najwięcej, ale jak wiecie mój blog ma w miarę spójną, określoną formułę. Do dzisiaj brak tu było luźnych wpisów o wszystkim (nie licząc gościnnych występów instamixów). Na potrzeby mojej azjatyckiej podróży rozpoczynam więc dziś nową serię postów! Poznajcie azjatycki czwartek, czyli mój tajski tygodnik. Znajdziecie tu ciekawostki i zdjęcia wychodzące poza standardowe wpisy z podróży, wszystko co jest „za małe” na osobny wpis. Na pewno będzie to pozbawione sztywnych ram, ciężko spiąć cały tydzień w jednym tekście, a nie chcę żeby coś mi uciekło! Koniecznie napiszcie, co myślicie o tym rozwiązaniu, poniekąd w końcu wyszło to od Was, bo chcieliście dostać więcej azjatyckiej codzienności!

Poprzedni tydzień upłynął pod znakiem podróży Bangkok-Kambodża-Bangkok-Phuket. Materiału mam tyle, że zdecydowanie powstanie z tego więcej niż jeden wpis (jeśli macie jakieś pytania dotyczące Angkor Wat czy Bangkoku to najlepszy moment jest właśnie teraz, pomożecie mi tym samym usystematyzować teksty). W tamtym roku o Bangkoku Łukasz napisał tekst Bangkok w jeden dzień, a kilka dni temu ja pokazałam co można kupić na Khao San Road? Od lądowania w Bangkoku nie wypuszczałam z ręki telefonu, żeby nagrywać dla Was snapy! Mam nadzieję, że oglądacie? Nick: aleksandranaj. A na zdjęciu widzicie mój stały outfit podróżny. Super wygodne spodnie dosłało mi do Azji Shein (zobaczcie je >tutaj<, to jest komplet z bluzą typu offshoulder, pod linkiem znajdziecie zdjęcia kupujących, a z kodem „YAY40” jest 40% zniżki przy zakupach od 55$ ważne do 1 stycznia. Miękkie espadryle pokazywałam Wam już w Malezji – to jeden z modeli znanej marki Soludos. Polecam, bo są bardzo trwałe i wygodne, a teraz pod tym linkiem znajdziecie mnóstwo przecenionych modeli. Pierwszy przystanek, czyli Kambodża, to zdecydowanie temat na osobny wpis, tak samo zresztą jak wszystko co zobaczyliśmy w Bangkoku tym razem. Powiem tylko, że wyjazd był bardzo intensywny, zarówno pod względem atrakcji turystycznych jak i kulinarnych. Wszyscy, którzy oglądali snapy wiedzą o czym mowa! Zwiedzaliśmy głównie targi, bazary, stoiska z jedzeniem i sky bary. Niestety obraz podróży wykreowany przez blogerów jest czasem daleki od rzeczywistości. Dlatego po przeczytaniu relacji innych z podniebnych barów, Angkor Wat czy nawet Phi Phi Island moje oczekiwania były dość wysokie i trochę się zawiodłam. Niestety nie wożę ze sobą podręcznego fotografa w walizce (pewnie dlatego nigdy nie będę miała miliarda followersów na instagramie). Jeśli chodzi o zdjęcia, to w większości wyszły nam tak:

Jak widzicie, daleko mi na nich do królowej blogosfery. O tym, dlaczego na drugim zdjęciu wyglądam jak kompletny pajac, opowiem Wam we wpisie o Kambodży, a raczej o wyprawie do Angkor Wat. A tymczasem w Bangkoku minęły nam Święta Bożego Narodzenia! I wiecie co? Było absolutnie fantastycznie! Tęsknię za moją rodziną, ale za świętami w kraju wcale nie. Dla mnie nie jest to żadna okazja do „bycia razem”, bo razem jesteśmy prawie co drugi weekend. Mamy własne tradycje i coniedzielny obiad z rodziną wspominam znacznie lepiej niż jakiekolwiek święta. Swoją drogą, wiecie, że jestem chyba jedyną osobą, która w Wigilię jest zawsze głodna? Bożonarodzeniowe potrawy to kompletnie nie moja bajka. Nie przepadam za rybami, nie lubię maku, a kompot z suszu to dla mnie jakaś pomyłka! Na szczęście moja ciocia zawsze ratowała moje święta wspaniałymi pierożkami z farszem. W tym roku święta spędziłam z narzeczonym i Anią z aniamaluje.com na Khao San Road. W planie była polska Wigilia Podróżnika organizowana w Bangkoku przez blogerów – myGecko, ale niestety ten plan nie wypalił z powodów techniczno-dojazdowych, więc wylądowaliśmy literalnie na ulicy. Wymyśliliśmy sobie wyzwanie – zjeść tradycyjne 12 potraw, tyle że po tajsku! Wszystko nagrywaliśmy na snapie. Zobaczcie, czego udało nam się spróbować:

Spasowaliśmy po 8 potrawie i poszliśmy… się pasteryzować. Po wypiciu jednego drinka z… wiadra wyszliśmy na ulicę pełną roztańczonych ludzi. Byliśmy w szoku, ale szybko do nich dołączyliśmy. Święta w Tajlandii wyglądały więc zupełnie inaczej niż u nas. Były radosne i trochę szalone. W ramach prezentów świątecznych zafundowaliśmy sobie tajskie masaże, w zasadzie w środku nocy i oczywiście na ulicy. Trafny wpis o naszej wigilii za granicą znajdziecie na blogu Ani >impreza u Jezusa<. Są tam też filmiki z imprezy.

Po Bangkoku było już tylko plażowanie. Wczoraj popłynęliśmy na znaną wyspę Phi Phi, gdzie spędziliśmy dość marną noc (ale było warto!). Relacja na pewno będzie na blogu. A co poza tym? Zapomniałam pokazać Wam czegoś ważnego!

To są moje rzęsy zaraz po zdjęciu sztucznych. Przepraszam za jakość, ale zrobiłam sobie „selfie” telefonem, a ciężko w ten sposób uchwycić ostrość na rzęsach. Nosiłam przedłużane rzęsy metodą 3:1 prawie 2 lata bez żadnych przerw. Nieźle prawda? Ich stan absolutnie nie uległ zmianie. To znaczy, są tak samo beznadziejne jak były kiedyś. Nigdy nie narzekałam jakoś specjalnie na ich długość, ale zdecydowałam się na sztuczne dlatego, że moje naturalne jak widać są jasne, proste i dość cienkie. Przed wyjazdem do Azji musiałam zrezygnować z tego zabiegu, bo nie ufam tajskim kosmetyczkom i raczej nie odważyłabym się na przedłużanie rzęs tutaj. Postanowiłam poświęcić te 5 miesięcy na odżywienie i odbudowanie moich naturalnych rzęs. Marka Orphica zaproponowała mi przetestowanie odżywki i serum do twarzy Pure. Przetestuję jedną z najbardziej znanych (moim zdaniem) odżywek na rynku. Za jakiś czas spodziewajcie się recenzji produktów Realash.


  • Dobre chęci

    Tak tylko wtrącę, „literalnie” razi w oczy, taka kalka z angielskiego. Wiem, że nie masz czasu zmieniać teraz, ale na przyszłość, dużo lepiej będzie wyglądało „dosłownie” 🙂

    • Mogłaś napisać to w jednym komentarzu, ja widzę adresy IP. Nie przeszkadzają mi makaronizmy i wcale się od nic nie odżegnuję 🙂 Pozdrawiam!

  • Basia

    Pisałam pod postem Ani, napiszę i tu. Strasznie zazdroszczę! Wszystko tak pięknie wygląda, pomysł imprezy z okazji urodzin Jezusa jak dla mnie jest super!

  • Wreszcie disqus! :)) Świetny debiut z cyklem <3

  • Świetny cykl! Codziennie rano oglądam snapy z Tajlandii i to zdecydowanie pomaga przetrwać zimę : D

  • Widziałam każdą relację ze snapa. Wyglądacie na mega szczęśliwych <3
    Trafiłam na Twojego bloga przez bloga Ani i nie przypuszczałam, że zostanę bo jakoś nie interesowały mnie blogi modowe, a Twój odbierałam głownie za taki. Jednak fajnie tu i jestem cały czas. :D.
    Miłego dalszego wypoczynku w Tajlandii! Pozdrawiam. 🙂

    • Modowy to on juz daaawno nie jest, ale bardzo się cieszę, że Ci się u mnie podoba 🙂 Dziękuję, że napisałaś!

  • Poznałam Cię na snapach Ani 🙂 ni potem zaczęłam oglądać też twoje 🙂 Także wiem czemu jesteś tak ubrana :). Teraz oglądam bloga bo muszę przyznać że do tej pory go nie znałam. Zazdroszczę tej zimy w Azji, nawet nie myślałam ze tam jest tak pięknie. Czekam na opinię o tym serum, bo co prawda moje rzęsy są w miarę, tzn gęste ale krótkie. Jednak w latach młodości wyskubałam moje gęste brwi na amen i teraz nie chcą mi za bardzo odrosnąć :D. Może odżywka by mi pomogła :).

  • Pingback: Co robiliśmy w Bangoku? Co jeszcze warto tam zobaczyć? | aleksandranajda.com()