Jeśli śledzicie mnie od dłuższego czasu, na pewno wiecie, że swoich włosów raczej nie oszczędzam. A może nie tyle nie oszczędzam, co nie przykładam się zbytnio do dbania o nie. Oprócz mycia, nakładania masek i czesania nie poświęcam im żadnej dodatkowej uwagi. Ale prawdą jest, że nadchodzi trudny czas dla każdych włosów. Po dużej dawce słońca i w moim przypadku soli morskiej serwuję im jesień, czas przesuszonych końcówek i utraty blasku. Włosy będą narażone na zmienne warunki pogodowe i uszkodzenia mechaniczne. W okresie jesiennym wiele z nas boryka się też ze wzmożonym wypadaniem włosów. Czas na opracowanie planu naprawczego, dzięki któremu wiosną unikniemy radykalnego cięcia!

1. Wybieram się do fryzjera

Moje włosy są już tak długie, że powoli zaczynam przypominać jaskiniowca. Mimo, że końcówki nie są wcale w tragicznym stanie, wydaje mi się, że przyda im się małe odświeżenie. Pozbędę się pojawiających się gdzieniegdzie przesuszeń i wyłamanych końcówek. Fryzura od razu odzyska świeżość i blask, a włosy będą bardziej podatne na moją skromną pielęgnację.

2. Myję rzadziej

Podobno częste mycie skraca życie i zdecydowanie można to samo powiedzieć o włosach. Szampon, szczególnie taki, który dobrze oczyszcza skórę głowy to detergent, co oznacza że nigdy nie będzie idealnym rozwiązaniem dla naszej skóry głowy czy włosów. Latem, kiedy na dworze upał, bardziej się pocimy a włosy narażone są na kontakt ze słoną wodą czy chlorem, wiadomo że musimy je myć częściej, ale teraz kiedy wakacyjne szaleństwa dobiegły końca można nieco przystopować z szorowaniem. Zazwyczaj latem myję włosy co dwa dni, a jesienią i zimą co trzy. Jeśli zachodzi taka potrzeba, trzeciego dnia ratuję się suchym szamponem, albo wymyślam fryzurę, w której włosy będą wyglądały dobrze mimo trzeciego dnia.

3. Maski

Muszę przyznać, że jeśli chodzi o pielęgnację maskami i odżywkami, to jestem niesamowicie leniwa i niecierpliwa. Przez wiele lat nie stosowałam w ogóle żadnych odżywek! Tylko szampon i ręcznik. Teraz wydaje mi się to zupełnie nierealne, ale tak właśnie było… Obecnie w lecie i w trakcie podróży po oczyszczeniu włosów szamponem nakładam lekką odżywkę, z którą wytrzymuję pod prysznicem jakieś 2-3 minuty. Maski i wcierki zostawiam sobie właśnie na jesień, kiedy czasu jest jakby trochę więcej. Deszcz za oknem zdecydowanie sprzyja siedzeniu pod kocykiem z maską na włosach (i na twarzy tak samo!).

Chcecie znać mój pro tip? Kiedy mam taką możliwość zabieram swoje włosy do spa. 10 minut w saunie w masce na włosach maksymalizuje jej działanie. Osobiście nie przepadam za sauną, ale to najlepszy sposób na odżywienie włosów.

4. Pielęgnacja od środka

Marka Kerabione, która jest partnerem tego wpisu, zaprosiła mnie do przetestowania kuracji wzmacniającej włosy, która wydaje mi się idealnym rozwiązaniem właśnie na jesień. Od początku września moją dietę uzupełniają kapsułki dla włosów i paznokci, które przyjmuję dwa razy dziennie oraz Kerabione Booster Oils, wzmacniające serum do włosów ze skłonnością do wypadania, które należy stosować dwa razy w tygodniu.

Kapsułki to suplement diety, który w swoim składzie zawiera między innymi aminokwasy, czyli składniki budujące włos, dzięki którym włosy i paznokcie nie tylko rosną szybciej, ale i mają prawidłową strukturę. Oprócz tego kapsułki zawierają biotynę i składniki mineralne mające za zadanie spowolnić proces starzenia. Nie jestem specjalistką, ale jeśli mam już łykać suplementy, to oczywiście chciałam wybrać te o możliwie optymalnym dla mnie składzie.

Serum natomiast stosuje się jak wcierkę na suche włosy u nasady. Ja zazwyczaj nakładam go na całą noc, przed porannym myciem. Opakowanie zawiera cztery buteleczki, a jednorazowo powinno się zużywać około 1/4 buteleczki. Póki co jest to jedyna wcierka, której zapach nie powoduje u mnie szaleństwa i chęci wyrwania sobie wszystkich włosów. To chyba dlatego, że w składzie nie ma alkoholu i sztucznych substancji zapachowych. Nie mam nic przeciwko tym ostatnim, ale producenci czasem potrafią przesadzić, chyba każdy to wie.

Kerabione testuję od miesiąca i nie mam zamiaru opowiadać Wam bajek o cudownym, magicznym działaniu. Musicie być świadome tego, że każda kuracja czy suplementacja, aby przyniosła oczekiwane efekty musi być prowadzona systematycznie przez przynajmniej 3 miesiące. Biorąc jednak pod uwagę składy i opinie krążące po sieci jestem dobrej myśli i uważam, że to dobry wybór na jesienną pielęgnację.

5. Dieta

Tego punktu chyba nigdy nie polubię. Na tyle, że początkowo o nim zupełnie zapomniałam… Najchętniej cały rok odżywiałabym się pizzą i hektolitrami kawy, ale wiem że to nie jest dla mnie dobre. Jesienią nie tylko włosy, ale i skóra i cały organizm potrzebują witamin i zdrowej diety. Moim postanowieniem na nadchodzące miesiące jest odżywiać się regularnie, ograniczyć (no bo bądźmy realistami) syfiaste jedzenie i włączyć do diety świeżo wyciskane soki. Moja wyciskarka, która została nam po akcji 5-dniowy detoks sokowy na własną rękę stoi zapomniana w szafie i zdecydowanie czas ją odkurzyć!

Jak to jest z Wami? Macie gotowy plan pielęgnacji, czy raczej nic się u Was nie zmienia wraz z nową porą roku? Podzielcie się w komentarzach swoimi sposobami na dbanie o urodę podczas tego trudnego okresu!