Ichtioterapia jest dokładnie tak samo dziwnym zjawiskiem, jak wskazuje na to jej nazwa. To taki rodzaj medycyny niekonwencjonalnej, który wykorzystuje karpiopodobne rybki w roli pedikiurzystek (i nie tylko). Poleca się ją osobom z problemami skórnymi, a także jako spa dla stóp.

Wielokrotnie, podczas różnych podróży, miałam okazję obserwować ludzi korzystających z fish spa, nigdy jednak nie dałam szansy małym, bezzębnym rybkom dorwać się do mojego naskórka. Uważałam (i chyba nadal uważam), że nie jest to zbyt higieniczne. Moczysz nogi w akwarium, gdzie przed Tobą wsadzało stopy nie wiadomo ilu brudnych ludzi, z Bóg wie jakimi problemami skórnymi. Jest szansa, że się czymś zarazisz. Teraz jednak, postanowiłam spróbować. W Tajlandii punkty z rybkami są niemal na każdym kroku (przynajmniej w turystycznym Phuket) i cieszą się ogromną popularnością. Nie wiem, kiedy następnym razem odwiedzę Azję, więc.. raz się żyje!

Mój chłopak przetarł szklaki, a ja bacznie obserwowałam jego reakcję na dziwne rybki. Potem z lekką obawą postanowiłam spróbować sama. Mam straszne łaskotki, pierwsze minuty były więc nie do zniesienia! Uczucie w stopach, jakby przechodziły przez nie setki impulsów elektrycznych jest nie do opisania. Według mnie nie należy do najprzyjemniejszych, ale kto wie. W końcu jestem jedyną na świecie osobą, która nie lubi masaży. Po 15 minutach „zabiegu” stopy są idealnie gładkie, jak po całogodzinnym pedicure. Pięty miękkie jak u niemowlęcia, zero twardego naskórka. Efekt zdumiewający! W Tajlandii za tę przyjemność płaci się 100 bahtów czyli około 11 zł. Z moimi stopami nic się nie stało, więc zdaje się, że było warto!

Z ciekawości  sprawdziłam, ile taka przyjemność kosztuje w Warszawie i niestety jest to około 80-90 zł. Jeśli poszukacie dobrze na Grouponie, można znaleźć kupon na zabieg za około 40 zł. Wciąż nie jest to azjatycka cena. Macie ochotę spróbować?

fish spa foot thailand