Steamaster prasowacz parowy – opinia o produkcie

Marzec 12, 2014 28 komentarzy
sukienka: Choies
bluzka: Romwe

Od dwóch tygodni jestem dumną posiadaczką sławnego prasowacza parowego Steamaster. Pokazywałam go na moim instagramie i dostałam sporo pytań o  to, jak się sprawuje. Chciałam przetestować go na możliwie największej ilości tkanin, zanim wyrażę swoją opinię 😉 Dzisiaj napiszę Wam kilka zdań o magicznym prasowaczu. Mam nadzieję, że ten post rozwieje wszystkie Wasze wątpliwości. Jeśli jednak pojawią się pytania, piszcie w komentarzach. Na wszystkie odpowiem 😉
Co najbardziej podobało mi się w Steamasterze – nie potrzebujemy już deski do prasowania, wszystkie ubrania mogą być prasowane na wieszakach, które znajdują się w zestawie (możemy regulować wysokość stojaka, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem). Dla mnie to wielkie ułatwienie, nienawidzę prasować płaszczy i rozkloszowanych spódnic, które dosłownie przelewają mi się przez deskę do prasowania, zsuwają się z niej, a po powieszeniu na wieszak okazuje się, że wcale nie są doskonale wyprasowane. Dzięki prasowaczowi parowemu prasowanie staje się dużo łatwiejsze i przede wszystkim przyjemniejsze. 
Prasowacz idealnie nadaje się do prasowania kobiecej garderoby – zwiewne sukienki z delikatnych tkanin, piankowe materiały i szyfonowe koszule go pokochały. Ja też! Bez większych problemów wyprasował płaszcz, okropnie wygnieciony podczas transportu, pościel (w poziomie, rozłożoną już na łóżku), a także ręczniki i jeansy – nienawidziłam spodni po praniu, sztywnych i „skurczonych”, teraz raz na zawsze pożegnałam się z tym problemem – są mięciutkie i pachnące. Jedynym problemem jest prasowanie mankietów (tkaninę trzeba lekko naciągnąć, żeby doprasować drobne zagniecenia, a w tych rejonach mamy niewielkie pole manewru). kołnierzyki natomiast nie są żadnym problemem. Co ważne, prasowacz nie chlapie wodą, nie moczy ubrań.
 
Przy delikatnych tkaninach takich jak jedwab czy szyfon ważne dla mnie było przede wszystkim ich bezpieczeństwo. Również marynarki wolałam zanieść do pralni, niż prać i prasować sama. Kiedyś zniszczyłam sobie ulubioną, czarną marynarkę zwykłym żelazkiem i od tamtej pory bałam się jej prasować. Steamaster nie niszczy tkanin, nie pozostawia śladów i nie przypala i nie nabłyszcza tkanin. Bezproblemowe są również wstawki, cekiny i inne zdobienia, prasowanie parą jest w 100 procentach bezpieczne. 
Steamaster jest bardzo prosty w obsłudze. Wystarczy nalać wody do zbiornika, podłączyć i przycisnąć włącznik – jest gotowy do pracy w mniej niż minutę! Jedyną wadą jest to, że wymaga specjalnej wody – destylowanej lub demineralizowanej. Możemy kupić taką wszędzie, nawet w Tesco. Dostępna jest także zapachowa! 🙂 Wracając do obsługi, prasowacz posiada dwie wygodne końcówki do prasowania, dzięki którym dotrzemy do nawet najbardziej niedostępnych miejsc. Dodatkowa nakładka ze szczotką idealnie nadaje się do odświeżania kanap i foteli – wyglądają jak nowe! Para doskonale odświeża również garderobę – ubrania wyjęte z szafy po długiej zimie pachną jak świeżo po praniu. Skutecznie pozbywa się nieprzyjemnego zapachu papierosów z płaszczy, kurtek i żakietów – nie potrzebujemy już pralni! Żeby nie było – ja nie palę 😉 Natomiast moi znajomi czasem tak, a ja nienawidzę tego zapachu. 
 
Cena Steamastera to 500 zł. Dla jednych dużo, dla innych niewiele. Za dobre żelazko zapłacimy niewiele mniej, a dodatkowo musimy wydać pieniądze na porządną deskę do prasowania i koszty rosną. Prasowacz zajmuje sporo miejsca, warto jednak przeznaczyć jeden kąt w naszym mieszkaniu na maszynę, która ułatwi nam życie. jeśli więc planujecie zakup nowego żelazka, odwiedźcie stronę www.steamaster.pl i zastanówcie się nad tą alternatywą.