Pierwszy miesiąc w Azji – za czym tęsknię najbardziej?

Grudzień 23, 2016 12 komentarzy

Tak jak wspominałam Wam w poprzednim wpisie, pierwszy miesiąc w cudownej Azji minął mi w mgnieniu oka. Nawet nie zauważyłam kiedy z listopada zrobił się koniec grudnia! Minęły moje urodziny (swoją drogą najlepsze urodziny w moim życiu) a teraz zbliżają się święta. U większości z Was przygotowania pewnie idą pełną parą, prawda? U mnie zapewne też. Pierwszy raz spędzę Wigilię poza domem, ale przyznam, że wcale nie żałuję! Mam tu cudowne jedzenie, ukochane słońce, wspaniałe towarzystwo, otaczają mnie mili ludzie którzy nie kłócą się ze sobą i nie spinają o wszystko. Tęsknię za moją rodziną, ale na pewno nie za polskimi świetami i ich atmosferą. Ale o tym może następnym razem, wtedy też zobaczycie jak spędziłam Wigilię w Bangkoku.
Często pytacie mnie czemu zdecydowałam się na tak długi wyjazd i czy nie tęsknię już za krajem. Nie, nie tęsknię, chociaż to raczej też materiał na inny wpis. Pewnie, że znajdzie się kilka rzeczy, których mi brakuje i po które chętnie wróciłabym na chwile do Polski. Cześć z nich na szczęście przywiozła mi Ania, ale niestety nie wszystkie zmieściły się do walizki (Modna Komoda niestety nie wyrabia gabarytowo). Czego mi więc brakuje?

Najbardziej tęsknię za przyjaciółmi i rodziną

Lubię mieć bliskich przy sobie, albo przynajmniej w bliskiej odległości którą mogę pokonać samochodem. Najbardziej brakuje mi wiec rodziny, przyjaciół i naszej kochanej Tosi. Codziennie zastanawiam się czy już o nas zapomniała i czy nadal nas kocha. Już nigdy więcej nie wyjedziemy bez niej na dłużej! Chciałbym zjeść pizzę z przyjaciółmi, zagrać w planszówki z sąsiadami i wypić wieczorem wino z rodziną. Nie jest to jednak tęsknota większa niż głód podróży. Nie można mieć wszystkiego, a świat wcale nie jest taki mały, jak mówią ludzie. Za każdym razem wybierając się w nowe miejsce spotykam innych podróżników, którzy swoimi opowieściami dodają kolejne miejsca do mojej listy “must see”. Na przykład ostatnio, w busie z Kambodży do Bangkoku poznaliśmy Australijczyka, Szweda i dwóch Hiszpanów, którzy okazali się wspaniałymi kompanami w podróży. Dzięki nim uświadomiłam sobie, ile jest jeszcze wspaniałych miejsc, które chciałabym zobaczyć i jak krótkie jest życie. Szkoda czasu na siedzenie w jednym miejscu, świat jest taki piękny!

Za niektórymi europejskimi kosmetykami

Azja słynie ze świetnych, naturalnych kosmetyków. Jak każda kobieta, mam jednak swoje przyzwyczajenia, których wolałabym się trzymać. Bardzo żałuję, że nie zabrałam ze sobą takich rzeczy jak zapas szamponu do włosów, wilgotnych chusteczek z Rossmanna czy ulubionej pasty do zębów. Całą kolorówkę, która jest mi potrzebna, zabrałam ze sobą, więc oczywiście mówię o produktach pielęgnacyjnych, które szybko się kończą. W naszej miejscowości nie znalazłam zbyt dużego wyboru szamponów do włosów, a z tym produktem akurat nie lubię eksperymentować. Z szamponów które znamy w Polsce znalazłam tu takie jak Elseve czy Head & Shoulders.

Za europejskimi słodyczami

Wszystko co importowane z Europy jest w Tajlandii drogie. Niektóre produkty wcale nie są sprowadzane. Można kupić tu niektóre smaki Milki (po 12 zł za małą tabliczkę), batony Kit Kat, Hershey’s, m&m’s, Snickersy i Kinder Bueno, również w zawyżonych cenach. Najbardziej brakowało mi produktów Wedla, bo ich nie dostanę chyba w całej Azji. Z okazji urodzin Ania przywiozła mi całą siatkę czekotubek karmelowych w świątecznym opakowaniu, skakałam więc z radości do samego sufitu. Brakuje mi strasznie karmelowego Wedla, a najbardziej kremu do smarowania. Co ciekawe wcale nie tęsknię za Polskim jedzeniem. Mam czasami ochotę na makaron z cukinią albo pierogi ze skwarkami, ale hej! Po powrocie do Polski będę tęsknić za Pad Thaiem. Tymczasem w kwestii słodyczy, Europa jest niedościgniona. Nie smakują mi ani tajskie ciastka, ani czekoladki, ani nawet smaki chipsów, jakie tu mają. Mam nadzieję, że chociaż moje ciało odpowiednio podziękuje mi za ten detoks od pyszności. Tymczasem u Was sezon świąteczny pełną parą, więc nie żałujcie sobie.

Za Warszawą

Uwielbiam podróże, Azja jest wspaniała. Przez ten pierwszy miesiąc widziałam miejsca piękne i nowoczesne jak Kuala Lumpur, ekscytujące jak Bangkok ale i syfiaste jak Siem Reap w Kambodży. Pozwoliło mi to jeszcze bardziej docenić mój dom, moje ukochane miasto, które dobrze znam. Warszawa choć droga, jest czysta, piękna i tak doskonale znajoma. Nie dam się tam oszukać na taksówce ani jedzeniu w restauracji. Mimo, że znam tak wiele ulic, wciąż odkrywam coś nowego, piękną kamienicę czy zakątek w parku, o którym nie miałam pojęcia. To jest chyba najlepsza rzecz, jeśli chodzi o mieszkanie w dużym mieście. Zawsze pozostaje w nim coś nowego do odkrycia.

*Wybaczcie ewentualne błędy i literówki, zakorkowany Bangkok zmusza mnie do pracy w taksówce. Tutaj 4 kilometry potrafi wydłużyć się do 40 minut jazdy!