New in – Wyprzedaże

Styczeń 7, 2014 24 komentarze
Miałam szczytny cel, noworoczne postanowienie niemalże – odpuścić sobie w tym roku wyprzedaże. Dzisiaj po zdanym egzaminie stwierdziłam jednak, że coś mi się od życia należy! A że w moim niedalekim sąsiedztwie leży centrum handlowe, oparłam się pokusie 😉
W większości sieciówek typu Bershka czy Stradivarius nie znalazłam nic, co warto by było kupić, nie wiem czy podzielacie moje zdanie, ale wyprzedaż z 200 na 198 euro, to dla mnie żadna wyprzedaż. Nawet moje ulubione Blanco, którego niestety w Polsce brakuje, mnie zawiodło. Zajrzałam więc do H&M i Primarka, znienawidzonego przez większość moich czytelników 😉
W H&M nie mogłam oprzeć się pachnącym cudownościom. Zachwycił mnie intensywny aromat masła do ciała body treats heliotrope&wanilia. Cokolwiek to jest, pachnie jak połączenie waniliowej waty cukrowej z ulubionymi perfumami mamy. Jeśli ktoś lubi leżeć i pachnieć, to zdecydowanie polecam! 😉 Jeśli chodzi o pink macaroon body splash, to nie ukrywam, że kupiłam go głównie dla uroczej buteleczki. Pachnie równie cudownie, jak wygląda – słodko i dziewczęco, ale nie jest duszący. Mam nadzieję, że uda mu się przeżyć podróż do Polski (buteleczka zawiera 200 ml produktu, więc nie będę mogła zabrać go do bagażu podręcznego). Na zdjęciu widzicie też pastelową, różową czapkę z naszytymi aplikacjami. Mam nadzieję, że będzie ładnie wyglądała z miętowym płaszczem, który zamówiłam na Romwe! Niedługo w stylizacji.

W Primarku, jeśli chodzi o ubrania, staram się nie kupować nic, czego metki dokładnie nie przestudiuję. Dlatego właśnie ubrania, które kupiłam ponad 3 lata temu, nadal świetnie się trzymają. W dzisiejszych czasach sztuką jest wiedzieć co kupić i jak tego później używać (tak, pranie to również jest sztuka, w dodatku zanikająca). Pewnie to jest powodem płaczu i narzekania, że beznadziejny sweter z beznadziejnego Primarku się skurczył/rozciągnął/zmechacił/wyparował. Dzisiaj, jeśli chodzi o ciuchy, kupiłam tylko kardigan dla mamy (no i skarpetki, jeśli to się liczy). Na zdjęciu widzicie też pojemną kosmetyczkę (planuję w nią spakować wszystkie kosmetyki w drogę powrotną do Polski) i srebrne puzderko. 

Z zakupu biżuterii tym razem zrezygnowałam. Nic nie przyciągnęło mojej uwagi. A dodatki, to piękny, złoty pasek w talię z czarnym zdobieniem i pudrowa opaska do włosów na gumce. Trochę kojarzy mi się z Wielkim Gatsbym, chociaż nie jest aż tak ozdobna. Zobaczymy, czy będę ją nosić.

Na dziale home znalazłam to co lubię najbardziej w długie, zimowe wieczory. Wspaniałe, cieplutkie skarpetki i kubek, wszystko w zimowej kolorystyce. Taki zestaw idealnie pasuje do długiej nocy z książką przed kominkiem. Od razu zainteresowała  mnie metka na skarpetkach, “ANGORA WOOL BLEND SOCKS”. Na którymś z blogów czytałam ostatnio, że autorka kupiła skarpetki z angory, które nie zawierały angory i zadzwoniła do producenta z pytaniem, gdzie im się ta genialna wełna po drodze zgubiła. Strasznie mnie to rozbawiło. Moje primarkowe skarpetki angorę widziały. Może nie w jakiejś zatrważającej ilości, ale zawsze. Są śliczne i powinny być ciepłe, a cena za dwie pary – 1,5 euro, zupełnie mnie przekonała.

Na szczęście dla mojego portfela to już wszystko (właśnie, miałam sobie kupić nowy portfel…). Co Wam się podobało najbardziej? Może Wy upolowaliście w tym roku coś fajnego? Pochwalcie się! 🙂