Naturalny czerwiec czyli sok z czarnego bzu, tiulowe girlandy i spacery nad jeziorem

Znacie już moją przyjaciółkę Madzię. Znacie ją jako mamę Oliwiera, jako bohaterkę Snapczata i blogową instruktorkę jogi. Madzia ma jednak wiele innych zalet, osobiście uważam, że powinna prowadzić własnego bloga, a nie zadowalać się gościnnymi występami. Ona namówiła mnie na tegoroczne pokrzywobranie i na tym się nie skończyło! Tym razem postanowiłyśmy poszaleć nad jeziorkiem czerniakowskim i zrobić własny, ekologiczny sok z czarnego bzu. Będzie idealny na zimę, gdyż pomaga w walce z przeziębieniem, działa przeciwbólowo (akurat na moje bóle głowy!), naturalnie wzmacnia i zwalcza wirusy. Super sprawa tym bardziej, że mamy to na wyciągnięcie ręki, więc czemu nie skorzystać? Czarny bez rośnie praktycznie wszędzie, w całej Polsce, a niestety niewiele osób z niego korzysta. Co za marnotrawstwo! 13331149_537256459732294_9035107813642035525_n Syrop z kwiatów czarnego bzu jest niezwykle łatwy w przygotowaniu (nawet ja sobie poradziłam). Zebrałyśmy po około 100 kwiatów (nieprzekwitniętych, najważniejszy jest pyłek!). Obcięłyśmy kwiaty do pięciolitrowych słojów, bo łodyżki powodują gorycz w soku. W osobnym garnku rozpuściłyśmy 3 kg cukru w 3 litrach wody i zagotowałyśmy. Dodałyśmy do tego 3 wyparzone, pokrojone w plastry cytryny (nie obierając ze skórki). Kiedy woda z cukrem i cytryną ostygła trochę, zalałyśmy tym nasze kwiaty. Stały tak około 48 godzin. Odcedziłyśmy badyle, wywar zagotowałyśmy i rozlałyśmy do wyparzonych słoiczków. Proste, prawda? Mam nadzieję, że nic nie zepsułam.

Nad jeziorem udało nam się znaleźć też sporo niezakwitniętych pokrzyw. Ja preferuję dodawanie liści do sałatki (ususzyłam już wystarczająco dużo, o czym możecie przeczytać w tym poście), Magda natomiast jest mistrzynią pokrzywowej zupy. Odkryłyśmy też mnóstwo dziko rosnących poziomek, dzikiego czosnku i skrzypu. Jak tylko wrócę z wakacji zabieramy się za zbiory. Ciekawa jestem, czy uda mi się jeszcze znaleźć kwitnący czarny bez. Wyszło mi tylko 5 litrów syropu. Udało nam się też zebrać pokaźne bukiety polnych kwiatów. Obie uwielbiamy tego typu naturalne „dodatki” do domu. Szkoda, że czarny bez nie nadaje się do wazonu! Apropos naturalnych dodatków, moja przyjaciółka wznowiła swoją artystyczną działalność i znów można zamawiać pompony! Nowością są tiulowe girlandy. Nacudowniejsza jest ta w kolorze ecru! Tulle Pom Pom znajdziecie na facebooku. Ale się dzisiaj nad nią rozpływam, co? Ale wiecie co, zasłużyła. Prawdziwa z niej superwoman! girlanda

zdjęcia: @bymadleine