Moje podkłady – Revlon, Bourjois i L’oreal

Kwiecień 21, 2014 20 komentarzy
Coraz częściej pytacie mnie o kosmetyki, jakich używam do pielęgnacji twarzy i do makijażu. Najczęściej pojawiają się pytania właśnie o podkład. Mimo, że nie jestem specjalistką od makijażu i wcale nie mam takich aspiracji, chciałabym pokazać Wam co stosuję na co dzień i dlaczego. 
Przedstawiam Wam dzisiaj trzy ulubione podkłady, które zagościły w mojej kosmetyczce. Na wstępie chciałam zaznaczyć, że nie mam specjalnych problemów ze skórą. Poza drobnymi niespodziankami, które zdarzają się czasem na mojej twarzy, nie mam na co narzekać. Na co dzień używam podkładów do cery mieszanej, od czerwca do września natomiast wystarczy mi puder lub krem BB.

1. Numerem jeden na mojej liście jest Bourjois Flower Perfection. Mój odcień to jaśniutki 52 vanilla. Sprawdza się świetnie w okresie zimowo – wiosennym, kiedy przypominam córkę młynarza 😉 Jedwabista konsystencja zapewnia ładne wykończenie, przy nakładaniu go palcami nie zostawia smug i nie podkreśla suchych skórek. Do ewentualnych poprawek (w okolicach nosa i brwi) używam dołączonej do zakrętki gąbeczki – rozwiązanie idealne. Według mnie jest to podkład lekko kryjący, nieźle napigmentowany, ale jego gęstość nie dopuszcza do efektu „maski”. Co najbardziej podoba mi się w tym podkładzie to to, że nie zmienia koloru i nawet pod koniec dnia wygląda tak samo. Niestety u mnie po kilku godzinach wymaga lekkiego przysypania pudrem. 

2. L’Oreal True Match Super Blendable to wybór mojej mamy, niestety już nie tak trafny. Nie wiem, co producent miał na myśli obiecując, że dostosuje się do każdego odcienia skóry. Ja używam jasnego N2 vanilla i w porównaniu do Bourjois jest zdecydowanie ciemniejszy, bardziej pomarańczowy i absolutnie nie dopasowuje się do koloru skóry. Używam go latem, kiedy nabieram trochę żywych kolorów i tylko na wieczorne wyjścia. Jego konsystencja jest bardziej lejąca, w porównaniu do numeru 1, dzięki temu łatwiej się rozprowadza, ale jego trwałość pozostawia nieco do życzenia. Dobrze sprawdzi się na 2-4 godziny, nie dłużej. Najlepiej nakładać go gąbeczką – ja nakładam palcami i ciężko nie zostawić smug. 

3. Revlon ColorStay to mój pierwszy ciężki, kryjący podkład. Ostrożnie podchodziłam do typowej „tapety”, po pierwsze dlatego, że takiej nie potrzebuję, a po drugie dlatego, że cienko u mnie z makijażem i nie chcę zrobić sobie krzywdy. Kolor (i sam podkład) pomagała mi wybrać wantataste, która zdecydowanie więcej wie na ten temat. Padło na 110 ivory do cery mieszanej (matujący, jasny). Jest wyjątkowo trwały i mocno kryjący. Używam go, kiedy mam w planach całonocną imprezę i nie ma mowy, żebym w trakcie zaczęła się świecić jak miliony monet. Trzeba bardzo uważać, przy jego nakładaniu – ja robię to palcami i wychodzi mi już całkiem nieźle. Minusem jest opakowanie – ze względu na dużą gęstość pompka szybko by się zapchała! Trzeba go więc delikatnie i powoli wylewać na palce… Chyba jednak zainwestuję w Beauty Blender!

Jakie są Wasze ulubione podkłady? Jakie jeszcze kosmetyki chcecie zobaczyć na moim blogu?