Moja impreza panieńska czyli wieczór panieński w kulturalnej odsłonie

Lipiec 11, 2018 1 Comment

Moja wizja zamążpójścia od kiedy odrosłam od ziemi przedstawiała się raczej… przerażająco. Począwszy od mega wyczerpujących przygotowań do ślubu, poprzez kiczowate wieczory panieńskie i kawalerskie skończywszy na żenujących zabawach weselnych powodowały u mnie wysypkę na samą myśl. Pewnie dlatego nie chciało mi się nawet planować swojego ślubu i absolutnie nie byłam podekscytowana samą wizją tego przedsięwzięcia. Wiedziałam jedno: nigdy nie chcę czegoś takiego dla siebie. Wolałam zrezygnować z tradycyjnego wesela i szczerze mówiąc nie zależało mi również na wieczorze panieńskim. Cały czas powtarzałam moim przyjaciółkom, że nie jest to mój priorytet i nie będę czuła się pokrzywdzona, jeśli w ogóle nie uda nam się zrobić wspólnej imprezy. W końcu małżeństwo to nie jest koniec życia, nic się przecież nie zmieni i jeszcze nie raz się razem napijemy. Bo tak mi się właśnie kojarzy wieczór panieński, wiecie, słomki w kształcie penisów, różki na głowie, welon z firanki na tyłku i hektolitry wódki z sokiem pomarańczowym. Boże, tak bardzo nie chciałam tego dla siebie i tak bardzo myliłam się w swoich oczekiwaniach!

Przede wszystkim koniec końców miałam nie jeden, ale dwa wieczory panieńskie. Z czego jeden trwał tydzień.

Na typowy wieczór panieński rodem z moich koszmarów nawet nie miałyśmy czasu. Ślub za granicą jest absorbujący i wymaga dużo czasu spędzonego na przygotowaniach on-line, wiecznie byliśmy na łączach z organizatorami w Grecji. Dodatkowo 3 tygodnie przed ślubem wywierciłam dziurę w brzuchu swoim przyjaciółkom i… pojechałyśmy na najlepszy na świecie babski wyjazd na Korfu. Tak, nie mogłam usiedzieć na tyłku, wiem! Ale ten tydzień spędzony w towarzystwie moich dwóch druhen (Aniamaluje i Apieceofanna) oraz Natalii Blondhaircare będę wspaminać do końca życia i nigdy nie zamieniłabym tego na klasyczny wieczór panieński. Plotkowałyśmy, opalałyśmy się topless, piłyśmy kolorowe drinki i opracowywałyśmy blogową strategię opanowania świata. Było kobieco, energetycznie i relaksująco, mimo że pod koniec byłam już lekko zestresowana nadchodzącym ślubem, cały wyjazd wspominam bardzo dobrze i ani przez chwilę nie żałowałam, że wyjechałyśmy tam razem. Babskie wyjazdy są najlepsze!

sukienka jest z lumpeksu, okulary znajdziesz tutaj a lakier to Semilac Red&Orange 642 (lakier termiczny)

A potem Apieceofanna i Aniamaluje zabrały się do rzeczy. I to przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Mój wieczór, a w zasadzie dzień panieński odbył się w środku tygodnia o godzinie 11 w spa Na Temat Piękna w Warszawie. Dziewczyny dołożyły wszelkich starań, żeby przerobić ogród spa w magiczne miejsce na lunch i relaks w gronie najbliższych osób. Niestety nie wszystkie moje przyjaciółki mogły do nas dołączyć z powodu pory dnia i tygodnia, ale i tak bawiłyśmy się świetnie. Moje świadkowe pomyślały o każdym najdrobniejszym szczególe, od dekoracji z balonów po relaksujące zabiegi w spa. Dostałam kilkanaście razy większy diament, niż od narzeczonego! Był peeling, masaż, sushi, wino musujące i zdjęcia w pięknej aranżacji, czyli wszystko co uwielbiam na raz! Ale przede wszystkim były tam moje wspaniałe przyjaciółki…

sukienka była z Sheinside, ale sprzed kilku lat a szpilki z Primarku, też stare!

W tej wannie miałam mieć relaksującą kąpiel, ale niestety pogoda nam się popsuła i bałyśmy się, że przeziębię się przed samym ślubem. Tak czy inaczej w Na Temat Piękna jest możliwość zamówienia sobie zabiegów na dworze, prawie jak na Bali! Super sprawa…

najlepsze świadkowe!

Polina, dziękuję Ci za zdjęcia! Jesteś cudownym fotografem, modelką i stałaś się dla mnie też bliską koleżanką. Cieszę się, że mam Cię w swoim życiu!

To był idealny, wymarzony dzień panieński! A jak wyglądał Twój, albo o jakim marzysz?