Kompletny przewodnik po Tulum: kompendium wiedzy

Marzec 2, 2019 No Comment

Cuba i Tulum od dawna były moimi podróżniczymi marzeniami. Naoglądałam się tulu przepięknych zdjęć i relacji blogerek z tych miejsc, że nie mogłam się doczekać, aż wreszcie zobaczę to wszystko na własne oczy. Kiedy byłaby lepsza okazja do spełnienia tego marzenia, niż pierwsza oficjalna podróż poślubna? Taka wiecie, pełną parą? Należało nam się coś ekstra!

Mam dla Was kilka informacji w pigułce, dajcie znać, jeśli będziecie mieć jakiekolwiek pytania!

Informacje praktyczne

Szykując się do wyjazdu do Meksyku musisz pamiętać, że w momencie wjazdu do Meksyku musisz mieć paszport ważny minimum pół roku. Nie potrzebujemy wizy, ale w samolocie dostaniemy formularz migracyjny, który trzeba wypełnić i okazać przy wjeździe oraz wyjeździe z kraju (więc go nie zgub, bo każą Ci zapłacić jakieś 40$). Nie robiłam żadnych szczepień, ale moje szczepionki z podróży po Azji wciąż są ważne. Polecam Wam szczepienie się na każdy rodzaj WZW jeśli jedziecie gdziekolwiek w tropiki. Jeśli chodzi o walutę, to najkorzystniej zabrać ze sobą dolary amerykańskie i na miejscu wymienić je na pesos. Bezpieczeństwo? Turystyczne rejony są bardzo mocno kontrolowane przez policję i uważane za raczej bezpieczne. My jednak nie zapuściliśmy się wgłąb kraju, więc nie mogę się na ten temat wypowiadać.

Najlepszy czas na podróż

Najlepszy czas na odwiedzenie tej części Meksyku to tak zwany szczyt sezonu, czyli meksykańska zima. Sezon przypada na czas od grudnia do kwietnia i możemy się wtedy spodziewać temperatur w granicach 26-32 stopni, chociaż noce i poranki bywają chłodne, więc na pewno trzeba zapakować do walizki cieplejszą bluzę i długie spodnie. Zdarzają się opady deszczu, jak zawsze w tropikach, ale jest to ciepły deszcz, który szybko przechodzi.

Jeśli planujesz wybrać się w te rejony latem, bądź przygotowany na temperatury do 42 stopni i wysoką wilgotność powietrza.

Jak się tam dostać?

Najbliższe lotnisko znajduje się w Cancun, a do Cancun najlepiej dolecieć czarterem last minute lub poszukać dobrego połączenia (najtaniej lata się z Hiszpanii). Z lotniska czeka Cię jeszcze ok. 1,5 godzinna podróż. Jeśli zatrzymujesz się w hotelu, na pewno można zorganizować transfer, ale oczywiście nie jest to najtańsza opcja. My wybraliśmy podróż busem prosto z lotniska na dworzec autobusowy w Tulum. Przewoźnik nazywa się ADO, płaciliśmy ok. 260 pesos od osoby za tę trasę.

Gdzie się zatrzymać?

W Tulum są właściwie dwie opcje: mieszkać blisko plaży w jednym z mega fancy kurortów, które są naprawdę przepiękne, w stylu boho, niesamowicie urządzone, ale niestety też drogie, albo zatrzymać się dalej od plaży w willach i airbnb. Na każdym kroku znajdują się wypożyczalnie rowerów i skuterów, więc z poruszaniem się po miasteczku, czy dotarciem na plażę na pewno nie będzie problemu. My wybraliśmy właśnie tę drugą opcję i cały pobyt jeździliśmy skuterem. Taka forma zwiedzania najbardziej nam odpowiada. Jeśli chcesz zaoszczędzić na zakwaterowaniu odbierz 108 zł na pierwszy nocleg z Airbnb.

Gdzie zjeść?

Tulum to takie meksykańskie Bali – na każdym kroku znajdziesz tu klimatyczne knajpki w stylu boho, wegańskie restauracje i świeżo wyciskane soki i smoothie. Jedzenie jest pyszne, chociaż oczywiście nie jest tak tanio jak w Azji. Niemniej jednak jest to raj dla wielbicieli avocado, nachosów i smoothies. Kilka miejsc, których nie możecie przegapić:

MATCHA MAMA: niewielka miejscówka serwująca zdrowe smoothies, świeżo wyciskane soki, herbatę matcha i matcha latte. Wszystko jest świeżo przygotowywane, a swoim koktajlem możecie delektować się bujając się na huśtawce. Super urocze miejsce!

I SCREAM BAR: słynna lodziarnia i bar z turkusowym tuk tukiem zaparkowanym przy ulicy (mówiłam, że to takie Bali?). Jadłam tam jedyne lody wegańskie, jakie mi w życiu smakowały. Wieczorami miejscówka zmienia się w imprezownię, chociaż niestety dowiedziałam się o tym po powrocie do Polski!

Plaża

Sensowne plaże w Tulum można policzyć na palcach jednej ręki. Przede wszystkim dlatego, że są masakrowane przez śmierdzące, kwitnące algi (podobno to wina efektu cieplarnianego), a że plaże nie są tak szerokie jak w Cencun, nie może wjechać tam traktor i wszystkiego zepchnąć. Pracownicy hoteli robią to łopatami, ale glonów przybywa szybciej niż ludzka ręka jest w stanie machać łopatą. Do wyboru jest w zasadzie jedna długa plaża resortowa (można wejść na przykład przez Coco Tulum lub inny hotel, ale trzeba liczyć się z tym że nie ma tam cienia, a wszystkie leżaki należą do resortów lub beach barów i trzeba płacić czasem sporą kasę, żeby móc z nich skorzystać) oraz jedna miejska (Playa Paraiso, gdzie znajdziecie instagramową pochyłą palmę). Warto jednak zabrać ze sobą plażowe akcesoria wybierając się na zwiedzanie ruin w Tulum, bo mają one dostęp do najładniejszej plaży, jaką widziałam w Tulum. Dodatkowo nie jest ona zatłoczona, bo większość zwiedzających nie wie o takiej możliwości.

Co poza plażowaniem?

 

Tulum to nie tylko plaże, ale też zwiedzanie. Jeśli interesuje Cię historia, nie możesz pominąć ruin Majów w Tulum oraz Chichen Itza (tam jednak czeka Cię przejażdżka busem ADO i przedzieranie się przez tłumy turystów. Nie polecam jednak kupować zdecydowanie zbyt drogiej wycieczki zorganizowanej). Poza ruinami koniecznie też wybierz się do Cenot. To naturalne studnie, baseny w skałach o różnej głębokości. W tym rejonie Meksyku jest ich całe mnóstwo. Są idealne do snorkelingu i do nurkowania. Ja kąpałam się w Gran Cenote i widziałam nawet żółwie! Bardzo polecam! Grand Cenote znajduje się 5 minut skuterem od miasteczka, spokojnie dojedziesz tam nawet wypożyczonym rowerem. Nie opłaca się brać taksówki ani tym bardziej wycieczki zorganizowanej!

Poza cenotami polecam także odwiedzenie domu Pablo Escobara, do którego ja niestety nie dotarłam. Możecie wpisać tę nazwę w instagramie lub google grafika, żeby zobaczyć jak niesamowicie to wygląda!