Jeździłam na słoniu. Dlaczego?

Styczeń 3, 2017 16 komentarzy

Nie każde zwierzę, z różnych względów nadaje się do życia na wolności. Jedna rodzą się w niewoli, inne tak jak małpki w GRP są kalekie i nie mogą już wrócić do swojego naturalnego środowiska. W Tajlandii, jak wiadomo, są też słonie. Słonie są główną atrakcją turystyczną oraz zwierzęciem świętym, otoczonym kultem. Wizerunek słonia widnieje więc niemal na wszystkim, co ma metkę „made in Thailand”. Skupmy się jednak na słoniu jako atrakcji turystycznej, bo o tym chcę dzisiaj mówić. Niektóre słonie w Tajlandii żyją na ekologicznych farmach (małych rodzinnych farmach gdzie słoni jest niewiele, turyści mogą spędzić z nimi określony, limitowany czas a ich opiekunowie dbają o nie jak o własne dzieci), inne natomiast ciężko pracują wożąc turystów i zarabiając pieniądze dla swoich właścicieli. Po moich urodzinach (odwiedziłam wtedy ekologiczna farmę słoni, przejechałam się na grzbiecie pięknej słonicy i miałam możliwość wykąpania jej) dostałam kilka komentarzy o tym, jak przyczyniam się do cierpienia niewinnych istot. Dodam tylko ze mój spacer na słoniu trwał jakieś 10 minut podczas których słoń swobodnie chodził po wąwozie i zrywał gałązki. Trasa spaceru to mniej niż kilometr. Słonica ta nie wyglądała na niezadowoloną ze swojego życia, a już na pewno nie działa jej się żadna krzywda. Ale możliwe, że się nie znam, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Ostatnią rzeczą na świecie jakiej bym chciała, to cierpienie niewinnego stworzenia.  Zdaję sobie sprawę, że kręgosłup słonia nie nadaje się do wożenia ciężkich turystów od świtu do nocy. Na tej farmie tak nie było. Na słonia można wsiąść na chwilę, liczba gości dziennie jest ograniczona, tak samo jak limitowana jest dopuszczalna waga ludzkiego bagażu na grzbiecie. Wróćmy jednak do komentarzy, które pojawiają się nie tylko na moim profilu, ale i na każdym innym, który zawiera zdjęcie oznaczone #elephanttrekking. Okej, ludzie mają prawo do wyrażania własnego zdania, wcale tego nie neguję, ale fajnie by było, gdyby to zdanie było poparte faktami a nie „gdzieś przeczytałem, ktoś mi mówił więc powtarzam”. Później, w grudniu będąc w Kambodży czy nawet dzisiaj w Patong miałam okazje zobaczyć, jak elephant trekking wyglada w „innej rzeczywistości”. Są w Azji miejsca, gdzie słonie obładowane całymi rodzinami grubasów zasuwają po betonie przez niewiadomo jak długi czas! Słonie faktycznie są w niektórych miejscach wykorzystywane (nigdy temu nie zaprzeczałam) i takim praktykom mówię stanowcze nie. Nie wszystkiemu jednak możemy zapobiec. Na świecie jest wiele zła i niegodziwości, jednak kijem Wisły nie da się zawrócić. Jeśli chcecie zmienić świat, czyńcie to stopniowo. Korzystajcie z przyjaznych słoniom farm, tak jak tych które ja odwiedziłam, wspierajcie ludzi którzy pomagają tym zwierzętom zamiast je katować. Nie oczekujcie jednak, ze turyści przestaną korzystać z rozrywek jakie zapewniają słonie podczas egzotycznych wycieczek, bo tacy są zwyczajni ludzie i tego nikt nie zmieni. Pomyślcie, czy po latach propagandy „stop futrom” ten biznes upadł? Nie, nadal ma się dobrze. Nie liczcie wiec, ze tajowie, którzy do przedsiębiorczych ani bogatych nie należą, ani tez nie maja w sobie szczególnie wielkiej dawki empatii dla zwierząt będą nagle na własny rachunek gromadzić i utrzymywać słonie bo jeden z drugim Europejczykiem pisze zbulwersowane komentarze w sieci. Oni te słonie trzymają dla zarobku, a nie z pasji. O słonie dbają znacznie bardziej niż o psy, bo to słonie stanowią ich źródło utrzymania. Opiekują się nimi dobrze (w większości) bo zapewniają im godny byt. Turystyka w Tajlandii jest głównym źródłem utrzymania wielu rodzin. Ktoś kto prowadzi farmę słoni nie może pozwolić na to, żeby turyście stała się krzywda. Dba więc o swoje słonie, aby po pierwsze długo mu służyły, a po drugie by nie były agresywne. A każde krzywdzone zwierzę staje się nieobliczalne, na co nie można sobie pozwolić w tym biznesie. Wszędzie ale to wszędzie zdarzają sie wyjątki wiec tak samo usłyszymy o przypadkach katowanych słoni w Tajlandii jak i koni czy psów w Polsce, ale na szczęście są to nadal wyjątki, a nie reguła. Nie gotuje się rosołu z kury znoszącej złote jaja prawda? Raczej się o nią dba żeby niosła się jeszcze lepiej. Zastanawia mnie fakt czy osoby wypisujący hejty na profilach turystów kiedykolwiek były w takim miejscu i przyjrzały się sytuacji słoni. Czy może raczej powtarzają tylko krążące w sieci opinie? Albo jeszcze lepiej. Czy te osoby maja pojęcie ile polskich koni pada co roku w okolicach samego tylko morskiego oka (zmuszane do pracy ponad swoje siły padają u upale, uważacie to za normalne?)? Czy wiedza co się robi z koniem który uszkodził sobie nogę i nie nadaje się pod siodło? Cudze besztacie, swojego nie znacie… Lokalne problemy są dla Was mniej ważne? Koń jest gorszy od słonia? Zwierzęta muszą pracować (zgodnie ze swoimi możliwościami), bo po to zostały udomowione. Naiwne jest myślenie, że ktoś będzie utrzymywał te zwierzęta z własnej kieszeni i trzymał jak kotka czy pieska nie otrzymując nic w zamian. Czy autorzy komentarzy wiedzą jaki jest koszt miesięczny utrzymania konia (a tym bardziej słonia)? Życie jest okrutne i chociaż chciałabym, żeby koniki i słoniki żyły długo i szczeliwie w samych pięknych miejscach, hasały beztrosko po zielonej trawce całymi dniami, to jestem już dużą dziewczynką i wiem, ze życie niestety wygląda inaczej. Zwierzęta hodowlane musza zarobić chociaż w części na swoje utrzymanie, inaczej staną się dla właściciela niepotrzebnym ciężarem. Powiedzcie mi, drodzy walczący o słonie, co się stanie z tymi zwierzętami, jeśli turyści faktycznie przestaną na nie płacić? Myślicie ze tajowie z radością oddadzą się karmieniu, czyszczeniu i leczeniu ich w ramach działalności charytatywnej? No raczej nie. Słonie były wykorzystywane od zawsze, od zawsze jeździli na nich ludzie, tak samo jak na koniach. Były używane podczas wojen, nosząc ogromne ciężary, a wtedy ludzie tym bardziej nie mogli pozwolić sobie na „stratę” takiego słonia. Potem wykorzystywane były do ciężkich prac przy wyrębie lasów (co trwa do dziś) i raczej też nie były o to proszone i nie robiły tego z dobrego serca. Proceder elephant trekkingu nigdy się nie skończy, nie ma co się oszukiwać. Ale wolę wspomóc farmę, która dba o swoje zwierzęta i dobrze je traktuje, niż pozwolić, żeby trafiły w znacznie gorsze miejsca. Chciałam Wam tylko w tym miejscu przypomnieć co dzieje się z małpami, które przestają być atrakcyjne dla turystów. Pisałam o tym tutaj. Małpy to może nie jest idealny przykład, bo one są odławiane z naturalnego środowiska, natomiast większość tych słoni rodzi się w niewoli. Ogólnie jednak clue programu jest niezmienne: jeśli spadnie zainteresowanie turystów tymi zwierzętami, skończą one marnie.

Na instagramie u @aniamaluje również znalazły się osoby pragnące uświadomić nas, ze ekologiczna farma słoni nie jest tak naprawdę ekologiczna i ze są tylko dwie dobre organizacje pomagające słoniom w Tajlandii. Różnią się tym, że wcale nie można tam jeździć na słoniach. Fajnie, a wiecie czemu są tylko dwie? Bo kto będzie na nie płacił? Na pewno nie Ci co najgłośniej krzyczą. Byliście chociaż raz na wolontariacie pomagając zwierzętom o które walczycie? Spędziliście swój czas dbając o te słonie? Wpłaciliście chociaż złotówkę (zwracam się tu cały czas do autorów komentarzy nie tylko u mnie i u Ani ale tez u wielu innych osób, wiec proszę się nie obrażać za to uogólnienie)? Nie? A jaka część dochodu z biletów do tych ekstremalnie drogich przybytków trafia na zaspokajanie potrzeb zwierząt lub ratowanie nowych? Nie wiecie? Nie dziwi mnie to. Wiem ze za moment usłyszę „nie stać mnie” oraz „inni powinni”. Nic mnie tak nie wkurza jak tego typu hasła. Najlepiej żeby słonie były utrzymywane, karmione i żeby nie musiały mieć w ogóle kontaktu z turystami, żeby nie musiały podnosić trąby na zawołanie i wozić Januszy Turystyki. Niech KTOŚ na nie płaci, KTOŚ je karmi, KTOŚ zapewni opiekę weterynaryjną i KTOŚ o nie dba (tylko nie my, bo przecież my nie mamy możliwości). Niech będzie dobrze ale cudzymi rękami, bo jedyne na co mnie stać, to pakiet internetowy dzięki któremu mogę pisać nic nie wnoszące komentarze.

No zmartwię Was, ale świat tak nie działa. Nie da się narzucić nikomu swoich poglądów a tym bardziej dysponować czyjąś wolną wolą. Wtedy nie była by wolną wolą, czyż nie? Nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli, ba, nie zawsze na świecie jest DOBRZE. Proszę Was, pomagajmy więc tym którzy naprawdę tej pomocy potrzebują, nie szukajmy wszędzie problemu na siłę bo nie wszystko jest czarne i białe. Nieśmy pomoc realną, bo żaden lajk ani share na fejsie nie nakarmił dziecka w Afryce. Zróbmy coś dobrego w swoim najbliższym otoczeniu, zamiast wylewać żale w Internecie… Jeśli chcecie coś zmienić, komuś pomóc, to weźcie się do roboty, zamiast z pozycji pulpitu próbować to zrobić cudzymi rękami i z cudzego budżetu.

Jeśli chcecie zmieniać świat na lepsze, zacznijcie od przekazania 12 zł (zamiast kawy) na dobry cel. Na przykład na ten (trzeba wyłączyć adblocka, żeby zobaczyć baner):