Jeździłam na słoniu. Dlaczego?

Nie każde zwierzę, z różnych względów nadaje się do życia na wolności. Jedna rodzą się w niewoli, inne tak jak małpki w GRP są kalekie i nie mogą już wrócić do swojego naturalnego środowiska. W Tajlandii, jak wiadomo, są też słonie. Słonie są główną atrakcją turystyczną oraz zwierzęciem świętym, otoczonym kultem. Wizerunek słonia widnieje więc niemal na wszystkim, co ma metkę „made in Thailand”. Skupmy się jednak na słoniu jako atrakcji turystycznej, bo o tym chcę dzisiaj mówić. Niektóre słonie w Tajlandii żyją na ekologicznych farmach (małych rodzinnych farmach gdzie słoni jest niewiele, turyści mogą spędzić z nimi określony, limitowany czas a ich opiekunowie dbają o nie jak o własne dzieci), inne natomiast ciężko pracują wożąc turystów i zarabiając pieniądze dla swoich właścicieli. Po moich urodzinach (odwiedziłam wtedy ekologiczna farmę słoni, przejechałam się na grzbiecie pięknej słonicy i miałam możliwość wykąpania jej) dostałam kilka komentarzy o tym, jak przyczyniam się do cierpienia niewinnych istot. Dodam tylko ze mój spacer na słoniu trwał jakieś 10 minut podczas których słoń swobodnie chodził po wąwozie i zrywał gałązki. Trasa spaceru to mniej niż kilometr. Słonica ta nie wyglądała na niezadowoloną ze swojego życia, a już na pewno nie działa jej się żadna krzywda. Ale możliwe, że się nie znam, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Ostatnią rzeczą na świecie jakiej bym chciała, to cierpienie niewinnego stworzenia.  Zdaję sobie sprawę, że kręgosłup słonia nie nadaje się do wożenia ciężkich turystów od świtu do nocy. Na tej farmie tak nie było. Na słonia można wsiąść na chwilę, liczba gości dziennie jest ograniczona, tak samo jak limitowana jest dopuszczalna waga ludzkiego bagażu na grzbiecie. Wróćmy jednak do komentarzy, które pojawiają się nie tylko na moim profilu, ale i na każdym innym, który zawiera zdjęcie oznaczone #elephanttrekking. Okej, ludzie mają prawo do wyrażania własnego zdania, wcale tego nie neguję, ale fajnie by było, gdyby to zdanie było poparte faktami a nie „gdzieś przeczytałem, ktoś mi mówił więc powtarzam”. Później, w grudniu będąc w Kambodży czy nawet dzisiaj w Patong miałam okazje zobaczyć, jak elephant trekking wyglada w „innej rzeczywistości”. Są w Azji miejsca, gdzie słonie obładowane całymi rodzinami grubasów zasuwają po betonie przez niewiadomo jak długi czas! Słonie faktycznie są w niektórych miejscach wykorzystywane (nigdy temu nie zaprzeczałam) i takim praktykom mówię stanowcze nie. Nie wszystkiemu jednak możemy zapobiec. Na świecie jest wiele zła i niegodziwości, jednak kijem Wisły nie da się zawrócić. Jeśli chcecie zmienić świat, czyńcie to stopniowo. Korzystajcie z przyjaznych słoniom farm, tak jak tych które ja odwiedziłam, wspierajcie ludzi którzy pomagają tym zwierzętom zamiast je katować. Nie oczekujcie jednak, ze turyści przestaną korzystać z rozrywek jakie zapewniają słonie podczas egzotycznych wycieczek, bo tacy są zwyczajni ludzie i tego nikt nie zmieni. Pomyślcie, czy po latach propagandy „stop futrom” ten biznes upadł? Nie, nadal ma się dobrze. Nie liczcie wiec, ze tajowie, którzy do przedsiębiorczych ani bogatych nie należą, ani tez nie maja w sobie szczególnie wielkiej dawki empatii dla zwierząt będą nagle na własny rachunek gromadzić i utrzymywać słonie bo jeden z drugim Europejczykiem pisze zbulwersowane komentarze w sieci. Oni te słonie trzymają dla zarobku, a nie z pasji. O słonie dbają znacznie bardziej niż o psy, bo to słonie stanowią ich źródło utrzymania. Opiekują się nimi dobrze (w większości) bo zapewniają im godny byt. Turystyka w Tajlandii jest głównym źródłem utrzymania wielu rodzin. Ktoś kto prowadzi farmę słoni nie może pozwolić na to, żeby turyście stała się krzywda. Dba więc o swoje słonie, aby po pierwsze długo mu służyły, a po drugie by nie były agresywne. A każde krzywdzone zwierzę staje się nieobliczalne, na co nie można sobie pozwolić w tym biznesie. Wszędzie ale to wszędzie zdarzają sie wyjątki wiec tak samo usłyszymy o przypadkach katowanych słoni w Tajlandii jak i koni czy psów w Polsce, ale na szczęście są to nadal wyjątki, a nie reguła. Nie gotuje się rosołu z kury znoszącej złote jaja prawda? Raczej się o nią dba żeby niosła się jeszcze lepiej. Zastanawia mnie fakt czy osoby wypisujący hejty na profilach turystów kiedykolwiek były w takim miejscu i przyjrzały się sytuacji słoni. Czy może raczej powtarzają tylko krążące w sieci opinie? Albo jeszcze lepiej. Czy te osoby maja pojęcie ile polskich koni pada co roku w okolicach samego tylko morskiego oka (zmuszane do pracy ponad swoje siły padają u upale, uważacie to za normalne?)? Czy wiedza co się robi z koniem który uszkodził sobie nogę i nie nadaje się pod siodło? Cudze besztacie, swojego nie znacie… Lokalne problemy są dla Was mniej ważne? Koń jest gorszy od słonia? Zwierzęta muszą pracować (zgodnie ze swoimi możliwościami), bo po to zostały udomowione. Naiwne jest myślenie, że ktoś będzie utrzymywał te zwierzęta z własnej kieszeni i trzymał jak kotka czy pieska nie otrzymując nic w zamian. Czy autorzy komentarzy wiedzą jaki jest koszt miesięczny utrzymania konia (a tym bardziej słonia)? Życie jest okrutne i chociaż chciałabym, żeby koniki i słoniki żyły długo i szczeliwie w samych pięknych miejscach, hasały beztrosko po zielonej trawce całymi dniami, to jestem już dużą dziewczynką i wiem, ze życie niestety wygląda inaczej. Zwierzęta hodowlane musza zarobić chociaż w części na swoje utrzymanie, inaczej staną się dla właściciela niepotrzebnym ciężarem. Powiedzcie mi, drodzy walczący o słonie, co się stanie z tymi zwierzętami, jeśli turyści faktycznie przestaną na nie płacić? Myślicie ze tajowie z radością oddadzą się karmieniu, czyszczeniu i leczeniu ich w ramach działalności charytatywnej? No raczej nie. Słonie były wykorzystywane od zawsze, od zawsze jeździli na nich ludzie, tak samo jak na koniach. Były używane podczas wojen, nosząc ogromne ciężary, a wtedy ludzie tym bardziej nie mogli pozwolić sobie na „stratę” takiego słonia. Potem wykorzystywane były do ciężkich prac przy wyrębie lasów (co trwa do dziś) i raczej też nie były o to proszone i nie robiły tego z dobrego serca. Proceder elephant trekkingu nigdy się nie skończy, nie ma co się oszukiwać. Ale wolę wspomóc farmę, która dba o swoje zwierzęta i dobrze je traktuje, niż pozwolić, żeby trafiły w znacznie gorsze miejsca. Chciałam Wam tylko w tym miejscu przypomnieć co dzieje się z małpami, które przestają być atrakcyjne dla turystów. Pisałam o tym tutaj. Małpy to może nie jest idealny przykład, bo one są odławiane z naturalnego środowiska, natomiast większość tych słoni rodzi się w niewoli. Ogólnie jednak clue programu jest niezmienne: jeśli spadnie zainteresowanie turystów tymi zwierzętami, skończą one marnie.

Na instagramie u @aniamaluje również znalazły się osoby pragnące uświadomić nas, ze ekologiczna farma słoni nie jest tak naprawdę ekologiczna i ze są tylko dwie dobre organizacje pomagające słoniom w Tajlandii. Różnią się tym, że wcale nie można tam jeździć na słoniach. Fajnie, a wiecie czemu są tylko dwie? Bo kto będzie na nie płacił? Na pewno nie Ci co najgłośniej krzyczą. Byliście chociaż raz na wolontariacie pomagając zwierzętom o które walczycie? Spędziliście swój czas dbając o te słonie? Wpłaciliście chociaż złotówkę (zwracam się tu cały czas do autorów komentarzy nie tylko u mnie i u Ani ale tez u wielu innych osób, wiec proszę się nie obrażać za to uogólnienie)? Nie? A jaka część dochodu z biletów do tych ekstremalnie drogich przybytków trafia na zaspokajanie potrzeb zwierząt lub ratowanie nowych? Nie wiecie? Nie dziwi mnie to. Wiem ze za moment usłyszę „nie stać mnie” oraz „inni powinni”. Nic mnie tak nie wkurza jak tego typu hasła. Najlepiej żeby słonie były utrzymywane, karmione i żeby nie musiały mieć w ogóle kontaktu z turystami, żeby nie musiały podnosić trąby na zawołanie i wozić Januszy Turystyki. Niech KTOŚ na nie płaci, KTOŚ je karmi, KTOŚ zapewni opiekę weterynaryjną i KTOŚ o nie dba (tylko nie my, bo przecież my nie mamy możliwości). Niech będzie dobrze ale cudzymi rękami, bo jedyne na co mnie stać, to pakiet internetowy dzięki któremu mogę pisać nic nie wnoszące komentarze.

No zmartwię Was, ale świat tak nie działa. Nie da się narzucić nikomu swoich poglądów a tym bardziej dysponować czyjąś wolną wolą. Wtedy nie była by wolną wolą, czyż nie? Nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli, ba, nie zawsze na świecie jest DOBRZE. Proszę Was, pomagajmy więc tym którzy naprawdę tej pomocy potrzebują, nie szukajmy wszędzie problemu na siłę bo nie wszystko jest czarne i białe. Nieśmy pomoc realną, bo żaden lajk ani share na fejsie nie nakarmił dziecka w Afryce. Zróbmy coś dobrego w swoim najbliższym otoczeniu, zamiast wylewać żale w Internecie… Jeśli chcecie coś zmienić, komuś pomóc, to weźcie się do roboty, zamiast z pozycji pulpitu próbować to zrobić cudzymi rękami i z cudzego budżetu.

Jeśli chcecie zmieniać świat na lepsze, zacznijcie od przekazania 12 zł (zamiast kawy) na dobry cel. Na przykład na ten (trzeba wyłączyć adblocka, żeby zobaczyć baner):



  • Rewelacyjnie to opisałaś! W samo sedno

  • Jeśli chce się zmienić świat na lepsze, najpierw trzeba zacząć od siebie. Tak widzę to ja 😁

  • Beata

    Jak zaczęłam czytać post, to od razu skojarzyłam z morskookimi końmi, a tu bach – i Ty do nich nawiązujesz. Zgadzam się w 100%, nie wiem jak słonie, ale konie – są zwierzętami stworzonymi do pracy – koń zamknięty w stajni głupieje, on ma chodzić i pracować, bo ma siłę! A siłę ma, bo jest koniem, o którego właściciel dba. Nie będzie koni nad Mokiem – będą rzeźnie pełne koni, prosta sprawa. Ludzi nie stać na utrzymanie psa, a ma być stać na utrzymanie konia? Dlatego denerwuj mnie pseudoobrońcy zwierząt, którzy kierują się tylko mglistymi hasłami.

    • Paulina Jaroszuk

      Koń i słoń to dwa różne przypadki. Tak samo jak są psy zaprzęgowe, które powinny wręcz biegać i trenować z obciążeniem – najlepiej z przyczepionymi sankami, tak koń, który jest od małego ujeżdzany, potem musi jeździć pod jeźdźcem – nawet jak ludzie mają konie i nie mogą regularnie na nich jeździć to płaca za to żeby ktoś je ujeżdżał. Natomiast nawiązanie do Morskiego Oka to gruba przesada, po 1 dwa koniec nie powinny wozić pod górę kilkudziesięciu spasionych turystów – polskie społeczeństwo jest coraz grubsze i bez kondycji, można po drodze robić przystanki, a nie wozić wielki tyłek na wozie. Górale są chciwi i katują konie – bo im więcej załadują na wóz tym więcej zarobią. Konie pozatym też mają normy, nie można ich eksploatować ciągle. Uważasz że to normalne że rocznie pare koni umiera z przepracowania? Trzeba być katem bez serca żeby napieprzać batem konia który ledwo chodzi, niech meleksami jeżdzą Ci co nie mają kondycji, bo u nas nie ma kultury dbania o zwierze. W innyc krajach europejskich np we Francji każdy koń ma robione badania i ma karte pracy, i straż pilnuje zeby właściciele dbali o konie. A co do koniny, to my jesteśmy głownie importerem, i wcale nie jest tak że jak nie będzie koni nad Morskm Okiem to więcej trafi do rzeźni, zawsze są konkretne ilości bez wzgledu na to czy turyści wożą dupska czy nie

      • Dziewczyny, miałam na myśli to, że konie z Morskiego Oka są traktowane znacznie gorzej niż te słonie, a internetowi komentatorzy jakoś nie palą się do zajęcia się tym problemem. Ja uważam, że to bestialstwo zmuszać je do całodniowej pracy w pełnym słońcu i wożenia całych rodzin grubasów. To powinno być zakazane, ale my Polacy, wolimy się wypowiadać na temat kręgosłupów zwierząt egzotycznych.
        Co do ujeżdżania, to koń nie jest ujeżdżany od małego, tylko kiedy osiągnie odpowiedni poziom rozwoju, powiedzmy. I również się go nie prosi, żeby założył siodło, tylko jest ujeżdżany tak samo jak słoń – przyuczony.
        Wracając do zdania o Morskim Oku to chyba muszę je jakoś przeformułować, albo coś zmienić skoro dwie osoby nie zrozumiały mojego toku rozumowania, to może i inni nie zrozumieli. Czasem piszę chaotycznie, szczególnie w emocjach.

  • M.

    Temat ważny, ale jakoś nie Twoj styl Olu i to nie jest krytyka ☺ Super, że pokazujesz tematy ważniejsze niż ubiór.

    • Dzięki za komentarz 🙂
      To jest własnie mój styl kiedy piszę od serca nie poprawiając tekstu tysiące razy i nie zastanawiając się co ktoś o mnie pomyśli po jego publikacji 🙂 Szkoda, że mój blog już na zawsze będzie kojarzył się tylko z ciuszkami, chociaż od dawna nie wrzucam samych stylowek 🙁

  • kcurlykiller

    Czy ta czcionka jest na stałe czy tylko na chwilę? Trochę ciężko się ją czyta 🙁

    • Właśnie pracuję nad nową (ta w tytułach wyróżnia polskie znaki…), ciężko się czyta przez wielkość czy czemu?

      • kcurlykiller

        Właśnie przez te znaki, myślałam już, że mi się tylko przywidziało, że są wyróżnione. I przez długość linijek, wydają się trochę za długie.
        Widzę, że jest już zmieniona. Czyta się już normalnie 🙂

        • To super, dzięki wielkie! 😉 jeśli coś jeszcze zauważysz, to pisz proszę!

  • A punkt! Bardzo się cieszę, że ktoś wreszcie podjął temat z tej strony. Sama zebrałam gromy po podobnej argumentacji u siebie dawno temu.

    • Ja rozumiem argumentację strony przeciwnej i do pewnego momentu się nawet z nią zgadzam, szkoda tylko że to nie działa vice versa… 🙁

  • bbika

    Patrząc na snapy Twoje i Ani na myśl nawet mi nie przyszło, że słonikom mogłaby dziać się krzywda. I przykro mi trochę, że musiałaś stworzyć post na taki temat. Pod koniec tekstu przyszło mi na myśl, że obrońców sprawy XXX jest bardzo dużo (głównie internetowych), ale realnie zająć się problemem nie ma komu. Czy to słonie, konie, pszczoły, jakiekolwiek inne zwierzęta czy ludzie, narodzeni lub nie. Krzyczeć głośno, robić nic.. :c

    • To jest właśnie najsmutniejsze. W tym tekście umieściłam baner Unicefu i tylko jedna osoba zdecydowała się wspomóc głodne dzieci. Jedna.

  • Pingback: Azjatycki Czwartek #2 – najpiękniejsze miejsce na Krabi, Sylwester na plaży w Patong i rekord świata w blogowaniu! | aleksandranajda.com()