Jak niskobudżetowo zorganizowałam wyjazd na Karaiby

Marzec 13, 2018 9 komentarzy

Czyli tekst o tym jakim cudem poleciałam znowu pod palmy i nie zastawiłam mieszkania – skąd loty, gdzie śpimy i co jemy, jakie ceny są na Gwadelupie i na czym się da przycebulić w odpowiedzi na zadawane przez Was pytania!

*wyjazd zorganizowałyśmy ramię w ramię z aniamaluje, nie przypisuję sobie całości zasług!

Zacznijmy od kwestii podstawowej: jeśli chcesz lecieć gdzieś tanio, to nie licz na to, że ustrzelisz akurat swoje największe podróżnicze marzenie, w sezonie i za tysiaka. Te trzy rzeczy się nie łączą podobnie jak tanie-dobre-szybko. Wybierając się na wakacje z Anią założyłyśmy tylko dwie rzeczy: ma być dobra cena oraz ma być ciepło. Dodatkowo chciałyśmy obrać jakiś nowy kierunek (nie Azja południowo wschodnia) ale nie był to warunek konieczny (bo na Filipinach nas jeszcze nie było). Tak o to skończyłyśmy na wakacyjnych piratach szukając czegokolwiek, byle ciepło. Tam też znalazłyśmy loty – 1700 zł w dwie strony na dwa tygodnie. Cena niezła, może można było kupić jeszcze 200-300 zł taniej ale tutaj stosunek długości pobytu do ceny był zdecydowanie najlepszy. Pamiętam jeszcze czasy kiedy najczęściej zadawane mi pytania brzmiały raczej “skąd sukienka” niż “skąd bilet”, ale z radością spieszę z odpowiedzią: najczęściej szukam tanich palm na wakacyjnych piratach, mlecznych podróżach, fly4free i zagranicznych wyszukiwarkach lotów. Zwracam uwagę na długość pobytu i długość lotu (czasem najtańsza opcja wiąże się z 18 godzinną przesiadką w jakiejś koziej dupie! Tego nie lubimy!).

Kiedy już dorwiesz tani bilet – jesteś w połowie sukcesu! Nawet motywacyjnie – musisz znaleźć fajny nocleg i ogarnąć się z tym wyjazdem, bo przecież biletów się nie zwraca. Chyba, że masz kartę planeta młodych, ale o tym za moment. Poszukiwanie noclegu to moja najbardziej znienawidzona czynność, jeśli chodzi o podróże. Nie wystarczy wyhaczyć tanią miejscówkę, musi ona być jeszcze w miarę czysta i dobrze zlokalizowana lub skomunikowana. W naszym przypadku – blisko ładnej plaży. Udało nam się to idealnie, chociaż nie czarujmy się, mieszkanie na pierwszy tydzień było raczej w slumsach. Za to w obu tygodniach miałyśmy 3 minuty do jednych z ładniejszych plaż i mieszkałyśmy w z najfajniejszych miejscowościach gdzie “coś się dzieje”. Najczęściej szukamy noclegu na airbnb, bo ma super ceny (a rejestrując się przez ten link polecający dostaniesz jeszcze ponad stówę do wykorzystania na pierwszy nocleg) i tak też znalazłyśmy nocleg na pierwszy tydzień. W drugim tygodniu zmieniłyśmy miejscowość i spałyśmy w miejscu zarezerwowanym przez booking.com. Tutaj też można zaoszczędzić dzięki rezerwacji z tego linku otrzymasz zniżkę w wysokości 50 zł. Normalna cena za noc na Gwadelupie to 200 zł, a warunki w takich miejscach można określić jako przyzwoite. Najtaniej to 100 zł dalej od plaży, 150 bliżej ale zdecydowanie bez luksusów. Szukajcie noclegów w Sainte Anne lub Gosier, jeśli lubicie zajrzeć do knajpy i wyjść na drinka wieczorem, lub na Basse Terre, jeśli cenicie bardziej dzikie plaże i naturę. Na miejscu uważajcie na wszystkie przedmioty, które znajdują się w mieszkaniu. Miejscowi, którzy wynajmują mieszkania turystom liczą nawet szklanki i łyżeczki, za każdą zniszczoną lub zagubioną rzecz policzą Ci krocie.

Kilka przykładowych ofert niskobudżetowych, jakie znalazłyśmy na airbnb. Pamiętajcie, żeby najpierw zarejestrować się przez link wyżej i dostać zniżkę, bo poniższe linki nie są afiliacyjne (nie dostaniecie zniżki):

Oraz sensowne mieszkania dla dwojga na bookingu:

Dobra, mamy już bilety i nocleg, jesteśmy w zasadzie w domu. Trzeba jeszcze pomyśleć o bardzo ważnej kwestii – ubezpieczeniu podróżnym no i oczywiście zaplanować budżet na wyżywienie i transport. Przyznam szczerze, że kiedyś nie przywiązywałam uwagi do ubezpieczenia w podróży, bo wychodziłam z dziecinnego założenia, że ja przecież nie choruję, a nawet jeśli się zdarzy to wytrzymam do domu. Odkąd jeżdżę częściej, dalej i na dłużej zupełnie inaczej na to patrzę. Fakt, mam rodziców lekarzy, więc sama wiem czy zaczyna mi się angina, czy “tylko” zapalenie zatok i wiem jaki antybiotyk u mnie zadziała najlepiej. Ale na złamaną rękę rodzice nie wypiszą mi recepty, w dodatku “na zapas”, a pół roku w Tajlandii nauczyło mnie, że wypadki chodzą po ludziach i można zupełnie przypadkiem zrobić sobie spore kuku. Trzy proste przykłady – podrapała mnie małpa w Phuket i gdyby nie ubezpieczenie seria szczepień przeciw wściekliźnie uszczupliłaby mnie o kilka tysięcy złotych. Złapaliśmy wirusa w Indonezji i sytuacja wymagała zastosowania lokalnych leków a co za tym idzie – wizyty u lekarza. I ekstremalny przypadek – latałam na parasailingu. Miesiąc później u tych samych Tajów zabił się Australijczyk. Źle go przypięli, jak to Tajowie i facet wypadł (oni generalnie nie znają pojęcia BHP). To rzadki przypadek i kiepsko to brzmi, ale ubezpieczenie podróżne oferuje transport zwłok, więc przynajmniej rodzina nie jest narażona na ogromne koszty… Nie wiem jak mogłam kiedyś o tym nie myśleć. W Tajlandii byłam ubezpieczona w Warta Travel Plus, a teraz zdecydowałam się na kartę Planeta Młodych. Polecił mi to Maciek z bloga Skok w Bok. Można wybrać najodpowiedniejszy dla siebie pakiet ubezpieczenia i wykupić dodatkowe warianty takie jak ubezpieczenie od terroryzmu czy ubezpieczenie bagażu. Płacę za to wszystko… 100 zł rocznie. Dla osób które podróżują więcej niż 2 tygodnie w roku to super opcja! Jeśli chodzi o Gwadelupę – nie robiłam żadnych dodatkowych szczepień.

Jak rozwiązałyśmy natomiast pozostałe kwestie? Przede wszystkim mamy to szczęście, że na Gwadelupie pomieszkuje Basia Szmydt z rodziną, więc służyła nam pomocą, kiedy tego potrzebowałyśmy. Świetna z niej koleżanka, bo Anię znała słabo, a mnie wcale, a mimo to zaprosiła nas do domu i pomagała bardziej, niż można było się tego spodziewać. Między innymi zabierała nas na różne krajoznawcze wycieczki, bliższe i dalsze, dzięki czemu nie musiałyśmy wynajmować samochodu. Wynajem samochodu na Guadzie zaczyna się od 28 euro za dzień, a i taką ofertę ciężko trafić. Dodatkowo dochodzi ubezpieczenie i koszty paliwa. W Warszawie jestem niezłym kierowcą (chociaż kiedyś jeździłam więcej i lepiej), ale na wakacjach zdecydowanie wolę być pasażerem, dlatego stresowałam się tym, że będę miała jeździć po obcej wyspie i odpowiadać za bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale i Ani. Basia odjęła mi sporo stresu. Dajcie jej koniecznie lajka w podziękowaniu!

Uwaga! Ceny taksówek na Guadzie są porąbane. Za pierwszą taxę zapłaciłyśmy 55 euro (około 15 km) bo łapałyśmy ją same pod lotniskiem i Pan postanowił nam policzyć nawet za to, że mamy bagaż. Za drugą 40 euro (około 10 km) i załatwiła nam to Pani u której wynajmowałyśmy mieszkanie przez booking. Jeśli macie możliwość, skontaktujcie się z właścicielem mieszkania przed przylotem, może będzie mógł Wam zaproponować sensowny transport, albo ma znajomego przewoźnika.

Od Basi dowiedziałyśmy się też, że jedzenie w przypadkowych knajpach to zły pomysł, bo nie dość, że ceny rzucają na kolana, to smak niekoniecznie. Ogólnie da się znaleźć świetne knajpy, ale jest to opcja raczej “od czasu do czasu” żeby zwyczajnie nie pójść z torbami. Dlatego na co dzień ogarniałyśmy jedzenie same. Przewagą wynajmowanego studio nad hotelem jest to, że posiada aneks kuchenny. Nasza dieta składała się tu z bagietki z creme fraiche na śniadanie, sera pleśniowego, makaronu z różnymi sosami na obiad, owoców z lokalnego bazaru i sporej ilości wina. Na plażę brałyśmy przekąski przywiezione ze sobą – batoniki typu energy bar (z decathlona, bo mają niezłe składy) i zbożowych ciasteczek typu belvita, które wolno uwalniają węglowodany. Wiem, wszystko pójdzie w biodra. Bardzo się cieszę, że nie ważyłam się przed wylotem! Chcę Wam jednak powiedzieć, że nie trzeba stołować się codziennie w drogich knajpach, żeby pojechać na wakacje. Wiadomo, nikt nie lubi na urlopie stać przy garach, ale jest tyle prostych i szybkich przepisów, że czasem warto się lekko poświęcić, żeby przeżyć fajną przygodę w fajnym miejscu. Zaręczam, że zapewnianie sobie posiłków nie wyczerpuje aż tak, żeby uznać wakacje za zmarnowane! Ogólnie wyżywienie na osobę to około 7-10 euro dziennie (z winem). Ceny w knajpach to przykładowo 5 euro za naleśnika, 18 euro za obiad bez picia (np. kurczak z ryżem). Więcej informacji dot. ceny jedzenia na Gwadelupie w podlinkowanym wpisie Basi.

Podsumowując – Karaiby są dość drogi miejscem na wakacje, ale to nie znaczy, że nieosiągalnym. Absolutnie nie możesz się zniechęcać i rezygnować z tego kierunku tylko dlatego, że w internetach piszą, że Cię nie stać. Nie wiem ile dokładnie wydałam na wyjazd, ale 2 tygodniowy urlop dla jednej osoby na gwadelupie może kosztować około 4 tysięcy złotych. To wychodzi mniej więcej tyle ile na Santorini i na pewno mniej niż w Barcelonie. Jeśli masz lepsze skille niż ja, może wydasz jeszcze mniej? Na pewno warto spróbować! Pamiętaj też, że im większą grupą się wybierzecie, tym łatwiej, bo koszty rozłożą się na kilka osób (tylko pamiętaj, że w samochodzie zmieści się 5! :D)

Mam nadzieję, że wyczerpałam temat i odpowiedziałam na wszystkie pytania, ale jeśli nie, zapraszam na swój instagram, albo do zostawiania komentarzy!