Jak dbać o włosy? Sekret pięknych włosów

Marzec 4, 2014 29 komentarzy

Kochani,
Dostaję od Was bardzo dużo pytań dotyczących moich włosów. Jak o nie dbam, co robię, że są takie długie i lśniące. Często prosicie mnie o taki wpis i w końcu zdecydowałam się go napisać, ale ostrzegam – możecie się rozczarować. Nie znajdziecie tu magicznych specyfików, ani innych cudów. 
Jak dbam o włosy?

1. Przykro mi, szampon nie ma znaczenia. Używałam setek różnych specyfików (wcale nie z niepohamowanej chęci testowania, po prostu myję włosy tym, co akurat mam pod ręką). Włosy myję co trzeci dzień i tutaj sprawdza się niewygodny fakt – częste mycie skraca życie (oczywiście kieruję się tym tylko i wyłącznie jeśli chodzi o włosy :P). Szampon jest detergentem, wysusza tak samo, jak mydło dłonie (tutaj znajdziecie wpis o najlepszych kremach do rąk), niezależnie od tego co obiecał Wam producent na opakowaniu. Dodatkowo przy częstym myciu włosy coraz szybciej się przetłuszczają – to normalne, skóra broni się przed wysuszeniem. Najlepiej więc przyzwyczaić włosy do rzadszego szorowania.

2. Nie stosuję odżywki. Prawdopodobnie to błąd, nie mam jednak na to czasu. Wynagradzam to włosom jedwabiem w sprayu i serum Pantene, ale o tym zaraz.

3. Nie suszę włosów suszarką. Od dziecięciu lat. W totalnie nieprzewidywalnych, nagłych wypadkach z bólem serca podsuszę włosy, najlepiej jednak mieć wtedy pod ręką suszarkę z chłodnym powietrzem. Gorące powietrze wysusza, sprzyja rozdwajaniu, jest be. Wolę wstać dwie godziny wcześniej i poczekać aż same wyschną. Przynajmniej jest większa szansa, że się nie spóźnię 😉

4. Po umyciu spryskuję je jedwabiem w płynie, który widzicie na zdjęciu. Producent dumnie nazwał to ekspresową odżywką regenerującą, co oczywiście jest bzdurą. Ma jednak inne zalety – dzięki niemu łatwiej jest rozczesać włosy, nadaje im też piękny połysk i przyjemnie pachnie. Uważajcie przy pryskaniu w łazience, ślizgają się po tym specyfiku kafelki i można się zabić.

5. Od września czeszę włosy tylko i wyłącznie szczotką Tangle Teezer. Kupiłam ją na minti shop i nigdy już nie zastąpię żadną inną. Wcześniej używałam takich o dużej powierzchni, przeznaczonych do włosów prostych, jednak za każdym razem traciłam sporo włosów. Tangle Teezer nie wyrywa! Poważnie, najpoważniej w świecie, tracę około 80% mniej przy każdym rozczesaniu. Dodatkowo po kilku miesiącach używania włosy stały się lśniące, bardziej gładkie. Nie jest niestety prawdą, że ta szczotka zapewnia błyskawiczne rozczesywanie – zajmuje mi to ponad 2 razy dłużej, ale summa summarum wolę poświęcić dodatkowe 5 minut i zachować swoje włosy tam gdzie ich miejsce. 
Różowa szczotka dla niemowląt o miękkim włosiu służy do mycia Tangle Teezera. Myję go delikatnie, pod ciepłą wodą, używając szamponu. Ząbki Tangle Teezera nie mogą się powykrzywiać, ani połamać, bo wtedy straci on swoje magiczne właściwości! Jest to najlepszy i najbezpieczniejszy sposób, dzięki któremu szczotka posłuży Wam na długo.

6. Nigdy nie farbowałam włosów. Pasemka w gimnazjum się nie liczą 😉 Kiedyś spryskiwałam je sprayem do rozjaśniania blondu, co nie zdało egzaminu – suche, rozdwojone końcówki, konieczność używania suszarki i w dodatku rudy odcień, nie polecam! Sam fakt naturalnego koloru prawdopodobnie daje bardzo dużo moim włosom, niestety uważam, że osoby zmieniające kolor co miesiąc nie mogą liczyć na piękne, zdrowe włosy. W końcu wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem! Nie istnieją żadne magiczne specyfiki, więc jeśli zniszczycie sobie włosy na własne życzenie, to niestety moje rady na nic się nie zdadzą… O pielęgnacji włosów farbowanych możecie poczytać u wantataste (tutaj).

7. Nie prostuję, nie kręcę lokówką. Między innymi dlatego, że żadna lokówka nie była wstanie pokręcić moich włosów (dopóki Modna Komoda nie pożyczyła mi swojej), a prostować nie muszę. Wysoka temperatura jednak nie pozostaje bez wpływu na nasze włosy, o czym pisałam w punkcie 3, moim zdaniem żadna lokówka nie będzie o wiele bezpieczniejsza niż żelazko, także rozumiecie… Jeśli macie jednak silną potrzebę prostowania/kręcenia, używajcie sprayu chroniącego włosy przed wysoką temperaturą. Właściwie to samo dotyczy suszenia. 

8. Nie tapiruję. Staram się nie przesadzać z ciężkimi kosmetykami do stylizacji, które sklejają lub plączą włosy. Nie wiem, czy Tangle Teezer poradziłby sobie ze szczurzym gniazdem, jakie miewałam kiedyś na głowie po tapirowaniu 😀 Dużo lepszą metodą na zwiększenie objętości jest stosowanie wałków, opisała to Ania w podlinkowanym przeze mnie poście (w punkcie 6). Lakier do włosów też wypadałoby ograniczyć, zatrzymuje wilgoć i koszmarnie wysusza.

9. Włosy myję rano, więc na noc przed umyciem nakładam na końcówki grubszą warstwę Serum scalającego rozdwojone końcówki Pantene (zielona buteleczka na zdjęciu). Nie wierzyłam w jego działanie i kupiłam go bardziej jako środek zapobiegawczy, ale przyznam, że ten środek jest niezastąpiony! Od ponad pół roku nie obcinałam końcówek i w zasadzie jeszcze nie muszę. Działa jak olejek na suche, rozdwojone końcówki, wchłania się (rano nie ma po nim śladu) i przepięknie pachnie. Dodatkowo jest bardzo wydajny, 75 ml wystarcza mi na około pół roku. Uwielbiam go i nie zamieniłabym na nic innego! 

10. Nie należy związywać włosów codziennie w tym samym miejscu. Śmiesznie to brzmi, ale kiedyś zaplatałam sobie codziennie na noc warkocz i byłam zdumiona, że w miejscu związywania ich gumką, na końcu warkocza praktycznie się wyłamały. Starajcie się nie zginać ich zawsze w tym samym miejscu, śpijcie z rozpuszczonymi włosami. O bezpiecznych dla włosów gumkach pisała ostatnio szafeczka.com (tutaj). Nie ważne, że to blog parentingowy, przeczytajcie!


Koniec tego wymądrzania się. Mam nadzieję, że weźmiecie sobie moje porady do serca i w Waszym przypadku również okażą się skuteczne! Dajcie znać, co dodałybyście do mojej listy! 🙂