Fenomen Yankee Candle

Styczeń 12, 2014 36 komentarzy
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie decydują się na kupno ajfona za grubą kasę, zamiast kupić telefon takiej samej klasy za dużo niższą cenę? Ja wiem! Bo ma j a b ł k o. No i jest ładny, oczywiście.
Reklama dźwignią handlu, mówią mądrzy ludzie. Jeśli wykreujesz swój produkt na ł a d n y i przede wszystkim f a j n y, ludzie kupią go w ciemno. Nie ważne, czy rzeczywiście jest ładny i fajny, jeśli wszyscy w to uwierzą.

Ostatnio w blogosferze zapanował szał na woski Yankee Candle. Blogerki nigdy szczególnie nie interesowały się zapachowymi świeczkami, olejkami ani ogólnie aromaterapią. Ciężko było znaleźć jakieś informacje na ten temat. Dziś wpisując Yankee Candle w google odkrywamy tysiące blogów recenzujących cudowne świeczki i równie wiele sklepów internetowych oferujących dystrybucję pożądanego przez wszystkich towaru. 
Swój zestaw Yankee Candle dostałam w prezencie gwiazdkowo-urodzinowym od Martyny z Modna Komoda. Woski zapachowe w formie tart to podobno świetny początek przygody z Yankee Candle. Do ich użycia niezbędny nam jest kominek. Najlepszą metodą zabawy z woskiem jest skruszenie części tarty w kominku i podpalenie pod nim podgrzewacza. Wosk roztapia się, a mieszkanie powoli wypełnia się miłym aromatem. Większość źródeł donosi, że absolutnie cały dom pachnie naszą świeczką. Trochę mnie to bawi, bo ciężko mi uwierzyć, że ta sama ilość wosku wystarczy na wyperfumowanie mieszkania o powierzchni 40 i 150 metrów kwadratowych (do mojej kuchni jakoś niestety zapach nigdy nie dotarł). Połowa tarty gwarantuje nam zapach utrzymujący się około 4-5 godzin. Do wyboru mamy szeroką gamę zapachów o wymyślnych nazwach (pink sands, apple spice potpourri, rainwashed berry, snowflake cookie). Wielką wadą YC jest dostępność – wciąż niewiele sklepów stacjonarnych oferuje świece i woski tej firmy. Możemy sobie więc kupić przez Internet, właściwie w ciemno, wyboru dokonując na podstawie obrazka i opisu konkretnego zapachu. Dodatkowo znaczna ilość zapachów nie jest w ogóle sprowadzana do Polski. Dyskusyjna jest również cena. Jedna tarta kosztuje około 6zł. Można to jeszcze znieść, ostatecznie nie jest ona jednorazowa. Musiałabym jednak mocno uderzyć się w głowę, żeby kupić sobie ŚWIECZKĘ  w słoiku za 99zł w promocji. No chyba, że słoik byłby pozłacany (a nie jest). Nie dajmy się zwariować. Mimo, że moje woski pachną naprawdę fajnie, to raczej nie planuję większych inwestycji w nie. W przyszłości pewnie domówię kilka tart, natomiast świece, małe czy duże, nie wchodzą w grę.

Ostatnio natomiast znalazłam na allegro chamską podróbę YC, mianowicie Yanke Candle (niewtajemniczeni nie zauważą braku jednego „E”, wosk wygląda dokładnie tak samo jak oryginalny). Takie cudaki kosztują 1,90 zł za sztukę, właśnie zastanawiam się nad zamówieniem i napisaniem dla Was recenzji porównawczej. Chcecie?