Lifestylowy blog o modzie i podróżach – aleksandranajda.com Personalny blog modowy i lifestylowy. Moda, uroda, styl życia i podróże. Ten blog lifestylowy jest poświęcony modzie, urodzie i podróżom. 2017-10-16T17:31:08Z http://aleksandranajda.com/feed/atom/ WordPress Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[Najnowsze zamówienia z aliexpress – realne zdjęcia]]> http://aleksandranajda.com/?p=10039 2017-10-16T17:31:08Z 2017-10-15T16:00:32Z Małe i duże zamówienia z aliexpress to nadal bardzo gorący temat na blogu. Zawsze dopominacie się o nowe posty w tym temacie i kiedy tylko nazbiera mi się sensowna liczba gadżetów do pokazania, staram się zaspokajać Waszą ciekawość. Ale szczerze mówiąc, tych zamówień jest coraz mniej, w dodatku wydaje mi się, że tyle tych paczek poprzychodziło, a zdjęć wychodzi dosłownie garstka. Wkrótce będę musiała przerzucić się na bardziej teoretyczne wpisy z tej kategorii, a póki co zapraszam wszystkich, którzy nie widzieli pozostałych na:

Świąteczne gadżety z Aliexpress

Zakupy z Sierpnia

Gadżety dla psa z Aliexpress (Stich nadal rządzi w naszym domu!)

Zakupy z Lutego 

i absolutny, niekwestionowany hit…

100 rzeczy, które warto zamówić z Aliexpress

 

a co wpadło mi do koszyka od Sierpnia?

Kolejne papierowe słomki, które co prawda służą mi głównie do zdjęć, bo szkoda mi ich używać, ale i do picia sprawdzają się świetnie. Myślę poważnie nad zamówieniem ich na własne wesele. Mam jeszcze czas, więc po co przepłacać? Jakościowo są doskonałe. >link bezpośredni< Najpiękniejsze łyżeczki jakie widziałam! Usychałam z zazdrości, kiedy moja przyjaciółka upolowała pozłacane łyżeczki na allegro. Teraz mam własne. Może złote, to one nie są, ale cieszą oko. Dostał mi się też jeden widelec, którego albo przeoczyłam na aukcji, albo nie powinno go tam wcale być. Będzie dobry do ciast, do których pieczenia zamierzam wreszcie wrócić. >link bezpośredni<.

Przesłodka zakładka na długie jesienne i zimowe wieczory – śpiący kotek. Tygrysica mojej babci musiałaby upaść na głowę, żeby zasnąć u kogoś na kolanach i słodko, niewinnie mruczeć, musiałam więc znaleźć substytut. Może nie grzeje kolan, ale za to pięknie wygląda. >link bezpośredni<.

Kubki MRS i MR, które widzicie na zdjęciu nie są z Alie, ale na pewno będziecie o nie pytać – >link bezpośredni<. Podkładki „drewniane plastry” mam z dawandy, ale na Aliexpress też są. >link bezpośredni<. Przepiękne naprasowanki na ubrania, w tylu wzorach i kolorach, że momentalnie można dostać oczopląsu. Są w świetnych cenach i na pewno znajdziecie takie, których nie ma co druga dziewczyna na kurtce ze Stradivariusa. Róże posłużą mi wiosną do odpicowania trampek, flaming będzie cudownie wyglądał na jeansowej kurce, a ptaszki poćwierkają na jeansach. Kiedy ta wiosna? >link bezpośredni<.

Na krześle moi mili widzicie babcine gacie, które obciach pokazać. Ale one nie są do pokazywania, tylko do dopasowanych sukienek. Figura modelki gwarantowana i co najważniejsze – można jeść do syta, nic nie będzie widać. >link bezpośredni<. Obok błękitnego spadochronu mamy też piękną i tanią opaskę do włosów, jeśli lubicie taki klimat. Ja planuję polubić, chociaż w tym roku nie zdążyłam jej założyć. >link bezpośredni<Na koniec trochę papeterii, czyli rożki do albumów >link bezpośredni< i kompletnie bezużyteczne, ale za to piękne naklejki z flamingami >link bezpośredni<. A także kolejny ring do telefonu (ringi za dolara wytrzymują średnio 2 miesiące, warto zamówić kilka i trzymać na zapas). >link bezpośredni<. No i palma, bo ostatnio odbiła mi palma i prawie zrobiłam taki tatuaż. Na szczęście zorientowałam się, że odkąd zrobiła go Kenza, ma go pół świata więc postawiłam na łańcuszek. Nie chcę nosić na ciele nic, czego nie będę mogła… zdjąć. >link bezpośredni<.

]]>
3
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[50 świątecznych rzeczy, które za chwilę zamówisz na Aliexpress: Boże Narodzenie 2017!]]> http://aleksandranajda.com/?p=9968 2017-10-16T17:29:35Z 2017-10-04T16:03:03Z Od ostatniego dnia lata odliczasz czas do świąt? Wsłuchujesz się w radio czekając na świąteczne nutki? Nie możesz się doczekać aż dyniowe kawy w kawiarniach zastąpią te zimowe? A może tak jak ja wkurzasz się na widok świątecznych ozdóbek w Październiku? Tak czy inaczej, jeśli jest w Tobie chociaż cień świątecznego maniaka – ten wpis jest dla Ciebie. Publikuję go już dziś, bo każdy kto chociaż raz zamawiał z Aliexpress wie, że świąteczne pierdoły warto kliknąć już dzisiaj, jeśli chcemy nimi cieszyć się w tym roku. Przekopałam dla Was całe Chiny w poszukiwaniu ładnych/śmiesznych/wartych zamówienia bożonarodzeniowych akcesoriów.  Bierzcie i klikajcie z tego wszyscy!

Przypominam też o wpisie: 100 rzeczy, które warto zamówić na Aliexpress. Koniecznie dajcie mi znać, jeśli zauważycie, że jakiś link przestał działać.

Dekoracja domu

1. światełka led nadają przytulny charakter każdemu wnętrzu. Ja mam gwiazdki z Ikea, ale te są równie ładne i na pewno rzadziej spotykane! | 2. Portki Mikołaja na słodycze | 3. Ozdobne pierniki do dekoracji stroików albo choinki | 4. Piękny kocyk „syrenka” w świątecznym klimacie (uwaga na rozmiary!) | 5. Żenująca dekoracja na papier toaletowy. Pokrowca na klapę w kształcie głowy Mikołaja Wam wspaniałomyślnie oszczędzę! | 6. Naklejki na szybę, dobre do restauracji albo do domu. | 7. Ozdobne poduszki za grosze, bardzo dużo wzorów do wyboru! | 8. Ledowe gwiazdki do powieszenia | 9. Choinka dla dzieci na drzwi (elementy przyczepia się na rzepy). | 10. Złote jabłuszka (miałam takie w dzieciństwie!) do powieszenia na przykład na choince. | 11. Ozdobna gwiazda | 12. Kalendarz adwentowy | 13. Światełka led do słoika, w tym roku na pewno takie zamówię!

Dekoracja stołu

14. Różne rodzaje serwetek, stacjonarnie na pewno znajdziecie takie w Tigerze, tylko trochę drożej. Ogólnie Tiger to jedno wielkie Aliexpress na „żywo”. | 15. Ozdobne złote liście na stół lub na choinkę. Uważajcie na ilość w paczkach! | 16. Wąski obrus, nie wiem jak to się nazywa, kładzie się go dla ozdoby na zwykły, biały. Ja zamówiłam właśnie ten ze zdjęcia, ale na aukcji znajdziecie różne wzory. | 17. Różne rodzaje papierowych słomek, uwielbiam wszelkie słomki z Alie, mam już całą kolekcję! Klasyczne w paski i choinkowe wzory. | 18. Coś szalonego – skarpetki do nóg od krzesła. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, ciekawa jestem czy się trzymają. | 19. Ozdoby do kieliszka, na pewno trochę niewygodnie się z nimi pije… | 20. Kolejne ozdoby na krzesła. Trochę tandeta, ale jeśli ma się duży stół (i dużą rodzinę) i ozdobi się w ten sposób tylko dwa krzesła, może to wyglądać świetnie. | 21. „Pokrowce” na sztućce, których również jeszcze u nikogo nie widziałam. Albo takie też ładne, a takie porządniejsze. | 22. Świąteczne łyżeczki! Łyżeczki z alie również zbieram, ale tych w mojej kolekcji jeszcze nie ma. Wydaje mi się, że takie własnie ma @modnakomoda (śledźcie jej instagram, na pewno będzie dodawać milion świątecznych zdjęć, w tamtym roku robiła świąteczne wyzwanie). | 23. Nie do końca świąteczne, ale zimowe podkładki pod kubki. Mam takie z wypalanymi napisami, te są moim zdaniem lepsze, bo gładkie. | 24. Kubraczek na wino! W mojej rodzinie raczej nie pije się w święta, ale ja zamierzam wprowadzić swoją własną tradycję. Uwielbiam wino, a takie ubranko na butelkę jest urocze! | 25. Poniekąd związane z poprzednim punktem – charmsy na kieliszki do wina. Piękne! Pierwsze i drugie.

Pakowanie prezentów

26. Naklejki na prezenty, albo do kartek świątecznych, jeśli ktoś z Was jeszcze takie wysyła. Te podlinkowane są o niebo słodsze niż te w grafice. | 27. Aplikacje, które można przykleić do prezentów | 28. Różnego rodzaju tagi prezentowe, etykietki. Z napisem albo z czapką Mikołaja. | 29. Ekologiczne torebki na prezenty (uwaga na rozmiar!). | 30. Jeśli lubicie pakować prezenty ekologicznie i minimalistycznie, na przykład w szary papier, to na pewno przydadzą Wam się te ozdobne sznurki i te piękne wstążki. Doskonale pasują! | 31. Charmsy, ozdóbki, które można na przykład przywiązać zwykłym sznureczkiem do prezentu. | 32. Duże i małe worki na prezenty, w małych można schować na przykład własnoręcznie upieczone ciasteczka. Super pomysł, prawda? | 33. Mnóstwo wzorów tasiemek do prezentów. Takie różnorodne i takie klasyczne.

Świąteczna Impreza

34. Mikołaje i pingwinki do „trzymania lizaków” – dobry pomysł na przykład na Mikołajki dla dzieci w przedszkolu. | 35. Balony złote gwiazdki na hel, tylko gdzie można takie nadmuchać? | 36. Gadżety do fotobudki na firmową imprezę świąteczną. | 37. Biedniejsze i lepsze girlandy do ozdoby, wbrew pozorom nie różnią się aż tak cenowo. Zamówiłabym raczej te drugie, wyglądają na lepsze jakościowo. | 38. Całkowicie idiotyczne różki renifera, kompletnie nie wiem po co to komu, ale śmieszne. | 39. Piękne winietki na stół. Ciekawa jestem jak z ich jakością, bo po tym zdjęciu uważam, że nadają się też na ślub w święta.

Świąteczna szafa

40. Onesie z reniferem, to coś w czym zdecydowanie widziałabym moją przyjaciółkę. Totalnie! | 41. Sukienka ze świątecznym motywem, może niezbyt elegancka na Wigilię, ale na drugi dzień świąt czemu nie. Najpewniej marnej jakości, ale założysz ją max 3 razy w grudniu! | 42. Dla wielbicieli i wielbicielek kolorowych skarpetek (ja nadal prawie zawsze mam na sobie białe) mikołajowe skarpety. Na Alie są często bardzo dobrej jakości, więc może warto sobie kliknąć w tej cenie? | 43. i 45 to odpowiednio świąteczny krawat  świąteczna mucha czyli gadżety, na które większość facetów nawet nie spojrzy. Wybrałam wzory w miarę z klasą (jak na okoliczności) więc może jednak komuś wpadnie w oko. | 44. Tak, dobrze widzicie, to są świąteczne majty i dla mnie zaliczają się do tej samej kategorii co świąteczne skarpety, ALE odrobina szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła, prawda? Te z kotem są tu. | 46. Różne ubranka na telefon, niektóre takie z klasą, inne kompletnie przerysowane. Dla każdego coś miłego za dolca. | 47. Szal w drobne, złote renifery w przepięknym, bordowym kolorze (kolor jest do wyboru). Zakochałam się w nim i na pewno go kliknę! | 48. Klasyka tematu – czapka Mikołaja z pomponem | 49. Body dla najmłodszego członka rodziny, dużo uroczych wzorów! | 50. Ubranka dla czworonoga. Niektóre spoko, inne zaprojektowane po to, żeby upokorzyć biednego psa. Które wybieracie? Z kapturkiem, sweterkowy, upokarzający.

 

W repertuarze miałam również piękny świąteczny sweter i śliczną piżamę, ale niestety zanim na dobre zabrałam się do tego tekstu zostały wyprzedane. Jeśli trafię na coś sensownego, uzupełnię linki w pogrubionych słowach. Wpis zajął mi milion godzin, więc jeśli Ci się spodobał, udostępnij proszę na fejsie, może innym też się przyda. Daj też znać, jeśli jakiś link nie działa – będę poprawiać (wyprzedane aukcje znikają i otwiera się pusta storna). Dzięki!

]]>
14
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[Zestaw dnia w miejskim klimacie i wielka wyprzedaż sezonowa na Shopbopie!]]> http://aleksandranajda.com/?p=9977 2017-09-28T17:09:31Z 2017-09-28T17:09:31Z Wielkimi krokami zbliża się szara, brzydka i zimna jesień. Czekają nas długie tygodnie krótkich dni, spędzonych pod kocem z kubkiem herbaty i dobrą książką. Na dysku mam jednak jeszcze kilka letnich wspomnień, którymi chciałabym się z Wami podzielić, a przy okazji niosę dobrą nowinę. Wczoraj rozpoczęła się sezonowa wyprzedaż na Shopbopie, czyli tam gdzie kupuję swoje markowe dodatki. Szczegóły niżej!

za zdjęcia dziękuję Marcie z Kreujeswojeżycie

Wyprzedaż rozpoczęła się wczoraj, więc jeszcze tylko dzisiaj i jutro macie szanse upolować super rzeczy do 25% taniej. Kod to EOTS17, najfajniejsze jest to, że liczą się też łupy z wyprzedaży! Niestety nie wszystkie marki biorą udział w tym evencie, ale pod każdym produktem jest wzmianka o tym, czy uczestniczy w wyprzedaży. Okulary, które mam na sobie w tym wpisie znajdziecie pod tym linkiem, a torebka ze zdjęcia poniżej znajduje się tutaj.

Koniecznie wpadnijcie na Facebooka i zobaczcie, co upolowałam dla siebie! Dajcie mi znać, czy hity, czy upadłam na głowę…

 

]]>
1
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[Depilacja laserowa LightSheer Duet – czy to działa i czy to boli]]> http://aleksandranajda.com/?p=9957 2017-09-22T16:48:30Z 2017-09-22T16:48:30Z Kobieta nie powinna mieć żadnych włosów poniżej nosa. Chyba każdy się ze mną zgodzi w tej kwestii. Odkąd nadeszła era depilacji laserowej, coraz więcej kobiet decyduje się na trwałe usunięcie włosków i pożegnanie z maszynką czy depilatorem. W końcu na zabieg zdecydowałam się i ja. Pod postem na instagramie czytelniczki (i czytelnicy!) zadawali mi pytania dotyczące serii zabiegów depilacji, jakiej się podjęłam. Jestem aktualnie po dwóch wizytach w salonie współpracującym z Depilacja.pl, więc mogę już uchylić rąbka tajemnicy. Oto najczęściej zadawane pytania o depilację laserem LightSheer Duet!

Czy to boli (i jak bardzo)?

To trudne pytanie, bo jak na pewno wiesz, każdy ma inny próg bólu. Jedni nie czują prawie nic, inni potrzebują znieczulenia choćby maścią typu emla, żeby w ogóle przetrzymać zabieg, jednak są to z reguły osoby o wrodzonym, bardzo niskim progu bólu. Nie będę Cię jednak oszukiwać – to nie jest wizyta w spa, oczywiście, że trochę boli, jest nieprzyjemne. Głowica lasera zasysa skórę i przez kilka sekund czujesz gorący strzał. Potrzeba około 4 takich strzałów na każdą pachę i około 10 na głębokie bikini. Do depilacji okolic bikini  używamy 2 głowic, ta druga posiada wbudowany system chłodzenia skóry i służy do pozbywania się włosków z małych, trudnodostępnych powierzchni. W moim odczuciu „strzały” chłodzącą częścią są znacznie mniej niekomfortowe. Ogółem – mój próg bólu jest dość niski, a na laser chodzę bo wiem, że będę zadowolona z efektów. Jeśli zabieg jest odczuwalny znaczy że działa. Czasem warto trochę pocierpieć, żeby osiągnąć święty spokój. Nie poleciłabym Ci takiego zabiegu, gdyby ból był nie do wytrzymania, a efekt nie warty zachodu.

Ile trwa jeden zabieg?

Mój komplet pachy + bikini do zera trwa około pół godziny. Czyli zdążysz wyskoczyć z pracy w przerwie na lunch i nawet jeszcze przekąsisz coś po drodze. Pół godzinki co sześć tygodni i koniec męczarni, najprawdopodobniej na zawsze. Koniec męczarni z codziennym goleniem maszynką i podrażnioną skórą. Ogromna wygoda i komfort każdego dnia.

Po jakim czasie widać pierwsze efekty?

Pierwsze efekty widać już po dwóch – trzech tygodniach od pierwszego zabiegu. Na początku włoski odrastają, ale po 2-3 tygodniach wypadają te, które zostały „trafione” laserem (które w czasie zabiegu były w anagenie, czyli aktywnej fazie wzrostu , gdyż na takie działa laser).  U mnie w okolicy bikini zniknęła około 1/5 włosów właśnie po pierwszym zabiegu. Warto dodać że znikają one kępkami albo raczej pasmami. Po dwóch seriach lasera mam tylko jedną śmieszną kępkę włosków pod prawą pachą, a włoski, które odrastają, są zauważalnie słabsze, niż kiedyś. Nad bikini jeszcze musimy popracować, ale jesteśmy na dobrej drodze. Czeka mnie w końcu jeszcze ok 5 zabiegów.

Ile zabiegów trzeba wykonać, żeby całkowicie pozbyć się owłosienia?

Zwykle należy wykonać cykl 6 – 8 zabiegów w odstępach około 7 tygodni. Po każdym zabiegu początkowo włosy zaczynają normalnie rosnąć, ale po 2-3 tygodniach ok 20-30 % włosów zaczyna wypadać. Po około 6 tygodniach należy wykonać kolejny zabieg. Po każdej depilacji będzie odrastać coraz mniej nowych włosów, aż do ich całkowitego zaniku. Pamiętaj jednak, że liczba zabiegów to kwestia indywidualna i to, że Twoja koleżanka miała ich 5 nie znaczy, że Ty nie będziesz potrzebować dziewięciu…

Jaki jest zakres cenowy serii lasera?

Pamiętam czasy, kiedy laser był dobrem na tyle luksusowym, że nikt z niego nie korzystał. Cóż, na szczęście te czasy minęły. Pakiet na calutkie ciało w opcji „do skutku” kosztuje trochę ponad 4 tysiące. Szczegóły w cenniku depilacja.pl. Moim zdaniem warto się zdecydować na komplet, bo taka opcja jest najtańsza, pozwala zaoszczędzić pieniądze i od razu mamy gładkie ciało za jednym zamachem – gwarantuje Ci to spokój na zawsze. Sama skorzystałabym właśnie z pełnego zakresu, gdyby nie moje ciągłe podróże. Ale podejrzewam, że to kwestia czasu bo ciągłe golenie przy moim trybie życia naprawdę jest męczące.

Czy włoski znikają raz na zawsze?

Prawidłowo wykonana depilacja, jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań u Pacjenta daje trwałą skuteczność i włosy nie powinny już odrastać. Jednak czasem zdarza się, że nieliczne włosy mogą odrastać w ciągu życia ponieważ organizm ludzki ma zdolność do regeneracji (wpływ na taki stan może mieć uaktywnienie uśpionych mieszków włosowych przy np. zmianach hormonalnych), ale ich ilość jest niewielka i z reguły są to włosy niewidoczne – delikatne i jaśniejsze. Zaleca się wtedy przeprowadzenie zabiegu przypominającego raz na rok lub dwa, który wystarczy, aby utrzymać efekt gładkiej skóry.

Jeśli chodzi o hormony – osoby mające takie zaburzenia powinny najpierw regulować sobie je lekami i wtedy wykonywać depilację laserową.  Wśród populacji jest też ok 3% ludzi którzy nie reagują na laser ale to naprawdę znikomy odsetek!

Czy zabiegi można wykonywać w lecie?

Tak można, bez problemu. Zaleca się jednak wykonywanie zabiegu w miejscach, które nie są wystawione na promieniowanie słoneczne, czyli na przykład bikini i pachy. Nie należy tych rejonów opalać.

Czy to bezpieczne dla skóry?

Depilacja laserem Light Sheer DUET jest zupełnie bezpieczna, wykonywana przez przeszkolonych specjalistów. Sam laser natomiast posiada wszelkie niezbędne certyfikaty. Zabiegi Light Sheer Duet przepisywane są przez dermatologów pacjentom mającym problemy z zapaleniem mieszków, wrastającymi włosami lub u których żadne inne metody nie przynoszą rezultatów.

Laser diodowy LightSheer Duet to produkt amerykańskiej firmy Lumienis – światowy lider w produkcji laserów medycznych i kosmetycznych. O jego jakości i skuteczności świadczy honorowany na całym świece certyfikat FDA wydawany przez amerykański urząd ds. Żywności i Leków FDA oraz certyfikaty odpowiednich instytucji Europejskich, w tym ISO 9001. Gwarantuje bezpieczne i długotrwałe usuwanie niechcianego owłosienia praktycznie z każdej części ciała.

Wiązka światła lasera przenika przez skórę i niszczy mieszki włosowe, nie narusza jednak delikatnej struktury naskórka ani okolicznych tkanek jak w przypadku metody IPL. 

Przed zabiegiem zawsze przeprowadza się konsultacje wraz z wywiadem medycznym aby potem bezpiecznie wykonać pełną depilację. Już w trakcie zapisu telefonicznego można  uzyskać odpowiedź na nurtujące pytania zanim trafimy bezpośrednio do salonu.

Czy tym laserem można się poparzyć?

Prawidłowo wykonana depilacja nie powoduje poparzenia naskórka, uszkodzeń czy podrażnień skóry,  może więc być wykonywany nawet w tak wrażliwych miejscach jak pachy, strefa bikini czy górna warga. Bezpośrednio po zabiegu depilacji laserowej skóra może być zaczerwieniona i jest to naturalna reakcja W obrębie mieszków włosowych pojawiają się czerwone punkciki, polecam balsam po depilacji z profesjonalnej linii Depilacji.pl , który świetnie łagodzi i pielęgnuje skórę po tego typu zabiegach, jeśli przestrzegamy zaleceń przed i po zabiegowych nie ma powodów do obaw.

Czy laser działa też na jasne włoski?

Na bardzo jasne niestety nie – jeśli Twoje włoski są siwe, blond lub rude, masz małe szanse na pozbycie się ich za pomocą lasera. Jeśli jednak włos jest ciemniejszy niż skóra to jak najbardziej warto taki zabieg wykonać.  Światło lasera  pochłaniane jest przez melaninę znajdującą się w mieszku włosowym. Melanina odbiera energię, którą przekazuje laser. W ten sposób ulega zniszczeniu, a z nią cały mieszek. W razie wątpliwości polecam bezpłatną konsultację w salonie pod okiem specjalisty.

Jak trzeba się przygotować do zabiegu?

Przed depilacją trzeba zgolić włosy maszynką, aby nie uległy spaleniu. Nie należy stosować kremów ani antyperspirantu na depilowane miejsca w dniu zabiegu. Poczytaj więcej o przygotowaniu do zabiegu w zakładce „przygotowanie do zabiegu”. Strona ta jest bardzo profesjonalnie przygotowana i znajdziesz tu odpowiedzi na wszystkie swoje pytania!

]]>
5
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[Random Favorites #3 – ulubieńcy lipca i sierpnia]]> http://aleksandranajda.com/?p=9929 2017-08-31T19:17:26Z 2017-08-31T19:17:26Z Latem nie testowałam zbyt wielu nowości, nie szukałam ideałów, nie chodziłam po sklepach. Latem wyciągnęłam z szafy ulubione sukienki i znajome zapachy. Odwiedziłam wszystkie ukochane miejsca w mieście i dałam się ponieść wspomnieniom. Nie mam dla Was zbyt wielu ulubieńców, mimo że z publikacją zwlekałam dwa razy dłużej niż zwykle, ale obiecuję, że to same hity!

1. Kubek z jednorożcem – marzyłam o nim od wiosny i wzdychałam do niego tak głośno, że w końcu przyniósł mi go kurier. Wraz z pasującym talerzykiem. Aga z mymugcompany ma dla Was zniżkę – 10% na hasło OLA, korzystajcie i niech Wasza jesień będzie tęczowa! Zniżka ważna do 7 września!

2. Sheer Love to zapach, który dostałam na urodziny od mojej przyjaciółki, Modnej Komody. Mam urodziny w grudniu, ale mimo to mgiełka zawsze będzie mi się kojarzyć z latem i słonecznymi popołudniami spędzonymi z Martyną. Jest dla mnie wyjątkowy i jest bardziej ulubieńcem życia, niż tego lata. Powąchajcie, jeśli będziecie mieć okazję!  3. Wiecie, że lubię produkty marki Nivea i zdecydowanie dominują one w mojej łazience. Tym razem testowałam musy do kąpieli w piance, czyli produkt typowo pod prysznic. Pianka służy do mycia ciała, z tym że pozostawia skórę miękką i milutką w dotyku. Mam dwie wersje tego produktu – słodką, rabarbarową w której totalnie się zakochałam od pierwszego powąchania (a musicie wiedzieć, że nienawidzę rabarbaru – z przyczyn osobistych) i drugą świeżą, cytrynową, którą planuję zabrać na następny wyjazd. Koniecznie zobaczcie stronę Nivea, bo można tam się załapać na takie właśnie testowanie nowych produktów. Kiedy podesłałam Wam ten link w maju, wiele czytelniczek było zaskoczonych, że faktycznie dostały olejki w kremie. Także tak, to działa!  4. Nowość z Biedronki, o której opowiadałam Wam ostatnio na stories i która zajęła ogromne miejsce w moim sercu (i lodówce). „Sałatka” z hummusem i kaszą bulgur jest absolutnie obłędna. Spełnia wszystkie moje wygórowane, kulinarne oczekiwania, ale nie jestem Wam w stanie przekazać jej smaku przez klawiaturę, dlatego musicie sami zainwestować 6 zł i zapolować na nią w Biedrze. PS wersja klasyczna jest lepsza.

5. Nie krzyczcie na mnie! Wiem, że było… Zrobiłam zdjęcia do tego wpisu myśląc sercem o tym, co faktycznie towarzyszyło mi całe lato. Kompletnie zapomniałam o tym, że serum Iossi od Hani pokazywałam Wam już w czerwcu. Ale zamiast wyrzucić to zdjęcie stwierdziłam, a co tam! Warto powiedzieć Wam jeszcze raz – to najlepsze serum z jakim spotkałam się w życiu. A na hasło aleksandranajda macie teraz 10% zniżki w sklepie Hani. Korzystajcie, bo wszystkie fajne okazje szybko tracą ważność! 6. Zamiast kawy ostatnio pracując nad blogiem zdecydowanie wolę zaparzyć sobie Yerba Mate. Nauczyłam się tego od taty i powoli wchodzi mi w nawyk. Na pewno to zdrowsza alternatywa dla słodkiego cappuccino. Najbardziej smakuje mi ta od Geen Hills. A Wy, lubicie Yerba Mate? A może klasyczną zieloną herbatę?

7. Jak wszyscy doskonale wiedzą, zielona sukienka z lumpeksu wpadła w moje ręce dość niedawno, bo pod koniec lipca. Szybko jednak stała się moją ulubioną i na pewno się jej nie pozbędę! Widzieliście całą stylizację w poprzednim wpisie? Koniecznie zobaczcie, jak wygląda w całej swej okazałości. Życzę Wam samych takich lumpeksowych zdobyczy!

8. Jezioro czerniakowskie latem to moje ulubione miejsce. Znajduje się zupełnie niedaleko galerii handlowej Sadyba i jest całkiem sporym zbiornikiem wodnym. Niektórzy nawet się tam kąpią, ale my poprzestajemy na spacerach i podziwianiu przyrody (to jest rezerwat!). W tym roku udało nam się je odwiedzić również o wschodzie słońca, z czego bardzo się cieszę (chociaż liczyłam, że wreszcie zobaczymy te bobry, które rzekomo tam żyją…). O świcie wygląda wtedy jeszcze piękniej, tak spokojnie…

9. Lody w Limoni i lody Soprano (świderki). Chociaż nie zrobiłam im porządnego zdjęcia, na pewno widzieliście je setki razy na insta stories – obżerałam się nimi całe lato, nawet dzisiaj. Jeśli nie znacie tego smaku (mówię tutaj szczególnie o Limoni) to musicie koniecznie nadrobić, póki pogoda sprzyja takim deserom.

]]>
2
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[Zainspiruj się zapachem – 3 stylizacje inspirowane Lenor Unstoppables]]> http://aleksandranajda.com/?p=9881 2017-09-19T20:59:37Z 2017-08-30T17:51:35Z Jaki był pierwszy zapach, jaki pamiętasz?

Mój to zdecydowanie zapach kąpieli, mydełka dla dzieci i świeżego prania. Na zawsze będzie kojarzył mi się z bezpieczeństwem i beztroską.

Są zapachy, które przypominają słodkie wspomnienia, pierwsze perfumy, licealną miłość. Są takie, które przywołują na myśl wakacje i morską bryzę o poranku. A niektóre kojarzą się ze smutkiem i złamanym sercem. To dokładnie tak samo jak z muzyką. Mamy ułożone playlisty na dobre i na złe dni, a także na te, które mamy ochotę spędzić z nosem pod kołdrą. Najważniejsze, to wybierać nuty bliskie sercu, otaczać się dobrymi wspomnieniami i zapachami, które wzbudzają pozytywne skojarzenia nie tylko u innych, ale przede wszystkim w nas samych. Dobry humor, dobry dzień, dobry tydzień i dobry rok zaczynają się w środku, w naszym sercu. Jeśli wybierzesz pozytywną melodię na dzień dobry i zapach bliski Twojemu sercu, wierzę, że jesteś w połowie drogi do sukcesu. Ja rzadko używam perfum, intensywne zapachy drażnią mojego narzeczonego. Przyjaciołom i rodzinie mój zapach kojarzy się z pachnącym świeżością praniem. Biorąc pod uwagę zapach mojego dzieciństwa, to chyba dobrze, prawda?

Marka Lenor zaprosiła mnie (i Ciebie też) do małej zabawy w skojarzenia. Stworzyłam 3 stylizacje inspirowane kolorami i zapachami perełek zapachowych Lenor Unstoppables. To właśnie dzięki temu produktowi do prania moje ubrania pachną dłużej i intensywniej. W zasadzie to takie perfumy stworzone specjalnie dla nich. Perełki wystarczy wsypać do bębna pralki, aby nadać naszemu praniu niepowtarzalnego zapachu. Na półkach sklepowych znajdziemy trzy warianty zapachowe – Fresh, kojarzący mi się z siłą wodospadu, słodki lekko azjatycki Bliss, przypominający mi o najlepszej zimie mojego życia i luksusowy Lavish, pasujący do najlepszych i najbardziej dopieszczonych dodatków w mojej szafie. Od października w Polsce będzie dostępny także Dreams, odprężający zapach idealny na jesień i do prania pościeli i kolekcji moich piżamek. I co w związku z tym? Zobacz niżej!

kombinezon – lumpex; okulary – Ray Ban via Shopbop; koszyk – no name; sandały – Kate Spade via Shopbop

sukienka – Promod; torebka – Michael Kors via Shopbop; sandały – Deichmann

bransoletka – Michael Kors; kolczyki – Tory Burch via Shopbop sukienka – lumpex; szpilki – Aquazurra Belgravia via Shopbop bransoletka – Shashi via Shopbop; torebka Tory Burch via Shopbop

Teraz coś dla Was!

Chcę podzielić się z Wami zapachami, które szczerze przypadły mi do gustu. Mam dla Was 5 zestawów perełek zapachowych Lenor Unstoppables Fresh + Lavish + Bliss. Wystarczy, że podzielisz się ze mną w komentarzu tym, jaki zapach przywołuje Twoje najmilsze wspomnienia, a masz szansę na wygraną. Maila, jakiego zostawiasz w formularzu, widzę tylko ja, więc nie pójdzie nigdzie dalej, a posłuży mi do kontaktu ze zwycięzcami. Na odpowiedzi czekam do 17 września do końca dnia.

KONIEC!

Konkurs, choć przedłużony, dobiegł już końca. Wszystkie Wasze wiadomości były wyjątkowe – w końcu to Wasze wspomnienia! Mega ciężko było mi wybrać, bo najchętniej nagrodziłabym wszystkich. Tym razem nagrody trafiają jednak do:

Natalia
KOSMETOLOG MARTA MAJSZYK
J0ASIA
JULIA
NATALIA

]]>
33
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[Aquazurra Belgravia Lace Up Heels porównanie podróbki z oryginałem]]> http://aleksandranajda.com/?p=9808 2017-08-17T18:43:52Z 2017-08-17T18:43:52Z Chwilę temu pokazywałam Wam swój najnowszy łup z Shopbopa – wymarzone szpilki Aquazurra. Mój model to Belgravia. Wcześniej, zanim w ogóle zapoznałam się z większą ilością modeli tej marki, w mojej szafie mieszkały… podróbki! Kiedyś nie wiedziałam, że chińczyk podrabia wszystko jak leci i naiwnie wierzyłam, że na chińskiej stronie mogą być zwyczajne, ładne no name. Ależ się pomyliłam… Po tym jak zorientowałam się, że moje ulubione szpilki to wstrętna podróba, przestałam je nosić. Zwyczajnie przestały mi dawać radość. Nie akceptuję kradzieży w żadnej formie, a kradzież własności intelektualnej niczym nie różni się od tej sklepowej. Osoby które noszą podróbki kupują świadomie kradzione rzeczy. Ja do nich nie należę.

Dziś wyciągnęłam z szafy swoje stare buty, żeby pokazać Wam czy i jak bardzo się od siebie różnią. Za co tak naprawdę płacimy?

*oryginalne to oczywiście te z ciemniejszym środkiem

Nie ulega wątpliwości, że te dwie pary szpilek ogromnie różnią się od siebie jakością (materiałem, wykonaniem). Odwzorowanie modelu jest dość wierne, jednak nie sądzę, żeby chińska wersja przetrwała chociaż jeden sezon regularnego chodzenia (ja używałam ich głównie do zdjęć i na krótkie wyjścia – nie są zbyt wygodne). Diabeł tkwi w szczegółach – oryginalny produkt nie ma żadnych wizualnych wad. Żadnego błędu w szyciu, żadnego widocznego kleju. Każdy detal zrobiony jest z najwyższą starannością. Skóra jest miękka, rzemyki nie wbijają się w stopy a buty są doskonale wyprofilowane. Nie powiem, że czuję się w nich tak samo jak w trampkach, bo podejrzewam, że takie szpilki istnieją tylko w bajkach. Niemniej jednak Belgravia zaliczam do najwygodniejszych par w mojej szafie, bez dwóch zdań.

Czy jednak warto brać hipotekę pod dom, żeby kupić szpilki za kilka tysięcy? No błagam, nie. Chyba, że taka kwota w żaden sposób nie jest odczuwalna dla Waszego portfela, wtedy polecam te szpilki z czystym sumieniem. Ja zamówiłam je pod wpływem przeceny, a także dlatego, że chodziły (stukały) mi po głowie od tak dawna, że żałowałabym przez długie miesiące, jeśli bym ich nie kliknęła. Nie zamierzam Wam jednak wciskać ściemy, że są na tyle różne od butów z popularnej sieci na D. że warto odmawiać sobie dla nich jedzenia i wody.

Płaci się za markę.

Płaci się za ich kształt, kolor, za zapach, za metkę made in Italy, za to że jakiś geniusz siedzi tam i wymyśla najpiękniejsze buty na świecie, jedne po drugich. I niech Was ręka boska broni go okradać, bo tego wspierać na pewno nie będę. Wymyślcie coś tak zajebistego, czego będą pragnąć i pożądać kobiety na całym świecie, wtedy będziecie za swoje produkty wołać tyle szmalu, ile Wam się tylko zamarzy. Póki co mamy do wyboru kupić te buty po cenie, jaka jest nam proponowana lub wybrać zupełnie inne, równie dobrej jakości, skórzane buty lokalnego producenta. Albo takie z sieciówki. Namawiam Was jednak do stawiania na jakość, nie na ilość, bo komfort noszenia porządnego obuwia jest nie do opisania i bez porównania z chińskim shitem z Zary. Nogi macie jedne, stopy też.

Szpilki zamówiłam z tej konkretnej strony. 

]]>
0
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[Najnowsze zakupy z Aliexpress]]> http://aleksandranajda.com/?p=9857 2017-08-07T19:07:17Z 2017-08-07T19:07:17Z Moje zakupy z Aliexpress to chyba jeden z Waszych ulubionych tematów! Wciąż wracacie chętnie do wpisu 100 pomysłów na to, co zamówić z Alie, a mnie to bardzo cieszy, bo w końcu ładnych kilka dni nad nim posiedziałam… Część linków w tamtym wpisie w tym momencie nie działa, ale naprawię to max do jutra. Pytacie mnie o nowości i co ostatnio fajnego do mnie przyszło, a prawda jest taka, że… niewiele zamawiam. Chyba przeszedł mi szał na Aliexpress, albo zwyczajnie zaopatrzyłam się już we wszystko, co było mi potrzebne. Dzisiaj przychodzę do Was za zdobyczami z ostatnich kilku miesięcy (!). Jest tego niewiele i w dodatku nie są to „same hity”, ale do rzeczy.

Dwa nowe casy na telefon. Ostatnio prześladuje mnie motyw botaniczny, wszelkie liście i palmy śnią mi się po nocach, znajduje to więc odzwierciedlenie też w moich zakupach. Ogólnie to marzy mi się sukienka maxi w liście, ale lata w tym roku nie było i pewnie już nie będzie, więc nie opłaca się nic takiego zamawiać. Wracając do akcesoriów na telefon: tropikalny, fioletowe liście. Polecam klikać, zanim kochany zanox wyśle moje linki w kosmos, nie mam nerwów, żeby poprawiać wszystkie co tydzień. Do telefonu zamówiłam jeszcze kilka ringów. Odkąd wróciłam z Azji nie potrafię się bez nich obyć. Nie jestem w stanie korzystać z telefonu bez ringa, zatykam głośnik mówiąc do Was na insta stories i ciągle boję się, że mi spadnie. Ogólnie ten, kogo nie spotkała w życiu ta historia, nie zna życia. Tak więc do mojej kolekcji dołączył w tym miesiącu ring kotek (aukcja wygasła, linkuję Wam ten sam produkt u innego sprzedawcy) i złoty ring. Używam kotka i póki co nie jestem tak zadowolona jak z poprzedniego, podwójnego. Musiałam go już raz podkleić kropelką, bo się rozkleił. Ale czego oczekiwać od gadżetu za dolara?  Na zdjęciu wyżej same hity, same hity! Bralet czy też soft bra, jak zwał tak zwał to strzał w dziesiątkę. Jest pięknie wykonany, świetnie się prezentuje. Polecam zamówić wg swojego rozmiaru bluzki, a nie biustu, bo jednak na mnie M okazało się trochę luźne. Do samego stanika jednak nie mam nic, jest boski! Zamówiłam też kolczyki z motywem marmuru. Są dostępne w trzech kształtach i czaję się jeszcze na okrągłe. Jakość bez zarzutu, a wszyscy wiemy, że motyw marmuru jest bardzo pożądany w tym sezonie. Jeśli w przyszłym nie będzie, to kolczyków za dolca nie szkoda wyrzucić. Do mojej kolekcji dołączyły też oprawki, do których muszę wstawić szkła korekcyjne (i ciągle mi nie po drodze do optyka…), natomiast jeśli chodzi o ich jakość to jestem bardzo zadowolona. Osobiście nie stawiam na porządne oprawki, bo po pierwsze nigdy nie darzyłam okularów specjalnym szacunkiem (ciągle gdzieś mi spadają!), a po drugie tak rzadko je mam na nosie, że aż szkoda wydawać pieniądze. Zainwestuję w szkła z wyższej półki i najwyżej będę co 2 miesiące kupować oprawki u chińczyka. Swoją drogą, wiecie że robiłam tak przez ostatnie 4 lata? Mam swojego dostawcę oprawek na allegro, 4 zł sztuka. Kupiłam 6 par i za każdym razem kiery je rozwalę, w vision express przekładają mi szkła do nowych kompletnie za free.

Na Alie skusiłam się też na okulary przeciwsłoneczne, ale wożę je tylko do samochodu i „na działkę” bo jestem prawie pewna, że to podróbki. Zamówiłam, bo chciałam sprawdzić jakość wykonania i… jest super. Są porządne, ciężkie, szkła jeszcze nie wypadły.
Na koniec zostawiam Wam mega bubel i jedno rozczarowanie. Pierwszy stanik chyba już nie funkcjonuje na alie i całe szczęście – strzeżcie się tego gniota. Pokazałabym Wam zdjęcie na sobie, ale po pierwsze nie świecę biustem w necie, a po drugie wygląda to tak żałośnie, że potem byłoby mi wstyd. Odstaje wszędzie gdzie się da i prześwituje, ogólnie jest bardzo marnej jakości. Polecam Wam zamówić jednak ten z pierwszego zdjęcia.

Drugi stanik, to samonośny hit internetów. Kto nie widział filmiku z nim w roli głównej? Chyba nie ma takiej osoby. Niestety nie mam realnego zdjęcia, bo po weselu zostawiłam go w Lublinie, ale muszę Was zmartwić – wcale nie ma „efektu wow”, ot, zwykły samonośny stanik, który co prawda się nie odkleja, ale nie wiem czy będę mogła go użyć drugi raz. Raczej już się nie przyklei. Po drugie biust nie wygląda aż tak rewelacyjnie i trochę ciężko się go przykleja. Ogólnie dobra opcja do sukienek bez pleców, ale na cuda nie liczcie.

]]>
22
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[5 – dniowy detoks sokowy na własną rękę – nasze doświadczenia]]> http://aleksandranajda.com/?p=9829 2017-08-03T17:00:56Z 2017-08-03T17:00:56Z Jeśli śledzicie mój instagram i oglądacie stories, wiecie, że zaledwie przedwczoraj zakończyliśmy z narzeczonym nasz mały-wielki projekt – pięciodniowy detoks sokowy. O tej diecie słyszeliśmy już od dawna i to same pozytywne opinie. Poleca ona na oczyszczeniu organizmu za pomocą specjalnie skomponowanych soków. Tak, dobrze czytasz, przez pięć dni pije się tylko soki. Było trudno, ale zdecydowanie da się. Dzisiaj krótko o tym skąd pomysł na detoks, skąd go wziąć, ile to kosztuje i jak się czuliśmy na tej diecie.

Po powrocie z Azji chcieliśmy nadrobić zaległości jedzeniowe i towarzyskie z całego półrocza. Wrzucaliśmy w siebie obrzydliwe ilości jedzenia (pizza, pierogi, pierogi, pizza) i wlewaliśmy nieprzyzwoite ilości alkoholu (bo w końcu z każdym trzeba iść na piwo i opowiadać jak było!). Już w czerwcu zaczęliśmy odczuwać skutki takiego trybu życia. Oboje czuliśmy się ciężko i krótko mówiąc nieatrakcyjnie. Nie dość, że moja wspaniała azjatycka figura odeszła w zapomnienie, to jeszcze szybko zbladłam. Efekt? Sama zaczęłam wyglądać jak te kluski, które w siebie wrzucam. Czas powiedzieć stop!

Na pomysł detoksu owocowo-warzywnego wpadł Łukasz (pewnie Was to zdziwi). Sam miał już dość tego jak wygląda i jak się czujemy. Do wyboru były dwie opcje: zamówienie gotowych soków, które przywożone są dla Ciebie na tej samej zasadzie co dieta pudełkowa (to dobra opcja dla zapracowanych, ale dla nas zbyt kosztowna, bo koszt takiego detoksu dla jednej osoby to około 700 zł) lub wykupienie dostępu do aplikacji z planem diety i robienie ich samodzielnie. Oczywiście wybraliśmy się na zakupy i rozpoczęliśmy detoks na własna rękę. Ściągnęliśmy aplikację Jason Vale’s 5-Day Juice Challenge (dostępna na appstore i w androidzie za około 20 zł). Znajdziecie w niej listę zakupów na wszystkie dni tygodnia, przepisy na soki wraz z ich kolejnością (czyli cały plan diety) i dodatkowo filmiki motywacyjne, których ja jednak nie oglądałam. Cały plan wydał mi się sensowny, kupiliśmy więc sokowirówkę i przystąpiliśmy do działania! Blender, sokowirówka i aplikacja, to wszystko, czego potrzebujecie aby zacząć.

 Ile to kosztuje?

Koszt całego przedsięwzięcia to koszt blendera (jeśli go nie macie) więc ok. 100 zł + koszt sokowirówki (min. 170 zł ale taką właśnie my mieliśmy i dała sobie radę) + koszt aplikacji 20 zł + koszt zakupów. U nas wyglądało to mniej więcej tak (weźcie pod uwagę, że pierwszego i ostatniego dnia kupiliśmy jakieś produkty niezwiązane z detoksem oraz to, że zimą ceny owoców i warzyw mogą być wyższe):

Postanowiliśmy na bieżąco notować nasze samopoczucie, aby o niczym nie zapomnieć i na koniec łatwiej zebrać to wszystko w całość. To krótkie, kilku-zdaniowe podsumowania każdego dnia:

Detoks oczami JEJ

Dzień pierwszy:

Rano czuję się dobrze i jestem pozytywnie nastawiona do tego całego przedsięwzięcia. Koleżanki uprzedziły mnie, że pierwsze dwa dni są najgorsze, ale ze mną jest wszystko ok. Nic mnie nie boli. Po południu jest gorzej – zaczyna mnie boleć głowa i nie wiem, czy to wina detoksu czy tego, że zbliża się burza, a ja na każdą zmianę pogody reaguję fatalnie. Nie czuję się bardzo głodna, ale zaczynam obsesyjnie myśleć o pizzy. Idę spać lekko głodna i strasznie zmęczona.

Dzień drugi:

Czuję się świetnie, nic mnie nie boli i nie odczuwam głodu. Myślę jeszcze o pizzy, ale mniej niż wczoraj. Nie boli mnie głowa. Wieczorem staję przed sporym wyzwaniem – umówiliśmy się ze znajomymi, którzy JEDZĄ i PIJĄ, w dodatku nie wodę. Z tego starcia wyszliśmy zwycięsko, chociaż zmyliśmy się z imprezy przed 21. Poszliśmy spać głodni, ale czułam się super!

Dzień trzeci:

Obudziliśmy się oboje o 5 rano i pojechaliśmy na spacer o wschodzie słońca nad jezioro Czerniakowskie. Było pięknie, chociaż po wszystkim wróciliśmy okropnie głodni. Nadszedł też kryzys, zaczęłam mieć dość soków. Trudno było mi wcisnąć w siebie kolejnych pięć. Opadłam z sił, co dodatkowo było spotęgowane pierwszym dniem okresu, którego niestety nie przewidziałam. Czułam się jak kret potrącony przez traktor i pierwszy raz pożałowałam tego całego pomysłu z detoksem. Dobrnęłam jednak do końca dnia, chociaż chyba wtedy zjadłam ćwiartkę niezmielonego jabłka.

Dzień czwarty:

Przeszła mi ochota na niezdrowe jedzenie, za to na soki już poważnie nie mogę patrzeć. Nie czuję już wcale głodu, bo organizm się przyzwyczaił. Jest upał, ale mimo to wybieram się z koleżanką na bardzo długi spacer po lumpeksach. Czuję się dobrze i nie pamiętam o uciążliwości detoksu. Mimo to organizm domaga się stałego pokarmu i dzień czwarty to jedyny dzień kiedy zjadam „awaryjnego banana”. I tak jestem z siebie dumna, bo zrobiłam to tylko raz.

Dzień piąty:

Soki budzą we mnie wstręt, zastanawiam się poważnie nad strajkiem głodowym. Jest 1 sierpnia i panuje niesamowity upał, a ja nie będę mogła iść na obchody rocznicy Powstania Warszawskiego. Nie mam z kim iść a boję się, że na sokach i w upale zemdleję i znikąd pomocy. Pocieszam się, że to ostatni dzień i jakoś dociągam do końca. Mam milion pomysłów na posiłki na resztę tygodnia.

Podsumowanie:

Cały ten detoks pokazał mi, że moja silna wola jednak istnieje i że potrafię trzymać na wodze swoje zachcianki. Nauczyłam się pić więcej wody, bo do tej pory było to dla mnie sporym wyzwaniem. Najtrudniejsze okazało się przyjmowanie tak dużej ilości soków, bo nie jestem wielbicielką smoothie i szejków. Dla mnie jedyną właściwą formą truskawek są truskawki, nie rozciapana widelcem breja ze śmietaną i cukrem (aczkolwiek szanuję gust osób w przeciwnym obozie). Problematyczna też bywała konieczność częstych wizyt w łazience, bo detoks zmniejsza pojemność żołądka, ale niestety nie zwiększa pojemności pęcherza. Ogólnie jednak cały projekt nie jest nie do zniesienia i mówi to osoba, która na co dzień niczego sobie nie odmawia, nie była nigdy na diecie i nie ma dobrej kondycji fizycznej.

Schudłam, chociaż wiem, że jest to chwilowy efekt utraty wody i z pewnością niedługo te kilogramy wrócą na miejsce. Ale czuję się lepiej, wiem że w jelitach nie zalega mi syf z McDonalda i łatwiej mi będzie odżywiać się zdrowo – w końcu nie chcę zaprzepaścić efektów swojego detoksu zaśmiecając swój organizm syfiastym żarciem. Szkoda by było, prawda?

Detoks oczami JEGO

Dzień 1:

Poranne espresso z imbiru i połówki jabłka postawilo mnie momentalnie na nogi. Pierwszy sok był dosyć sycący, jednak miałem problem ze skupieniem się. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Po kolejnych sokach, byłem bardziej głodny niż przed nimi, ratowałem się piciem dużej ilości wody. Moje myśli były skupione głównie wokół niezdrowego jedzenia. Pod wieczór dopadł mnie lekki ból głowy.

Dzień 2:

Cały dzień lekko bolała mnie głowa, ale za to przyszły pierwsze plusy: cały dzień byłem znacznie spokojniejszy niż zwykle i na szczęście trochę mniej głodny niż w dniu wcześniejszym. Pod koniec dnia miałem ochotę na… dużego kebaba. Z frytkami. Prawdopodobnie dlatego, że miałem tego dnia okazję oglądać jedzenie hamburgerów z dość bliskiej odległości… Silna wola zdała jednak egzamin.

Dzień 3:

Zdecydowanie najgorszy dzień od początku. Wstałem koło 5 rano. Strasznie chciało mi się zarówno jeść i pić. Poszliśmy na bardzo wczesny, długi spacer. Po spacerze musiałem ratować się awaryjnym posiłkiem. Ogólne zmęczenie organizmu, senność, brak energii – tak mogę opisać moje samopoczucie. Staraliśmy się jednak maksymalnie wykorzystać niedzielę, spędziliśmy dużo czasu na świeżym powietrzu i korzystaliśmy ze słońca. W końcu zapomniałem o głodzie.

Dzień 4 i 5:

Oba dni były dla mnie bardzo podobne i zdecydowanie najlepsze w całym detoksie. Jedynie co mogę zdecydowanie wyróżnić w dniu 4 to wielkie wory pod oczami, ale w dniu 5 było już z tym trochę lepiej. Energia zdecydowanie na plus, ale co najbardziej mnie zaskoczyło to moje nastawienie: nagle zdrowe jedzenie wydało mi się sensowne, bo psychicznie i fizycznie czułem się znacznie lepiej. Te dwa dni były dla mnie bardzo kreatywne i pracowite zarazem. W głowie miałem cały czas pozytywne myśli, a każdy problem spotykał się z natychmiastowym rozwiązaniem. Moja wydajność wzrosła o 100%.

Podsumowanie:

Mógłbym zacząć podsumowanie od tego, że schudłem 3kg, wlaliśmy w siebie ponad 15kg warzyw i owoców na głowę i teraz czuje się lekko i fajnie ale to wcale nie jest najważniejsze! Nigdy nie myślałem, ze to co jemy tak bardzo wpływa na to jak się czujemy i jak myślimy.  Przekonałem się ile jest prawdy w powiedzeniu „jesteś tym, co jesz”. Nauczyłem się pić więcej wody i uważać na to, co jem. Być może nie zmienimy się nagle w fit maniaków i wielbicieli diety wege, ale na pewno był to krok w kierunku zdrowszego życia. Zdecydowanie warto było się tego podjąć!

]]>
25
Aleksandra Najda http://aleksandranajda.com/ <![CDATA[Lumpeksowe zdobycze ostatnich tygodni i gdzie chodzę do ciuchlandów w Warszawie?]]> http://aleksandranajda.com/?p=9792 2017-07-27T18:43:06Z 2017-07-27T18:43:06Z Za każdym razem, kiedy pokazuję Wam swoje lumpeksowe zdobycze na insta stories, dostaję od Was dziesiątki pytań jakim cudem, jak Ty to robisz oraz gdzie są takie lumpeksy? Dzisiaj przy okazji prezentacji najnowszych zdobyczy (wszystko kupiłam w ciągu ostatnich 3 tygodni) zdradzę Wam kilka swoich lumpeksowych sekretów.

Jak kupować na wagę?

Kupowanie ubrań w lumpeksach na wagę było dla mnie nowością. W Lublinie prawie wszystkie lumpy mają wyceniony towar! Nie znaczy to wcale, że jest tam drożej (często wręcz przeciwnie). Po prostu na wschodzie ubrania kupuje się na sztuki, nie hurtowo. Po przeprowadzce całkowicie zarzuciłam wycieczki do szmateksu, które w czasach liceum były moją tradycją. Chodziłam na łowy co tydzień, głównie dla sportu i przyjemności. Kupowałam byle co, czasem wracałam z pustymi rękami, czasem ze szmatką do samodzielnej przeróbki. Różnie się to kończyło, ale właśnie w ten sposób nauczyłam się kupować w ciuchlandach. Po tym jak zamieszkałam w Warszawie, musiałam się tego nauczyć (prawie) od nowa. Z pomocą przyszła mi Asia, z którą rok temu zaczęłam chodzić na lumpeksowe spacery i to właśnie ona pokazała mi, że nie taka ta waga straszna. Po pierwsze w każdym szmateksie macie wagę kontrolną, z której można korzystać. Jest na niej wbita cena dnia więc nie trzeba bawić się w równania krzyżowe – wystarczy położyć swoją rzecz, żeby dowiedzieć się ile zapłacicie (ja myślałam, że będę musiała to liczyć za każdym razem). Nie bójcie się jej, nikt na Was nie będzie patrzył krzywo jeśli zważycie coś, a potem stwierdzicie, że jednak nie jest tego warte! Oczywiście łatwiej nauczyć się…

Ile to jest tanio, a ile to jest drogo?

Oczywiście to przychodzi z czasem, ja na początku kompletnie nie wiedziałam, kiedy opłaca się wejść do lumpa, a kiedy lepiej w ogóle odpuścić. Umówmy się, to są używane rzeczy (chociaż zdarzają się nowe z metkami), nie ma sensu za nie płacić stówę za kilogram! Ja w ogóle nie wchodzę tam, gdzie cena wynosi powyżej 60 zł za kilogram. Zakładam że robię to dla sportu, więc nie zapłacę 50 zł za sukienkę z lumpa. Dobra cena w Warszawskich ciuchlandach zaczyna się od ok. 42/45 zł za kilogram, na wyprzedaży natomiast obowiązuje obniżka nawet do 15 zł. Na takiej wyprzedaży sukienkę kupisz za 5/7 zł, bluzkę za 3 zł, a apaszkę ze zdjęć niżej kupiłam za całe 30 groszy. W większości szmateksów do jakich chodzę wywieszona jest rozpiska z nowymi dostawami (polecam odpuścić – bitwa o szmaty może Was kosztować życie) a także z wyprzedażami. Ja prawie zawsze skupiam się na wyprzedażach i tańszych dniach, bo mogę spokojnie poprzeglądać sobie ubrania bez obawy, że wyjdę z podbitym okiem. Poza tym jestem zdania, że najlepsze rzeczy i tak na mnie poczekają!

Które szmateksy są najtańsze i gdzie ja chodzę?

Ceny w lumpie w Warszawie (chyba wszędzie w Polsce?) zależą od dnia. W dzień dostawy cena jest najwyższa, potem sukcesywnie spada aż do dnia wyprzedaży, gdzie możemy obłowić się za grosze. Pamiętajcie, że ludzie w większości nie znają się na ubraniach. Nie chodzę na dostawy, mało tego, w większości przypadków odwiedzam lumpy w dzień ostatecznej wyprzedaży i zawsze dla mnie zostają kaszmirowe swetry, jedwabne bluzki i apaszki, podczas gdy panie obok biją się o poliestrową bluzkę w panterkę. Zazwyczaj nie opłaca się walczyć o to, co wszyscy chcą mieć. Dlatego też nigdy nie chodziłam do obleganych lumpeksów. Pamiętam, że wszystkie koleżanki w Lublinie chodziły na Wrońską, Wolską i na Jana Pawła, tymczasem ja odwiedzałam tylko i wyłącznie zapomniany, na pierwszy rzut oka beznadziejny lumpeks na targu na Wileńskiej i zawsze wynosiłam stamtąd same perełki (na przykład moje słynne różowe spodnie z wysokim stanem za 6 zł). Nie chodziłam nigdzie indziej (do dziś zdarza mi się tam zajrzeć, kiedy jestem w rodzinnym mieście). W Warszawie kieruję się tą samą zasadą. Wiem, że koleżanki znajdują na Targowej markowe płaszcze i jeansy, ale jeśli mam coś założyć dwa razy do zdjęć, a potem zapomnieć o tym, to nie chcę płacić za to 200 zł i w dodatku usłyszeć gratis od mojego taty „na bank ktoś w tym umarł!”. Wracając do tematu, zamiast Targowej wybieram lumpy gdzieś blisko mojego domu. Na Mokotowie jest ich sporo, koło centrum handlowego Sadyba są dwa albo trzy gdzie też zaglądam. Jest też Szmizjerka (sieć) gdzie są droższe, ale lepsze ciuchy. Co chcę Wam powiedzieć, to to, że nie ma znaczenia tak naprawdę gdzie pójdziecie. Mam koleżanki, które chodziły ze mną do tych samych sklepów i nigdy nie udało im się nic znaleźć. Ważne, żeby nauczyć się…

Na co zwracać uwagę?

Wstawiłabym tu kilka swoich mądrości, ale MissFerreira kilka tygodni temu wyczerpała temat. Zajrzycie do podlinkowanego tekstu, przy okazji dowiecie się, gdzie są jeszcze fajne lumpy w Lublinie. Od siebie dodam tylko, że staram się wybierać lekkie rzeczy, oglądam je dość pobieżnie (w końcu większość plam potrafię wywabić, a i z małą dziurką sobie poradzę) a przy cenie 15 zł za kilogram w ogóle nie opłaca się stresować takimi rzeczami. Stawiam na ciekawe wzory, dobre materiały i ładne kolory. Raczej nie oglądam każdej rzeczy po kolei i chyba nigdy nie przymierzyłam nic w lumpeksie (fuj!). To co na mnie nie pasuje, zazwyczaj bardzo szybko znajduje nowy dom (tak jak sukienka z czwartego kolażu, która jednak była za duża). Raczej myślcie o tym, czy w ogóle będziecie mieć okazję i odwagę, żeby założyć szałową, oczojebną, cholernie obcisłą sukienkę (taką która też wisi u mnie w szafie od 3 tygodni) bo kupić coś, nawet za grosze i nie nosić to żadna sztuka.

Bajkowa tiulówka za 9 zł, nadawałaby się na panieński, na poprawiny, a ja na nią mam już inny pomysł, ale póki co Wam nie powiem!  Bawełniany top, w którym nie wiem dlaczego, ale zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ma dłuższy tył, jest z dobrego materiału i… kocham paski. Zapłaciłam za niego 4 zł. Szorty też z lumpa, niestety nie pamiętam ile za nie dałam ale z pewnością mniej niż 10 zł. Dokładniej widać je na kolażu niżej.
Welurowa spódniczka miała małą dziurkę na gumce, po wewnętrznej stronie. Założyłam chyba słusznie, że nikt mi w majtki nie będzie zaglądał? Jeszcze natomiast nie doszłam do tego, czy będę miała odwagę ją nosić. Zielona apaszka za 30 groszy służy jako ozdoba do torebki, ożywia nawet najpoważniejszy model. Ostatnio nosiłam ją do czarnej Prady i wygląda super! Biały top z baskinką czekał na mnie długo, bo miałam do niego aż 3 podejścia i doczekał do końcowej wyprzedaży. Super się w nim czuję i cieszę się, że jednak go wzięłam (za całe 3,50).  To właśnie za duża sukienka i szorty ze zdjęć z pasiastym topem. Niepokoi mnie ta dziura lekko, ale cóż. Będę musiała wziąć się za swoje udka. Niedługo zacznę wyglądać jak kurczak z KFC… Ten top z falbaną (Zara Basic, 3 zł) wygląda znacznie korzystniej na żywo, musicie mi uwierzyć. Zdjęcia robiłam na szybko – pierwsze tuż po zakupie, wymięty, przed praniem i z urwanym guzikiem z tyłu, drugie po naprawie, ale też nieuprasowany i ze źle dobranym stanikiem, tylko na potrzeby tego wpisu. W każdym razie wygląda ślicznie i to zdecydowanie mój kolor! Kolejna (i ostatnia na dziś) rzecz, która na mnie czekała. Tydzień temu widziałam go w lumpie z Anią i totalnie nie ogarnęłam, że to kombinezon (byłam pewna, że sukienka). Miał urwane ramiączko więc byłam prawie pewna, że nikt go nie weźmie. Na wszelki wypadek wepchnęłam go jeszcze głębiej między bardzo-niemodne-sukienki i voila! Kupiłam go wczoraj za 5 zł. Ramiączko jest już jak nowe, zdążyłam go wyprać i zrobić dla Was zdjęcia. Dopiero wkładając go do zdjęć zorientowałam się, że to wcale nie jest sukienka (nawet lepiej dla mnie przy tej długości). Teraz widzę, że muszę obciąć jeszcze jedną zwisającą smętnie nitkę i będzie idealny na lato (które chyba przyjdzie za rok…)

Pisząc ten tekst wpadło mi do głowy, że mogłabym pokazać na zdjęciach, albo w stylizacjach, wszystkie najlepsze łupy mego życia. Ale nie wiem czy chcecie w ogóle coś takiego oglądać i czy kogoś to interesuje, więc koniecznie dajcie znać w komentarzach a także napiszcie, czy jakiejś informacji w tym wpisie brakuje. Udanych łowów!

 

]]>
29