Co zrobić, żeby loki się trzymały?

Lipiec 16, 2018 5 komentarzy

Jeśli jesteś blondynką, pewnie marzysz o ciemnych włosach. Jeśli masz ciemne, uważasz, że faceci lecą na blondynki. Jeśli jesteś posiadaczką burzy pięknych loków, na pewno każdego dnia starasz się je wyprostować, a jeśli Twoje włosy są jak moje – proste jak druty i cholernie ciężkie, jestem pewna że zrobiłabyś wszystko, żeby chociaż raz na jakiś czas pięknie się kręciły. Z tym, że pewnie się nie kręcą. Bo zawsze chcemy tego, czego nie mamy i czego nie możemy mieć!

Moja przygoda z lokami zaczęła się pewnie jak u większości prostowłosych dziewczynek – w okolicach Pierwszej Komunii Świętej, czego raczej nie wspominam z rozanieleniem na twarzy. Podczas gdy wszystkie dziewczynki z mojej klasy mogły się pochwalić cudownymi, sprężystymi spiralkami podskakującymi wesoło na każdym kroku, moje kłaki smętnie zwisały spod ciężkiego wianka lekko tylko wywijając się na zewnątrz, jakby to była ich ostatnia deska ratunku. Dramaturgii sytuacji dodał fakt, że nawet ich długość nie była dla mnie zadowalająca, bo zostały brutalnie ciachnięte do ramion przez moją rodzicielkę. Więc mimo faktu, że moja suknia komunijna bardziej przypominała ślubną, albo przynajmniej balową, a koronkowe bolerko nie miało sobie równych to niestety królową tego balu nie byłam, trzeba to sobie przyznać. Oto rysunek poglądowy:

To był zarówno dzień, w którym zdecydowałam, że chcę mieć długie włosy jak i dzień w którym zaczęła się moja nierówna walka z grawitacją i niesfornymi, niepodatnymi na układanie włosami. Zrozumiałam, że włosy u kobiety… robią robotę. Mniej więcej od gimnazjum, kiedy sama mogłam już decydować o długości i stylizacji swoich włosów przetestowałam niezliczone ilości produktów do stylizacji jak i wszelkich sposobów na zmuszenie moich drutów do kręcenia przynajmniej falowania. W wieku 26 lat osiągnęłam, może nie mistrzostwo świata w swoich praktykach, ale poziom na którym słyszę od Was, moich czytelniczek pytania “jakim cudem te loczki Ci się trzymają” co dla mnie jest absolutnie największym komplementem i nagrodą! Czy odkryłam więc magiczne przyrządy do robienia loków? Nie. Czy w moje ręce wpadły wybitne kosmetyki, które zmieniły moje życie? No nie. Co zatem sprawiło, że moje włosy w miarę, podkreślam w miarę trzymają skręt i znośnie się kręcą?

1. Dałam im się przyzwyczaić

Nigdy nie byłam włosomaniaczką, nie czytałam eksperckich blogów ani nie przykładałam uwagi do tego, czego używam w łazience. Odkąd jednak Marta i Natalia (dwa jedyne a co za tym idzie w moim świecie najlepsze włosowe blogi jakie znam) zasiliły grono moich koleżanek, siłą rzeczy, mimo całego mojego oporu na wiedzę cośtam z ich ogromnej wiedzy skapnie na ten mój niepokorny łeb. A było warto, bo to super dziewczyny, a ich blogi są dosłownie kopalnią wiedzy. Właśnie od nich dowiedziałam się, że nie powinno się absolutnie spać w rozpuszczonych włosach i dzięki ich wpisom wybrałam dla sobie optymalne, wygodne fryzury na noc – włosy w nocy jak upinać. Odkąd śpię najczęściej w koku-ślimaku, albo w luźnym warkoczu moje włosy rano, przynajmniej przez godzinę są pofalowane i pięknie ułożone. To banał, ale jednocześnie moje odkrycie życia. Przydaje mi się nie tylko w nocy! Jeśli zobaczycie mnie wystrojoną od stóp do… szyi z dziwną konstrukcją na głowie przypiętą dwiema wielkimi, kolorowymi żabkami to wiedzcie, że pewnie… idę na zdjęcia. Objętość włosów po rozpuszczeniu z koka na żabkę jest nie do przebicia (zobacz tutaj albo tutaj). Dodatkowo jak wspomiałam wyżej, włosy przyzwyczajają się do skrętu i są odrobinę bardziej podatne na zabiegi stylizacyjne, niż w czasach kiedy spałam z rozpuszczonymi włosami i jedyne co z nimi robiłam to szczotkowałam.

2. Nigdy nie kręcę świeżo umytych włosów

Nie wiem czy wiecie, ale (o zgrozo) nadal należę do grup ślubnych na facebooku. Śledziłam posty w tych miejscach żeby wiedzieć, jakie tematy interesują dziewczyny pod kątem ślubów. Chciałam wiedzieć, co chcecie czytać. Natomiast tematy i problemy jakie tam są poruszane zdecydowanie mnie przerastają. Otóż ostatnio na grupie poruszany był problem fryzury ślubnej – dziewczyna szukała alternatywy dla swojej wymarzonej fryzury, bo jej fryzjerka nie potrafiła wykonać takiej, jaka była w jej wyobrażeniu. Twierdziła że jej włosy są tak niepodatne na kręcenie i stylizację że wyślizgują się z koka. Normalnie wypychają wsuwki, wykopują szpilki i spierdzielają ile sił w nogach. Tylko że włosy nóg nie mają i na wszystko zawsze są sposoby. Okazało się, że fryzjerka uparła się na mycie tych włosów przed czesaniem, dzięki czemu były gładkie, śliskie i co za tym idzie mniej podatne na jakąkolwiek stylizację. Nie jestem ekspertem, ale nawet ja wiem, że nie zrobi się szałowej fryzury ze świeżo umytych włosów! Lepiej umyć je dzień przed czesaniem, ewentualnie użyć suchego szamponu (w rozsądnej ilości). Ostatnie moje loki na zbyt świeżych włosach prezentowały się tak:

eh ta grawitacja! Za to zdjęcia wyszły nam pięknie i bardzo żałuję, że nie opublikowałam ich nigdy wcześniej. Ze stylizacjami mi już nie po drodze i jakoś nie miałam odpowiedniego tematu, żeby Wam je pokazać…

kapelusz: bitsandpiecestogo; top i spodnie: lumpeks; buciki: Renee (ten model); plecaczek: Michael Kors (stąd).

3. Używam odpowiednich kosmetyków

Nie będę Wam proponować nic konkretnego, bo lata praktyki nauczyły mnie że każde włosy lubią coś innego, a także dlatego, że ja prawie nie używam kosmetyków do stylizacji włosów. Wiem jednak, że czasem pianka lub kosmetyki przeznaczone specjalnie do kręcenia włosów mogą się fajnie sprawdzić. Jeśli nie próbowałaś takiego rozwiązania – może warto? Istotną kwestią jest też wybór suchego szamponu i lakieru, których będziesz używać w swojej stylizacji. Z mojego doświadczenia wynika, że rodzaj szamponu jest bez znaczenia (na pewno ten zwykły szampon nie może być wygładzający, ale suchy wszystko jedno jaki) natomiast lakier do utrwalenia ma kolosalne znaczenie i absolutnie musi być lakierem suchym. Jeśli macie swoje ulubione produkty do kręcenia włosów, podzielcie się typami w komentarzach, chętnie spróbuję czegoś nowego!

4. Mam sprawdzony sprzęt

Lokówka stożkowa BaByliss zrobiła się mega modna, kiedy byłam w liceum. Wtedy po raz pierwszy pożyczyłam ją od koleżanki i kompletnie nie wiedziałam, jak się jej używa! Moje pierwsze loczki wyglądały fatalnie i popatrzyłam sobie wszystkie palce oraz jedno ucho, ale… trzymały się trzy dni. Nigdy później żaden sprzęt nie powtórzył tego wyczynu. Pokornie zamówiłam wspomnianą stożkową na Allegro i tak jej się trzymam do dziś. To wciąż ta sama, ma już więc kilka dobrych lat i (odpukać) nadal żyje. Może nie jest to ostatni krzyk mody, ale nadal to mój ulubiony sprzęt. Robi absolutnie najpiękniejsze loczki, które trzymają się nienagannie. Ustawiam temperaturę na średnią, czyli 170 stopni (można do 200) i każdy loczek przytrzymuję około 15 sekund. Pamiętacie, że właściwy czas to taki, po którym twoje włosy są ciepłe, ale nie gorące! Jej jedyną wadą jest to, że zrobienie całych włosów u mnie trwa jakieś… dwie godziny. Mimo, że kręcę od połowy długości. Zdecydowanie szybszą opcją jest BaByliss Curl Secret, której używam mniej więcej od wyjazdu do Tajlandii (ale na zdjęciu jest nowy model, z tego roku, bo niestety poprzednią zniszczyłam…). Jest to lokówka automatyczna, nie musisz więc nawijać pasm i liczyć sekund, bo zrobi to za Ciebie. Nie poparzysz sobie też palców ani innych części ciała. Dla mnie to super opcja. Wadą jest to, że przy mojej długości loki są słabiej skręcone, bo ta “powierzchnia grzania” jest jednak mniejsza niż przy stożkowej, ale zdaję sobie też sprawę z tego, że większość z Was ma pewnie krótsze włosy niż ja, więc to raczej nie będzie problemem.

Lokówka nie wciąga włosów. Jeśli coś pójdzie nie tak przy nawijaniu pasma, będzie piszczała i “puści” włosy. Wtedy trzeba je rozczesać, zmniejszyć pasmo i spróbować ponownie. Na YT znajdziecie na pewno mnóstwo filmików na ten temat.

Kosmetyczkę ze zdjęcia możecie dostać także Wy. Od 16.07.2018 w RTV EURO AGD przy zakupie mojej lokówki automatycznej (BaByliss Curl Secret C1102AME) możecie odebrać taką właśnie kosmetyczkę za 1 zł. Promocja obowiązuje online i stacjonarnie i obowiązuje do 20.08 :).

5. Pasma mają znaczenie 

Im cieńsze pasemka wybierzesz do kręcenia, tym trwalsze będą loki a skręt mocniejszy. Wielkość loków zależy od średnicy Twojej lokówki, ale generalnie im cieńsze pasemka tym bardziej widoczny efekt. Jeśli chodzi o lokówkę automatyczną, to “bierze” ona pasemka o szerokości max 3 cm, więc… bardzo cienkie. Przy innych modelach lokówek na pewno macie możliwość kontrolowania skrętu na bierząco. Pamiętajcie też, aby przed kręceniem dobrze rozczesać włosy, unikniecie wtedy efektu potarganych loków i plątania się końcówek. Z mojego doświadczenia wynika też, że kształt wydzielonych pasm ma znaczenie dla efektu. Przykładowo…

Taki loczek byłby brzydki, wyciągnięty i bezkształtny:
Taki loczek byłby ładny i sprężysty:

6. Daję im ostygnąć

Moje włosy są strasznie długie i mega ciężkie, grawitacja zdaje się działać na nie z podwójną siłą. Dlatego bardzo ważne jest, żeby po wypuszczeniu loczka z lokówki, czy to stożkowej czy automatycznej “złapać go” i pozwolić mu ostygnąć przez kilkanaście sekund w skręcie, zanim zacznie smętnie zwisać i wyprostuje się pod wpływem własnego ciężaru. Jeśli chcesz zaoszczędzić czas przypinaj ślimaczki żabkami do momentu, kiedy ostygną. To może nie wydaje się przełomowym odkryciem, ale uwierz mi, że jest. Od kiedy stosuję te zasady loki trzymają mi się nawet 3 dni, do kolejnego mycia.

Tak prezentuje się nowy zegarek Daniel Wellington. Jeśli chcecie kupić ten lub jakikolwiek inny model, skorzystajcie z mojej zniżki 15% na hasło “aleksandranajda“. Obowiązuje do 15.08 🙂

 

Znacie jakieś inne, skuteczne sposoby na podtrzymanie trwałości loków? Koniecznie podzielcie się w komentarzach!