Co można zrobić z pigwy (pigwowca) i czy warto ją spożywać?

Październik 20, 2016 12 komentarzy

W zasadzie każda pora roku, jeśli nie każdy miesiąc w roku, obfituje w naturalne przysmaki z których warto korzystać. Niestety ludzie albo nie zdają sobie z tego sprawy, albo zwyczajnie nie chce im się czerpać z darów przyrody ;). Tym samym marnowany jest kwiat czarnego bzu wiosną, tak samo z resztą jak zbawienna majowa pokrzywa, mirabelki latem, a pigwa jesienią. W sumie w zimie nic się nie marnuje chyba, bo w zimie nic nie żyje. W tym roku postawiłam sobie za cel czerpanie pełnymi garściami z dostępnych dobroci i zrobiłam zarówno herbatkę z pokrzyw, jak i sok z kwiatu czarnego bzu oraz nawet dżem z mirabelek! Żadna witamina nie spadła na ziemię i nie zgniła! Żadnej nie przepuściłam. Do kompletu brakuje już tylko przetworów z pigwy, ale nie wiem, czy to zadanie mnie nie przerośnie. I tak uważam, że mogę być z siebie dumna.

Dla tych, którzy nie znają tej rośliny – pigwa (pigwowiec…) to taki piękny krzew kwitnący na czerwono. Stanowi cudowną ozdobę przydomowego ogrodu. Jego owoce przypominają małe jabłka, są twarde i bardzo kwaśne. Pigwolog ze mnie żaden, ani też ogrodnik, dlatego sama do dziś nie wiedziałam czym się różni pigwa od pigwowca. Polecam Wam w tym celu przeczytać ten artykuł. Dzięki niemu dowiedziałam, się, że piękny krzew rosnący w moim ogrodzie to nie pigwa, jak mówiono mi przez całe życie, a właśnie pigwowiec. Mylenie tych nazw jest podobno bardzo pospolite. Wracając do tematu tak właśnie wyglądają jego owoce:

img_0021

Warto zwrócić na nie uwagę i uwzględnić w codziennej, jesienno-zimowej diecie. Dlaczego? Zawierają ogromne ilości witaminy C i innych witamin. Są bogate w błonnik pokarmowy. Naczytałam się ostatnio o ich właściwościach leczniczych i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Oprócz dość oczywistego leczenia i zapobiegania przeziębieniu, pigwowiec (w tym przypadku jego nasiona) pomagają przy chrypce i pielęgnacji suchej, podrażnionej skóry. Z nasion robi się napar i tym naparem można… naparzać. Na pewno w najbliższej przyszłości zgłębię ten temat pod kątem kosmetycznym. Wracając do zdrowia, Owoce pigwowca pomagają zwalczać wirusy, a nawet i biegunki. Tutaj przeczytacie więcej i mądrzej na temat innych pozytywnych skutków ich spożywania. Brzmi przekonująco prawda? Oczywiście nie twierdzę, że od dziś mamy leczyć się tylko tym, ale jeśli możemy chociaż w minimalnym stopniu ograniczyć łykanie pigułek i suplementów diety i zastąpić je pysznymi i zdrowymi owocami, które są na wyciągnięcie ręki, to czemu by nie spróbować? Na pewno nie zaszkodzi. Swoją drogą uważam, że to całkiem fajna sprawa zrobić samemu jakieś przetwory. W tym roku w mojej kuchni został wyprodukowany pierwszy dżem w moim życiu. A zaczęłam od? Mirabelkowego. Trochę niestandardowo, bo wcześniej takiego nawet nie jadłam, ale zdecydowanie nie żałuję. Wyszedł przepyszny, kwaśny jak lubię. Słodziłam go brązowym cukrem, sama zbierałam owoce i mam z tego ogromną satysfakcję! Nie lubię jak coś się marnuje, więc pigwy z ogrodu też na pewno nie zostawię na pastwę mrozów.

img_0020

Sposobów na wykorzystanie owoców pigwowca jest niezliczona ilość. Można zrobić z nich nalewkę lub syrop, który polecam dodawać do herbaty przez całą zimę. Taki właśnie sok zawsze robił mój tata dzięki czemu wszystkie jesienne i zimowe przeziębienia przechodziły bokiem. Bardzo dużo z tym jednak roboty, bo trzeba kroić owoce w ósemki i wydłubywać nasiona. Potem się to obgotowuje, obsmaża, słodzi, zalewa… Wersja na teraz i dla leniwych (dla mnie): dodawać pokrojone plasterki pigwy do ciepłej herbaty. Efekt podobny do wykorzystania cytryny, albo nawet smaczniejszy. Z owoców pigwowca można zrobić też świetny, kwaśny dżem, albo nawet galaretkę. Super pomysły na zdrowe smakołyki dla dzieci z pigwowca znalazłam na tej stronie. Wszystkie przepisy łatwo znajdziecie przy pomocy wujka Google. Sama w życiu bym na to nie wpadła, a na pewno z nich skorzystam!

Jeśli nie macie w pobliżu krzewu, z którego można bezkarnie zebrać owoce, polecam Wam udać się na lokalny bazarek. Z pewnością jest tam ktoś, kto oferuje swoje owoce. Ja znalazłam kilka takich ogłoszeń na warszawskiej grupie facebookowej (około 8 zł za kilogram), ale jestem pewna, że na olx też coś będzie. To co robicie?