Bangkok w 28 godzin

Lądujemy na lotnisku Don Mueang – jednym z dwóch lotnisk Bangkoku. Jest godzina 14:45 i od tej pory mamy dokładnie 28h i 45minut na spenetrowanie Bangkoku do granic możliwości. W planie mamy 6 miejsc, które chcemy zobaczyć. Wychodzimy z samolotu, kupujemy szybko miejscową kartę SIM, dzięki której będziemy mieli 1,5GB Internetu za 300BHT (ok. 33zł 100BHT – 11zł) i ruszamy na postój taksówek, do którego jest 30 minutowa kolejka. Taksówki w Bangkoku należą do jednych z najtańszych na świecie – trzaśnięcie drzwiami to opłata w wysokości 50BHT, każdy kolejny kilometr to ok 5BHT. Nadchodzi wreszcie nasza kolej, jesteśmy przygotowanie żeby podać nasz cel podróży zarówno po angielsku jak i po tajsku, jednak Pani wypisuje miejsce na karteczce gdzie chcemy się dostać i przychodzi po nas kierowca. Ruszamy w drogę. Droga z lotniska do pierwszego miejsca zajmuje nam około 45minut. Cały trasa kosztuje nas 350BHT w tym opłata za autostradę w wysokości 120BHT. Dotarliśmy na Khao San Road.

Khao San Road lub po tajsku: ถนนข้าวสาร to ulica na której są dziesiątki restauracji, straganów z jedzeniem, tanich hosteli, biur podróży i stoisk ze wszystkim co chciałbyś kupić: podrabiane Beats’y, obok kapelusze i plecaki, koszulki które wytrzymują jedno pranie (ale za to tanie), niewiele dalej gość proponuje Ci garnitur szyty na miarę oraz zestaw koszul i krawatów (nie mam pojęcia jak im się to opłaca sprzedawać w takich cenach). A jeśli chciałbyś kupić tajskie prawo jazdy, świetnie podrobioną kartę studenta lub inny dokument to również jesteś w odpowiednim miejscu. My zatrzymaliśmy na początek w jednej z najbardziej znanych tajskich knajpek, czyli… KFC, chyba głównie dlatego że był jednym z nielicznych lokali który miał klimatyzację.

Nie daleko, bo zaledwie parę minut spacerem od Khao San Road znajduje się główna rzeka Bangkoku – Menam. Jeszcze tylko zjem zwęglonego skorpiona i możemy ruszać.

 

Omg my boyfriend did this! 🙊 ______________ Łukasz zjadł robala! Podobno smakuje jak zwęglona kiełbaska 🙊

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Aleksandra Maria Najda (@aleksandranajda)


 

Kolejny punkt: rzeka Menam. Największa rzeka płynąca przez Bangkok. Turystom oferowana jest możliwość opłynięcia wszystkich ważniejszych punktów, które trzeba zobaczyć w Bangkoku. Dla ludności lokalnej jest to zwyczajny tramwaj wodny, jeden z szybszych środków transportu w Bangkoku. Tym razem nie udało nam się skorzystać z przejażdżki – w weekend tramwaje kursują rzadziej. Szkoda czasu!

Następny punkt do jakiego sie udajemy to Chinatown. Ulica o długości nieco ponad jednego kilometra, a na niej ogrom stoisk i straganów z jedzeniem, czyli w zasadzie nie wiele rożni sie od Kho San Road. Można tu kupić praktycznie każde tajskie danie, oraz spróbować lokalnych owoców, na przykład duriana. O zachodzie słońca ruszamy dalej.

Lebua State Tower i Skybar na 68 piętrze to must see każdego turysty. Dlaczego warto tam sie udać i wydać za dwa drinki ponad 100zl? Na dachu wieżowca znajduje się taras widokowy i zarazem najlepszy punkt w mieście, z którego można podziwiać jego niesamowitą panoramę. Pisząc o Lebua State Tower nie można nie przytoczyć jeszcze jednego ważnego szczegółu – właśnie tutaj toczyła sie akcja filmu Kac Vegas w Bangkoku. Pamiętajcie, że w Sky Barze obowiązuje wieczorowy dresscode.

Po 22:00 w Bangkoku można pójść właściwie już tylko w jedno miejsce. No w zasadzie do dwóch, ale na hotel jest jeszcze stanowczo za wcześnie, a zupełnie przypadkowo nasz hotel znajduje sie dokładnie obok naszego ostatniego punktu dnia którym jest Patpatong. Czym jest Patpatong? Najlepiej zobrazują to zdjęcia, na których są tylko bardziej cenzuralne wersje tego co można tam zobaczyć.

pussy show bangkok

Korzystając z wizyty w Bangkoku postanowiliśmy skorzystać ze słynnych azjatyckich hoteli kapsułowych. Wybraliśmy ten właśnie niedaleko Patpatong. Miał być kapsułowy… Zamiast kapsuły dostaliśmy podwójne miejsce w piętrowym łóżku zasłonięte kotarą. Rozczarowanie było ogromne, ale przynamniej można powiedzieć, że spaliśmy w Patpatong.

Dzień drugi, czasu coraz mniej. Bierzemy taksówkę i udajemy sie do Wat Pao, czyli złotego, leżącego Buddy. Jest to jedna z najsłynniejszych atrakcji turystycznych Tajlandii. Pozłacany posąg ma 15 metrów wysokości i 46 metrów długości. Trzeba przyznać, że robi wrażenie. Wokół postaci znajdują się kubeczki na monety i automat do rozmieniania pieniędzy. Wrzucenie do każdego pojemniczka  monety ma nam zagwarantować wiecznie szczęście. Rozmieniamy dwa złote i wrzucamy. Za wieczne szczęście to w końcu dobra cena. Najśmieszniejsze jest to, ze szczęście uśmiechnęło sie do nas jeszcze tego samego dnia, ale o tym później. Tutaj kilka zdjęć z kompleksu świątyń Wielkiego Buddy:

świątynia buddy bangkok budynki

ootd tajlandia podróże bla bla bangkok świątynia bangkok świątynia buddy bangkok ootd błękitne conversy shopbop

koszulka/shirt – z Khao San Road, ogrodniczki/shorts – TUTAJ, conversy/converse – Shopbop (ostatnia chwila na złapanie PROMOCJI)

Od leżącego Buddy tylko kilka kroków dzieli nas od kolejnego miejsca na mapie Bangkoku, które koniecznie trzeba zobaczyć. Chodzi oczywiście o Wielki Pałac Królewski. Nie będę Was zasypywał informacjami z wyszukiwarki, to każdy sam może sobie przeczytać. Co mogę powiedzieć od siebie? Pałac jest piękny, imponujący, na pewno wart zobaczenia, ale na pewno nie w 35 stopniowym upale! Do kompleksu nie wpuszczają roznegliżowanych europejczyków, trzeba więc mieć zasłonięte ramiona i nogi aż do kostek. Nasze turystyczne stroje odbiegały od oczekiwanych, więc dostaliśmy coś ekstra na miejscu.

zestaw do zwiedzania

Wszystkie punkty wycieczki udało nam sie odhaczyć, czas na nagrodę. A dla mnie największa nagrodą są zakupy i jedzenie. Wracamy na dobrze już nam znane Kho San Road, gdzie kupujemy absolutne must have tego sezonu i kilka innych głupot. Po zakupach pozostaje nam juz tylko oddać się błogiej konsumpcji na lokalnych straganach.

Aha, miało być jeszcze o szczęściu za dwa złote! Zostało nam jakieś 2,5h do odlotu, łapiemy więc taxi z Kho San Road na lotnisko. Byliśmy pewni ze będziemy mieli jeszcze dobra godzinę wolnego czasu na lotnisku, ale nie mieliśmy już siły chodzić w kółko po straganach. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna… Bangkok jest jednym z najbardziej zakorkowanych miast na świecie. Mimo, że od lotniska dzieliło nas zaledwie 20 km, a mimo to cudem udało nam się dotrzeć na miejsce 15minut przed odlotem samolotu. Wydaje mi sie, ze Złoty Budda miał nas juz tak dość, ze robił wszystko żebyśmy zdarzyli na powrotny samolot.

One night in Bangkok – takim żartem raczyłem każdego zainteresowanego Taja, pytającego o to, co robimy w Bangkoku!

Łukasz