Azjatycki Czwartek #7 czyli Czwartek jest w Piątek, bo nienawidzę chińczyków.

Patrząc wstecz, na te wszystkie kiepskie momenty, ale też fantastyczne chwile, jakie zdarzyły mi się w minionym tygodniu nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy był on dobry czy zły. Biorąc pod uwagę to, że Azjatycki Czwartek wjeżdża na bloga w Piątek (i to w dodatku po dwóch tygodniach), a ja jak zwykle siedzę na lotnisku i klima daje mi po nerkach, na pewno możemy nazwać go tygodniem obsuwy. Co więc się działo, kiedy mnie tu nie było?

Odwiedziłam dwa najbardziej znane miasta w Wietnamie, co było obowiązkowym punktem do odhaczenia na podróżniczej liście Łukasza. Byliśmy więc zarówno na południu (Sajgon) jak i na północy (Hanoi). Zachłysnęłam się wietnamskim jedzeniem. Nie dosłownie, na szczęście tylko w przenośni. Przez tych kilka dni w wietnamie zjadłam prawdopodobnie więcej bułek, niż przez cały 2016 rok. Zgodnie z zasadą „jesteś tym, co jesz” – teraz sama wyglądam jak bułka. Tak to już jest, jak człowiek gatunku homo europeus zamieszka w kraju, gdzie ludzie na śniadanie jedzą mięso z grilla i zupę. Codziennie. Kuchnia wietnamska od tajskiej różni się znacznie – jest zdecydowanie bardziej przystępna dla europejczyków. Oferuje doskonałą wołowinę, paryskie chrupiące bagietki, a wietnamskie kawiarnie wyposażone są w ekspresy. Prawdziwe, ciśnieniowe ekspresy. Nie muszę chyba dodawać, że dla mnie to aż za dużo szczęścia na raz, w związku z tym przez kilka dni napchałam się jak dziecko cukierkami po zakończeniu postu.

Spódniczka z koła pochodzi z już nieistniejącego butiku na allegro, a top to nowość z dobrze znanej wam strony. Tutaj link bezpośredni do niego, dla zainteresowanych. Espadryle to również dobrze Wam znany model od Tory Burch (dokładnie ten), a zupa to słynne wietnamskie Pho!

Następnie przyszła pora na Hong Kong. O Chinach marzyłam od dziecka, odkąd przyjaciele moich rodziców wybrali się tam na urlop. W tamtych czasach była to dla mnie nieosiągalna egzotyka i zazdrościłam im tego wyjazdu niesamowicie. Wyobrażałam sobie ludzi w tradycyjnych strojach, pomalowane twarze i chińskie domki z zabawnymi dachami. O, jakże się myliłam… oczywiście Hong Kong a Chiny „właściwe” to dwa różne światy. Mają jednak jeden przykry element wspólny, który jest w stanie zepsuć nawet najbardziej wyczekiwany wyjazd. Tym elementem są chińczycy. Czajniki tak dały mi w kość, że poprzysięgłam srogą zemstę, kto ogląda moje mini vlogi na snapie, ten wie. Ale to zdecydowanie jest temat na osobny, obszerny wpis. Generalnie Hong Kong to rozczarowanie mojego życia o którym z pewnością opowiem Wam więcej.

Do Hong Kongu poleciałam także z myślą o zakupach. Planowałam złożyć zamówienie na markowe produkty (tam gdzie zawsze czyli na Shopbop) i skorzystać z tego, że Hong Kong jest strefą bezcłową, więc zaoszczędzę na podatku. Niestety po tym, jak zobaczyłam w jakich warunkach przyszło nam nocować, zmieniłam plany. Ta paczka mogłaby do mnie zwyczajnie nie dotrzeć. Szczęśliwie okazało się, że moja fotograf już za parę dni leci do Stanów i rozważam poproszenie jej o przywiezienie czegoś w walizce. Musi to być małe, bo nie chcę kraść jej cennego miejsca w bagażu, zastanawiam się więc nad okularami. Zawsze dobrze mi doradzacie, więc… które z poniższych mają szansę pasować do mojej twarzy???

 1. 2. 3. 4. 5.

Spędziliśmy Walentynki stojąc w kolejce z tysiącem chińczyków, przez calutki dzień. Kto ogląda mnie na snapchacie ten już wszystko wie. Mój nick to aleksandranaj. To był dzień prawie zupełnie stracony, w dodatku zaczął się i skończył na romantycznym posiłku w McDonald’s, ale zupełnie nie mam o to żalu do świata. Ja z moim narzeczonym mam walentynki codziennie (wiem, jestem szczęściarą), więc nawet jeśli jedna randka akurat 14 lutego nam się nie udała, to nie zmienia to absolutnie nic w moim życiu. A w kolejce staliśmy, żeby zobaczyć taki widok:

A potem stwierdzić, że pizga jak w kieleckim i po 4 minutach stać znowu w kolejce (tym razem na tramwaj powrotny).

W związku z walentynkowym wpisem, który pozostaje nadal aktualny zważywszy na nadchodzący dzień kobiet, chciałam wszystkim przypomnieć o dodatkowej promocji czy też zniżce na Refunderze. Wiem, że tego jest dużo i ciężko wszystko zapamiętać i stosować, dlatego podrzucam Wam info ponownie.

Program typu cashback o nazwie Refunder oferuje promocję na start. Rejestrując się przez mój link polecający (klik) dostaniecie dodatkowe 25 zł zwrotu na konto po dokonaniu pierwszych zakupów z wtyczką Refunder. Dodatkowe to znaczy, że należy Wam się też zwrot prowizji regularnej. Ten program współpracuje z ponad 500 sklepami, więc robiąc swoje zwykłe zakupy w Sephorze, na Zalando czy w innych popularnych sklepach online (nawet rezerwując bilety do kina) możecie odzyskać te ponad 25 zł. Jeśli Wasza transakcja się powiedzie, ja również dostanę 25 zł, warto więc po zrobieniu zakupów podrzucić swój link partnerski koleżankom. Sporo moich czytelników już się zarejestrowało, i część dokonała skutecznie zakupów ze zwrotem, więc polecam i Wam! Teraz mają fajną akcję ze schroniskiem, więc warto skorzystać. 

No i oczywiście na koniec,

Linki tygodnia

Jedna z blogerek modowych, które obserwuję, Rumi Neely, pokazała swoje mieszkanie na łamach Harper’s Bazaar. Wnętrze jest absolutnie zachwycające, w takim właśnie stylu chciałabym urządzić swój dom!

Mały przedsmak tego, co chińskie czyli tekst o tym, jak się tresuje chińskie dzieci. Może dlatego wyrastają na nieszczęśliwych, sfrustrowanych chinoli, których jedyną pasją jest uprzykrzanie życia innym.

Na osłodę u fashionelki znalazłam świetny przepis na antygrypinę, który na pewno wypróbuję po powrocie do Polski. Oglądałam proces twórczy na insta stories i ślinka mi ciekła!

Dawno nie przypominałam Wam też o kodach na darmowe przejazdy, więc choć to nie jest link, zrobię to tutaj. Na hasło aleksandranaj macie zniżkę w wysokości 50 zł na pierwszy przejazd z aplikacją MyTaxi (w lutym oprócz tego jest zniżka 50% na wszystkie przejazdy!), a dodatkowo 15 zł na przejazd uberem na hasło uberaleksandranajda. Wklepcie sobie kody nawet jeśli nie planujecie jeździć taksówką, lub jeśli nie działa ona w Waszym mieście, bo nigdy nie wiadomo kiedy taki kod może się przydać!


'Azjatycki Czwartek #7 czyli Czwartek jest w Piątek, bo nienawidzę chińczyków.' 2 komentarze

  1. Luty 18, 2017 @ 02:30 Gosia

    Szkoda, że Hong Kong tak cię zawiódł 🙁 życzę Ci, by kolejne azjatyckie podboje były dużo milsze! Wietnamskie Pho wygląda przepysznie, aż leci mi ślinka 😀
    Również miałam obrzydliwą przygodę z Chińczykami, jednak w niedalekiej Belgii. Jechałam z chłopakiem zatłoczonym pociągiem wraz z osobami przeróżnych narodowości. Wśród nich mama Chinka z dzieckiem na kolanach, po jej bokach reszta rodziny. Chłopiec jadł kanapkę na kolanach mamy, a ona w tym samym czasie opuściła jego spodnie i trzymając jego sama-wiesz-co, nakierowała strumień do butelki po wodzie :/ To było naprawdę odrażające, rodzina Japończyków naprzeciwko mnie nie wiedziała, gdzie podziać oczy 😀 najgorsze jest to, że wolna toaleta w pociągu znajdowała się dosłownie 5 kroków dalej. Do dzisiaj nie rozumiem lenistwa i buractwa tej kobiety + dziecka jedzącego kanapkę jak gdyby nigdy nic 😀

    Reply

    • Luty 18, 2017 @ 03:21 Aleksandra Najda

      O BOŻE… obrzydliwe, współczuję takich współpasażerów! Najgorsze jest to, że jak zwracasz takiej babie uwagę, to ona udaje, że nie rozumie po angielsku. W ogóle ja po tych trzech miesiącach w Azji nie mam ani jednego przyjemnego skojarzenia z chińczykami, wszyscy zachowują się jak trzoda chlewna. To jest szokujące… Bekają, mlaskają i puszczają bąki w samolocie NOTORYCZNIE, kaszlą kichają bez zasłaniania ust oraz oczywiście wciągają gluty i połykają. Dodatkowo nie da się ich uniknąć bo rozpełzli się po świecie i są wszędzie. Dlatego właśnie stałym elementem w podróży stały się dla mnie słuchawki i maseczka antybakteryjna, bo niestety, brzydzę się siedzieć w ich towarzystwie i nie chcę żeby sprzedali mi swoje gluty. Wiem, że dla wielu to co piszę może być oburzające, sama nigdy nie pomyślałabym, że do tego stopnia stracę szacunek do jakiejkolwiek narodowości, ale z tym narodem nie da się funkcjonować, nie da się i tyle.

      Reply


Would you like to share your thoughts?

Your email address will not be published.