Azjatycki Czwartek #6 – plaże, hotele i zachody słońca, czyli nie takie straszne Phuket, jak go malują

W tym tygodniu działo się sporo, chociaż wcale nie ruszaliśmy się z Phuket! Byliśmy w fajnym hotelu, odkrywaliśmy nowe plaże i znaleźliśmy sporo świetnych miejsc na oglądanie zachodu słońca. Zjedliśmy też sporo dobrego jedzonka, a ja zaliczyłam wielki kryzys związany z blogowaniem, a raczej narzędziem służącym mi do pracy. Potrzebuję też Waszej pomocy, więc proszę o przeczytanie i doradzenie mi w tej ważnej kwestii! Ale po kolei…

Zjedliśmy lunch z marketingiem hotelu Kata Rocks

Dobra, to powinno się znaleźć w poprzednim tygodniku tak naprawdę, ale usnęłam pisząc go i Wy pewnie usnęlibyście również czytając tak długie wypociny! Postanowiłam więc przenieść te kilka zdań i zdecydowanie więcej zdjęć na ten tydzień. Tak więc zostaliśmy zaproszeni na lunch i drinki do Kata Rocks. To bardzo miłe, bo nie byłam w żaden sposób zobligowana do pisania o tym na blogu, nie jest to więc tekst reklamowy, ale spędziłam miło czas i pomyślałam, że podzielę się z Wami fajnymi zdjęciami z tego miejsca. Myślę, że w szczególności infinity pool zasługuje na uwagę. Sama uwielbiam oglądać tego typu fotki u innych blogerek i instagramowiczek. Wakacyjne klimaty kręcą mnie najbardziej! Nie wiem czy widzieliście, ale na snapchacie pokazywałam moje serduszka z portalu weheartit, dodane ponad dwa lata temu. Ze zdziwieniem odkryłam, że moje gusta od tamtej pory za bardzo się nie zdziwiły. Na większości inspirujących mnie zdjęć znajdują się… podróże!

Moje monokini możecie zobaczyć i zamówić tutaj.

Widzieliśmy kilka niesamowitych zachodów słońca

Odkryliśmy kilka wspaniałych, pięknych miejsc w Phuket, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Widzieliśmy kilka cudownych zachodów słońca, odwiedziliśmy kilka pięknych, czystych plaż. Zawsze mi smutno, kiedy trafiam w Internecie na opinie w stylu „Phuket to syf, nie ma tam nic fajnego i nie warto tam jechać”. Świadczy to przede wszystkim o… braku umiejętności podróżowania i odkrywania, bo jestem przekonana że w każdym turystycznym miejscu można znaleźć troszeczkę raju. Ja znalazłam i to niejeden! Najczęściej takie komentarze pojawiają się pod zdjęciami na instagramie osób, które dopiero „chwalą się” swoim odbiorcom, że lecą do Phuket na wakacje (a więc w domyśle – sprawa jest klepnięta, bilet kupiony). Po co więc pisać komuś, że wybrał beznadziejnie i czekają go słabe wakacje? Można polecić coś, co nam się na tym Phuket jednak podobało… Albo, jeśli faktycznie nic nam się nie podobało (co z kolei znaczy zapewne że nic nam się w życiu nie podoba) to zamknąć buzię i powstrzymać się od komentowania w ogóle. Ja idąc tropem szerzenia dobrej myśli postanowiłam opisać dla Was najlepsze plaże w Phuket oraz wypunktować najlepsze miejsca na zachód słońca. Z pewnością takie właśnie dwa wpisy pojawią się w najbliższym czasie na blogu. Co o tym sądzicie?

Sukienka Pocahontas z tego zdjęcia jest dostępna tutaj.

Umarł mój komputer

A potem zmartwychwstał, ale można powiedzieć, że jego sprawność przypomina sprawność osoby po poważnym wylewie, więc za wiele na nim już nie zrobię. A jak to się stało? Przede wszystkim muszę przyznać, że ten sprzęt jest zwyczajnie wiekowy. To pierwszy laptop jaki kupiłam w życiu, wybrał go dla mnie przyjaciel w sierpniu 2009 roku! Od tamtej pory działał bez zarzutu, chociaż przez ostatnie 1,5 roku nieustannie żyłam w stresie o jego życie. Dla mnie laptop to jednak ważna kwestia, w końcu to moje główne narzędzie pracy. Nie zdecydowałam się jednak na zakup nowego z uwagi na podróż, która, nie oszukujmy się, jest i tak sporym obciążeniem dla naszego domowego budżetu. Kupiliśmy drugi laptop, ale wiecie jak to jest z rzeczami na spółkę. Do wczoraj więc używałam swojego starego złomka, mimo że brakowało mu już niektórych zębów (od roku pracowałam bez zera w górnej klawiaturze), od dawna działa tylko i wyłącznie podpięty do ładowania, a blue screen of death widywałam średnio co drugi dzień. Wczoraj koleś przegiął pałę i wyłączył się trzy razy w ciągu pisania jednego tekstu. Łukasz reanimował go naprawiając błędy systemowe i zmieniając windows, ale nie rozwiązało to innych jego problemów „zdrowotnych”. Nie wspomnę już nawet o tym, że niektóre litery zaczęły przerywać i nawet nie mogłam sobie na niego ponarzekać moim przyjaciółkom, bo raczej ciężko jest napisać „kurwa” bez literki a.

Zwróciłam się do Was z tym pytaniem na snapie (mam nadzieję, że oglądacie „aleksandranaj”?), zwracam się i tutaj – jaki laptop możecie mi polecić? Nie ma co się oszukiwać, nowy komputer jest mi potrzebny od zaraz, chociaż finalnie pewnie dokonam tego zakupu tuż po powrocie do Polski. Póki co najwięcej Waszych snapków poleca MacBooka. Ja do tej pory myślałam o drugim asusie, skoro ten tak świetnie mi służył… Czekam więc na Wasze opinie, zanim podejmę ostateczną decyzję!

Przeczytałam motywujące książki

W mojej ulubionej tematyce, czyli Moc przyciągania pieniądza (po raz czwarty  życiu), z której cytaty cały czas wrzucałam na snapchata a Wy screenowaliście je jak szaleni! Cieszę się, że mamy podobne gusta bo może będziecie mogli polecić mi jakieś pozytywne, motywujące lektury? Czytam też Sekret, a w kolejce czeka już Potęga Podświadomości. Niewiele czytałam w tym tygodniu, bo czas spędzałam głównie na pisaniu i odpoczywaniu po poprzedniej podróży. Myślami jestem natomiast już w Wietnamie, do którego wybieram się za tydzień (i trochę się boję…). Ale o tym może nie będę pisać, bo w końcu przyciągamy to o czym myślimy i mówimy, prawda?

Co takiego spłodziłam w tym tygodniu

Na blogu pojawiły się trzy teksty, co jest w zasadzie rekordem ostatnich tygodni. Tygodników nie liczę, oczywiście. Wbrew pozorom jedna porządna recenzja to kilka godzin pracy, tak jak już Wam wspominałam często nocnej, bo w końcu za dnia chcę skorzystać z plaży i szkoda mi marnować czas na siedzenie przed komputerem. Azja ma to do siebie, że jutro może lać, a każdy dzień z pięknym słońcem może okazać się ostatnim w danym tygodniu. Ale udało mi się dla Was napisać dwa teksty urodowe,

Co stosować na spaloną słońcem twarz i mój sposób na rzęsy do nieba bez przedłużania

oraz zrecenzować hotel, w którym nocowaliśmy w Jakarcie w dwujęzycznym wpisie nasz pobyt w hotelu Kempinski Jakarta. Wbrew pozorom pisanie drugi raz tego samego tekstu po angielsku jest strasznie czasochłonne i denerwujące, bo z jednej strony nie jest to tłumaczenie 1:1, a z drugiej, nikt kto pisze jakiekolwiek dłuższe treści zawodowo nie lubi robić dwa razy tego samego. Zrozumie mnie każdy bloger, któremu skasował się kiedyś wpis przed opublikowaniem! Dlatego będzie mi niezmiernie miło, jeśli zechcecie kliknąć, przeczytać i dać mi znać w komentarzu jak się spisałam ze swoim pierwszym dwujęzycznym tekstem.

Linki tygodnia

W tym tygodniu, jak zawsze bez żadnego motywu przewodniego, trafiłam na kilka ciekawych artykułów, które Wam podrzucam. Jeśli chcecie zabić nudę, zobaczyć coś śmiesznego albo przeczytać coś mądrego, to klikajcie! Niestety mało mnie było w Internetach, więc i linów jest niewiele…

Ania napisała mądry wpis o tym czego można nauczyć się od prostych ludzi.

BBC puściło w świat historię meksykańskiej prostytutki, która otworzyła placówkę dla emerytowanych pracowników „branży seksualnej”. Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z prostytutkami na emeryturze? Bo ja nie!

Wzruszająca historia o mężczyźnie, który uratował 669 dzieci podczas wojny, a po latach spotkał je ponownie doprowadziła mnie do łez!

 Przykład gony naśladowania – 88-letnia lekarka wciąż czynna zawodowo. W dodatku jest… chirurgiem!



'Azjatycki Czwartek #6 – plaże, hotele i zachody słońca, czyli nie takie straszne Phuket, jak go malują' 6 komentarzy

  1. Luty 3, 2017 @ 20:53 Gosia

    Cieszę się, że przekonujesz do Azji i Phuket mimo nieprzechylnych opnini 🙂 Dzięki Tobie wiem, że Azja nie jest taka straszna, jak ją malują 😉 Zestawienie plaż to super pomysł, zwłaszcza dla osób, które jadą do Phuket tylko na parę dni 🙂 I chroni przed pierwszymi błędami w danym miejscu czy zniechęceniu, które łatwo może nastąpić po szoku kulturowym itp.

    Jeśli chodzi o laptopy, również jestem wierna firmie Asus. Mój zaczyna już 4 rok i nie mogę na niego narzekać 🙂 Cenowo dużo tańszczy niż produkty Apple, które jednak mogą wieść prym z obróbką zdjęć i filmów 🙂 Ale to też jest temat rzeka, bo ostatnio moja koleżanka zapłaciła za naprawę laptopa 300 euro w oficjalnym Apple store (mieszka w Holandii). Za takie pieniądze mogła równie dobrze kupić nowy komputer 😮 Także inwestycja w Apple to również świadomość, że ceny nawet naprawy mogą iść w górę

    Reply

    • Luty 9, 2017 @ 15:20 Aleksandra Najda

      Właśnie mi osobiście brakowało takiego wpisu na Bali i miotaliśmy się kilka godzin bez sensu, więc pomyślałam, że przyda się osobom, które będą w Phuket pierwszy raz. 🙂
      Co do laptopa, jeszcze nie zdecydowałam. Ale dziękuję za treściwy komentarz! Bardzo mi takich brakuje…

      Reply

  2. Luty 8, 2017 @ 15:51 Aleksandra Konieczka

    Ja ostatni tydzień spędziłam we Włoszech w Bergamo i nad jeziorem Como-deszczowym i mglistym. Poznałam Nadię z Barcelony, zjadłam pyszne „canseloni ala bergamesca”. Przekonałam się jak smakuje włoska kawa. Widziałam Alpy z góry a już w Polsce-poznałam smak kawy parzonej metodą „aeropress” i cały proces jej parzenia. Dziś obejrzałam przepiękny film wylewając morze łez -„Pamiętnik”. To jest moje polskie „hygge”.

    Reply

    • Luty 9, 2017 @ 15:21 Aleksandra Najda

      Świetnie! Uwielbiam Italię i bardzo tęsknię za włoskim jedzeniem.
      Pamiętnik to klasyk, a hygge niestety nie znam i chyba do maja nie poznam, bo nie mam w Azji jak kupić. Ale dziękuję za komentarz! 🙂

      Reply

  3. Luty 26, 2017 @ 14:03 ania

    Gorąco polecam laptopy Della – ja mam Della Vostro 5468 14″, mój mąż ma z serii Latitude (niestety nie pamiętam modelu) 13’3″
    To naprawdę dobry, porządny i bardzo wygodny sprzęt. Przy tym te lapki są ładne i poręczne.
    Dell daje też 3-letnią gwarancję na swój sprzęt

    Reply


Would you like to share your thoughts?

Your email address will not be published.