Azjatycki Czwartek #4 – jak wylądowałam w szpitalu na Bali, darmowe kosmetyki dla dzieci i 25 zł na konto dla każdego mojego czytelnika

Nadaję do Was z bajkowego Bali, leżąc na leżaku przy basenie i podziwiając ostatnie podrygi życiodajnego słońca. Chociaż lepszego miejsca do pracy nie mogłabym sobie wymarzyć, to jednak chyba rozumiecie, że ciężko mi się tu zmotywować do pisania. Życie w „ciągłej” podróży rządzi się swoimi prawami. Można nawet powiedzieć, że totalnie staje na głowie. Niemal nie zauważyłam, a minął kolejny tydzień i wiszę Wam tygodnik, a jestem totalnie w proszku! Żeby tego było mało, w tym tygodniu na blogu pojawił się tylko jeden nietygodnikowy tekst… Co robić w Bangkoku – który zjadł mi tyle czasu i energii, że nie wystarczyło jej już na nic innego. Pomysłów jest milion, ale niestety brak czasu na realizację. Chciałabym dostać od losu dodatkowe trzy godziny doby, żeby do Was pisać. Póki co, szkoda mi cudownych i krótkich chwil w tych pięknych miejscach marnować na siedzenie przed komputerem! Dzisiaj będzie więc krótko. Co się działo?

Ruszyliśmy znowu w drogę! 

Po raz kolejny wzbiliśmy się  na skrzydłach Air Asia w powietrze, w pogoni za naszymi podróżniczymi marzeniami. Przez znane nam już Kuala Lumpur (tekst o Kuala znajdziecie tutaj, na dniach zostanie uzupełniony o dwa nowe punkty), gdzie udało nam się zrobić tym razem kilka fajnych zdjęć, bo wreszcie nie padało, polecieliśmy do Singapuru, a stamtąd do Indonezji, zobaczyć Jakartę i Bali. O Singapurze na pewno będę Wam jeszcze pisać, jeśli tylko macie takie życzenie i jeśli ciekawi jesteście, jak spodobało mi się jedno z najdroższych miejsc na świecie oraz… jak się w nim zgubiłam. Pobyt w Jakarcie natomiast wyszedł nam nieco przypadkiem, ponieważ okazało się, że to doskonałe miejsce na przesiadkę. Nasi znajomi, wytrawni podróżnicy, w dodatku w połowie pochodzenia indonezyjskiego, bardzo nam to miasto odradzali.

Faktycznie, nie ma tam nic szczególnie atrakcyjnego dla turystów (powyżej dwie główne atrakcje miasta), korki potrafią doprowadzić europejczyka do białej gorączki, a poza tym trafiliśmy na szczyt sezonu deszczowego, więc przez cały czas padało (jeszcze jedno zdjęcie miasta możecie zobaczyć tutaj). Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo…

Podjęłam swoją pierwszą współpracę z hotelem

Praktycznie zawsze podczas moich podróży pokazuję Wam gdzie się zatrzymałam i prawie zawsze dostaję od Was mnóstwo pytań o adres, ceny lub rekomendację. Hotele „zbierają” też największą ilość screenów na snapchacie. Wychodzę Wam naprzeciw i od teraz na blogu cyklicznie będą pojawiały się recenzje różnych hoteli. Jestem bardzo ciekawa, na jakie elementy według Was powinnam zwracać uwagę? Co jest dla Was ważne przy wyborze hotelu? Pamiętajcie, że te teksty powstają dla Was, a nie dla mnie i chciałabym, żeby faktycznie były dla Was wartościowe i przydatne. Nie znając jednak odpowiedzi na powyższe pytanie nie jestem w stanie napisać dobrego tekstu. Mogę pisać tak, jakbym pisała pod siebie, ale to totalnie bez sensu.

Odwiedziłam balijską przychodnię

Mam wrażenie, że ostatnio spędzam więcej czasu w samolocie i/lub w zamkniętych, klimatyzowanych pomieszczeniach niż na rajskich plażach. Poprzedni tygodnik pisałam właśnie w samolocie, siedząc wśród zasmarkanych gruźlików i oczywiście dziś zbieram tego plony. Infekcja, którą zaraziłam się od Pana Gluta rozwijała się powoli i zdradziecko. Oleju do ognia dolałam chodząc godzinami po Singapurskim (rzecz jasna ostro klimatyzowanym) muzeum i błądząc samotnie po ichniejszych stacjach metra. Również niemiłosiernie klimatyzowanych. W Jakarcie wstąpiłam do apteki, gdzie wciśnięto mi tabletki za ponad 60 zł, które okazały się być… homeopatyczne. Moc podświadomości jest jednak niezbadana i po dobie ssania tych specyfików czułam się o niebo lepiej. Niestety w skutek kolejnych podróży mój stan znacznie się pogorszył i pierwsze co zrobiłam dziś rano, to odwiedzenie lekarza. Na szczęście mamy wykupione ubezpieczenie podróżne, dzięki któremu żadna choroba mi niestraszna. Jeśli planujecie wyjazd na własną rękę, odezwijcie się na priv, podam kontakt do mojego agenta, jest niezastąpiony! Nie boję się również odwiedzać azjatyckich szpitali, bo ich poziom wbrew pozorom jest znacznie wyższy, niż w Polsce (nie wypowiadam się tu o kompetencjach lekarzy, tylko o podejściu o pacjenta i warunkach panujących w placówkach). Faktem jest, że wszystkie placówki są tu na bardzo wysokim poziomie, a wykwalifikowany personel biegle posługuje się językiem angielskim. Tak więc, przechodząc do rzeczy, jestem od wczoraj na antybiotyku, pierwszy raz od wyjazdu z kraju. Na Bali.

Wartościowe linki

Jeśli chodzi o linki tygodnia, to online jestem w dwóch przypadkach: kiedy do Was piszę (na blogu czy na instagramie) i kiedy odpisuję na Wasze wiadomości (głównie na snapchacie). Tak więc zbyt wiele wartościowych treści dla Was nie mam, ale…

Mam coś dla mam! Czytają mnie jakieś mamy? Znalazłam świetną akcję NIVEA. Można przetestować emolienty Nivea Baby zupełnie za darmo, wystarczy tylko kreatywnie odpowiedzieć na jedno krótkie pytanie zawarte w ankiecie. Do wygrania jest 3000 zestawów, więc szansa na to, że to właśnie do Was przyjdzie przesyłka od Nivea jest ogromna. A więc…

Wypełnij ankietę i zgarnij kosmetyki Nivea Baby!

Odkryłam film Marty – >wakacje w Worthing<, czyli w Anglii też można spotkać przepiękne lato! Klikajcie, wspominajcie słoneczko i pamiętajcie, że niedługo znowu wiosna!

Wpis i film Olfaktorii o >żenujących zachowaniach klientów perfumerii< rozśmieszył mnie do łez. Nie mam pojęcia czemu ma tyle łapek w dół. Przecież to wszystko prawda!

Odkryłam też nowy program typu cashback. Możesz od teraz dostać zwrot części pieniędzy za zakupy, jeśli zrobisz je w jednym ze sklepów partnerskich Refundera. A należą do nich na przykład Aliexpress, Deichmann, Ezebra, New Balance, Zalando, Euro RTV AGD czy nawet KFC dostawa. To tak jakby dostać dodatkowy rabat do sklepów, w których i tak już robimy zakupy! A teraz najlepsze – jeśli zarejestrujesz się w Refunder przez >ten link< to po pierwszych zakupach oprócz swojego zwrotu za zakupy dostaniesz jeszcze 25 zł totalnie za free. I ja też dostanę. A później możesz polecić ten sposób znajomym (bo dostaniesz swój link). Działa jak Uber czy Airbnb więc warto.

Jeśli jesteś łowcą okazji, koniecznie sprawdź 100 rzeczy, które warto zamówić na Aliexpress. Linki bezpośrednie już działają!



'Azjatycki Czwartek #4 – jak wylądowałam w szpitalu na Bali, darmowe kosmetyki dla dzieci i 25 zł na konto dla każdego mojego czytelnika' 4 komentarze

  1. Styczeń 19, 2017 @ 18:22 Natalia Mohylowska

    Ja z przychodnią do której należałam niezbyt chętnie chodziłam,bo panie w rejestracji nie rejestrowały na ten sam dzień,ale na następny i trzeba było czekać nie dość że w długiej kolejce to jeszcze nie było pewne czy lekarka a była to dyrektor przychodni przyjdzie na czas.I nienawidziłam tego,że nawet jak mieli karteczki od producenta np.syropu na kaszel to go przepisywała i nawet sie nie pytała czy może wolałabym jakiś inny np.ten który był przepisany ostatnio.W obecnej przychodni do ktorej jestem zapisana lekarze i panie z recepcji maja całkiem inne podejście do pacjenta i przepisywania lekarstw.

    Reply

  2. Styczeń 20, 2017 @ 09:30 gobli.pl

    Nie ma to jak zachorować na wyjeździe :/ Współczuję :* Obyś szybko wróciła do zdrowia i mogła dalej cieszyć się wyjazdem 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂

    Reply

  3. Luty 10, 2017 @ 02:12 Andżelika

    Bali <3

    Reply

  4. Luty 10, 2017 @ 02:14 Konrad

    Super foty!

    Reply


Would you like to share your thoughts?

Your email address will not be published.