Azjatycki Czwartek #3 – pokonany krokodyl, powodzie, książka i glut

Styczeń 12, 2017 6 komentarzy

To prawdopodobnie będzie jeden z najkrótszych tygodników w historii bloga, jeśli nie najkrótszy w ogóle. Piszę go dla Was w samolocie, w notatniku iphona, gdzieś pomiędzy Phuket a Kuala Lumpur, siedząc pomiędzy wciągającym gluty panem w stylówce na Jezusa, a kaszlącą co 10 sekund panią, która brzmi jakby chciała nam wszystkim sprzedać gruźlicę. To chyba samolot szpitalny, pełen chorych ludzi. Pierwszy raz zazdroszczę muzułmankom burek. Zaczynam żałować, że nie spakowałam gipexu, bo jak tak dalej pójdzie, będę go jutro bardzo potrzebować. Po minionym tygodniu w zasadzie jestem zdziwiona, że jeszcze nie zaczęłam go brać. Co się działo?

Prawie cały tydzień padało

I to tak, że południową Tajlandię zmasakrowały powodzie. Ludzie stracili dobytki, utonęły zwierzęta, ogółem same straty. Niestety były także ofiary śmiertelne. Poza tym uciekło wiele krokodyli z farm i ogrodów zoologicznych, biegały po ulicach, a ludzie próbowali je złapać, żeby przyrządzić z nich obiad… Niektórym się nawet udało (o innych śmiałkach pewnie słuch zaginął).

Jednym słowem zrobiło się trochę niebezpiecznie, ale Phuket na szczęście pozostało poza strefą zagrożenia powodziowego i krokodylego. W Phuket wszyscy, łącznie z nami, siedzieli w domach i patrzyli przez okna na deszcz modląc się o koniec. Współczuję wszystkim, którzy przyjechali na wakacje w szczycie sezonu i przez tydzień siedzieli w hotelu. Ale cóż, to są właśnie uroki Azji – pogoda jest tu kompletnie nieprzewidywalna. Każde wyjście po posiłek wieńczył rytuał odwirowywania ubrań w pralce (kuchni w mieszkaniu nie mamy, więc dobrze, że chociaż pralka jest). Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pracowaliśmy nad blogiem, zainstalowaliśmy nowy szablon, żeby po jednym dniu musieć go usunąć, nadrabialiśmy zaległości czytelnicze, oszaleliśmy z nudów. Takie tam. Po czym wreszcie, wreszcie przestało lać.

<Jesus smarknie jeszcze raz i wszyscy zobaczą co jadłam na obiad. Na przyszłość: wiecie jak jest po angielsku “przestań k. wciągać gluty nosem i połykać”? Jest jakiś zgrabny zwrot na tę obleśną czynność? Frejzal? Proszę? Dałabym mu chusteczkę, ale nie mam!>. O czym to ja… Padać przestało we wtorek. Dzisiaj jest środa, tygodnik leci do Was jutro a ja jestem w samolocie do Kuala, więc jak zapewne zgadniecie, zbyt wiele w ciągu tych dwóch dni ze swoim życiem nie zrobiłam. Ale za to…

Odkryłam świetny serial

Scrollując facebooka i instagram w środkach komunikacji miejskiej często robię screeny rzeczy, do których chciałabym wrócić. A potem oczywiście o nich zapominam. Tak też było z serialem “the level” i “młody papież”. W czasie deszczu dzieci się nudzą, więc postanowiliśmy sprawdzić, czy faktycznie te tytuły są godne polecenia. Ostatnio rozkochałam się w kryminałach, więc the level trafił idealnie w moje serduszko. Akcja nie ciągnie się jak gluty faceta po mojej prawej, jest fajnie, estetycznie i dobrze zrealizowany, a główną bohaterkę gra piękna, ciemnoskóra aktorka, której nie znam (co jest dla mnie ważne z dwóch powodów: lubię oglądać ładne twarze i nie lubię oglądać w kółko tych samych ludzi, nawet jeśli są BARDZO ładni). Wciągnęłam pierwszy sezon jednym tchem i czekam już z utęsknieniem na drugi! Fabuły streszczać nie będę, bo nie umiem, sprawdźcie sami (ale jest trup, jest dobrze). Po zakończeniu projekcji ostatniego odcinka the level zabraliśmy się za młodego papieża, tak bardzo polecanego przez internety. Niestety nie przebrnęliśmy prze pierwszy odcinek. Możecie mnie zlinczować, ja nie widzę w tym żadnego przebłysku geniuszu. Zanim jednak zacznie padać ponownie – napiszcie mi koniecznie, jakie seriale polecacie! Mam wrażenie, że widziałam już wszystko, co w tym temacie świat ma do zaoferowania…

Zrobiliśmy sobie skuterową wycieczkę po okolicy

Chciałabym powiedzieć, że odkryliśmy nowe, fantastyczne miejsca, ale niestety nie tym razem. Bang Tao jest przez nas wyssane do cna, już nic ciekawego nas tam nie spotka… trafił się jeden fajny kadr na plaży, wygląda całkiem rajsko!

Rozpoczęłam nowy projekt na blogu…

o którym dowiecie się niedługo Myślę, że w ciągu dwóch tygodni pojawi się pierwszy post z nowego cyklu i sądzę, że ten krok pchnie nas jeszcze bardziej w kierunku dalszych podróży. Nie mogę się doczekać!

Przeczytałam coś wartościowego

Dzięki uprzejmości Ani, udało mi się już trzeci raz przeczytać książkę, która zmieniła kiedyś sporo w moim życiu. O mocy przyciągania pieniądza pisałam w tekście “skąd wziąć pieniądze?“. Nie ma jej od dawna w księgarniach, szukam w antykwariatach, bo chciałabym mieć swój własny egzemplarz, więc jeśli jakimś cudem macie ją w domu i chcecie się pozbyć, to chętnie odkupię!

Napisałam na blogu

Dwa teksty, czyli muszę popracować nad systematycznością, bo trzy teksty w tygodniu to stanowczo za mało, prawda? Jeśli ktoś jednak nie czytał wpisu o Kambodży to klik – Angkor Wat Cud Świata, a dla narzekających na zimę polecam 4 pomysły na zimę. Jeśli potrzebujecie dodatkowej zachęty do tego wpisu, to powiem, że umieściłam tam prawdziwy wibrator ; ). Dzisiaj dorzuciłabym do tego jeszcze swoje guilty pleasure, czyli zimowe menu McDonald’a. Zobaczcie co teraz mają:

Zamówiłam trochę nowości

Głównie z aliexpress, które pokażę Wam w osobnym wpisie. 100 pomysłów na to co zamówić z aliexpress jest jednym z najpopularniejszych wpisów na blogu! Będzie więc kontynuowany. Chwilowo nie działają linki bezpośrednie (nie z winy bloga), czekam aż problem zostanie naprawiony. Tymczasem zamówiłam torbę plażową (już wyprzedana, ale może pojawi się ponownie, ja kliknęłam w przecenie 50%)i gumowe sandałki Kate Spade korzystając z dużej przeceny. Początkowo nie byłam zachwycona tymi butami, jednak są super wygodne i ślicznie wyglądają na nogach (chociaż na moich stopach żadne buty mi się nie podobają, więc polecam kliknąć w link i zobaczyć na modelce). Są na wyprzedaży jeszcze złote i bardzo żałuję, że nie zdążyłam kupić zanim wyprzedał się mój rozmiar (zastanawiałam się nad nimi już w listopadzie. Co sądzicie?