8 porannych nawyków ludzi sukcesu – plan na odmulenie listopada

Listopad 11, 2018 10 komentarzy

Przeglądam zdjęcia z farmy dyniowej, która od 10 dni jest już zamknięta i nachodzą mnie pewne refleksje. Po pierwsze zdążyli sprzedać wszystkie dynie i zamknąć miejscówkę na cztery spusty zanim ja zabrałam się w ogóle do zgrania zdjęć na dysk, nie mówiąc już o ich obrobieniu. Po drugie patrząc na to w co ja się ubrałam i jak wyglądają moje włosy bardzo się dziwię, że społeczność którą zgromadziłam na blogu przez lata w ogóle była zainteresowana mną w odsłonie blogerki modowej. Jestem szczerze w szoku.

sweter: second hand; spódniczka: second hand; torebka: Tory Burch via Shopbop; kozaki: Michael Kors via Shopbop

Październik był pięknym miesiącem i jak sami wiecie, bo przecież macie okna, jesień w tym roku nas rozpieszczała i aż chciało się żyć. Listopad natomiast zaskoczył mnie ogromną ilością chmur, co dla mnie, osoby o niskim ciśnieniu jest prawdziwym koszmarem. Nie chce mi się wstawać z łóżka, nie chce mi się pisać, nie chce mi się walczyć z durnym algorytmem durnego instagrama.  Poddałam się grawitacji i klika dni przeleżałam w łóżku bezmyślnie przerzucając kolejne odcinki Netflixa. Przypomniała mi się sprawa faceta, do którego pracownik Netflixa dzwonił, żeby upewnić się, czy wszystko z nim w porządku ponieważ przez ponad 20 godzin bez przerwy oglądał kolejne odcinki serialu. Nie chciałabym być tym facetem! Tak właśnie zaczyna się jesienna depresja.

Zamiast spać do południa postanowiłam utrzymać swoje letnie nawyki wstawania rano, a nawet nieco podkręcić obroty. Mam nadzieję, że pozwoli mi to spędzać dni bardziej produktywnie. Według wielokrotnie powielanych w internecie treści wszelakiej formy dotyczących nawyków ludzi bogatych, czy też szerzej ujmując ludzi sukcesu ułożyłam sobie listę zadań do wykonania codziennie przed 9 rano. Teoretycznie powinno być to zrobione przed ósmą lub nawet siódmą, nie mam jednak na tyle sztywnego planu dnia i nie muszę dojeżdżać do pracy więc postanowiłam przesunąć wszystko o godzinę.

1. wstaję godzinę wcześniej niż zazwyczaj

W lecie codziennie wstawałam o 8 rano, kiedy mąż szykował się do pracy. Z czasem kiedy dni stały się bardziej pochmurne, a terytorium poza kołdrą chłodniejsze, zdarzało mi się przestawiać budzik i wracać w objęcia Morfeusza, lub jeśli nie mogłam zasnąć, oglądać Insta Stories do 10 albo nawet dłużej! Skupiałam się na odbieraniu treści innych ludzi, a nie na tworzeniu własnych. Koniec tego. Od dzisiaj wstaję o 7:30 i żadnych drzemek. Docelowo chcę się budzić o siódmej, ale to może za miesiąc.

2. zaczynam dzień od wody

Banał, ale pół godzinny przed śniadaniem robię sobie “szota” – piję małą szklankę ciepłej wody z połówką wyciśniętej cytryny i startym imbirem. Na tarce ucieram około 3 cm korzenia i piję wszystko razem ze strzępami pływającymi w wodzie. Daje mi to lepszego kopa niż kawa. Kiedyś kroiłam imbir w plasterki, ale jest to zdecydowanie mniej efektywne, starty imbir puszcza więcej soku.

3. nigdy nie opuszczam śniadania

Zdarzało mi się nie raz i nie dwa na śniadanie pić kawę z mlekiem i dopiero po 12 jeść cokolwiek. Teraz staram się po swoim imbirowym szocie zabrać się za przygotowanie czegoś zdrowego i pożywnego, jak na przykład placuszki owsiane z bananem albo przynajmniej miseczka jogurtu naturalnego z dżemem i granolą.

4. ruszam się

Każdego ranka chcę zaczynać dzień od ruszenia dupy z łóżka. Nie planuję zacząć biegać, ale może wydłużenie porannego spaceru z psem i nie odwlekanie go w nieskończoność to dobry pomysł. Ten punkt piszę wciąż jako wishful thinking, bo bardzo trudno jest mi go wdrożyć w życie, chociaż dzisiaj o 8:00 byłam już na siłowni na treningu, który okazał się personalnym. Dam radę tak codziennie?

5. medytacja

Cholernie trudny dla mnie punkt, bo tak samo jak zajęcia jogi, doprowadza mnie do szału. Wiem, że to dla mnie dobre, wycisza organizm i resetuje mózg, ale mój organizm jakoś tak działa, że jeśli siedzę i próbuję nie myśleć o niczym, w mojej głowie pojawia się natychmiast gonitwa myśli i długa lista rzeczy do zrobienia na wczoraj. Zamiast się zrelaksować, jestem wkurzona. Muszę nad tym popracować, bo z naukowego punktu widzenia ta pozycja na liście porannej rutyny jest ważna i potrzebna.

6. Zaczynam pozytywnie

Staram się codziennie zaczynać dzień od pozytywnego myślenia. Czytam na głos inspirujące sentencje (zazwyczaj kiedy Łukasza nie ma już w domu rzecz jasna!) swoje cele i afirmacje. Kiedyś w to nie wierzyłam, ale teraz wiem, że pomaga! Chociaż wydaje się idiotyczne…

7. trening kreatywności

Codziennie przynajmniej 10 minut poświęcam na ćwiczenia kreatywności. W sieci jest pełno tego typu zadań, które mają pobudzać nasze twórcze myślenie. Polecam Wam bardzo 15 dniowy trening kreatywności One Little Smile, z niego korzysta mi się zdecydowanie najprzyjemniej!

8. Zaczynam od najgorszego

Prokastynacja to mój największy wróg. Między innymi dlatego od czerwca nadal nie pojawił się tu żaden post o ślubie. W tym czasie emocje opadły i wcale nie chce mi się już tego pisać! Mam tak każdego dnia, najtrudniejsze zadanie do wykonania odkładam w czasie jak to tylko możliwe, aż w końcu mija miesiąc i nadal jest to nie wykonane. A przecież better done than perfect, prawda? W listopadzie nauczę się zaczynać dzień od najmniej przyjemnego zadania.

Jakie są Twoje poranne nawyki? Może zapomniałam o czymś ważnym?