10 powodów dla których nigdy nie wrócę do Chin

Póki co blogowanie w podróży nauczyło mnie jednego – posty trzeba pisać natychmiast, wtedy i dokładnie wtedy, kiedy przychodzą Ci do głowy. Nieważne, czy lecisz samolotem, czy jedziesz pociągiem, czy czekasz w kolejce z tysiącem bekających chińczyków. Musisz nosić ze sobą tablet, albo najlepiej komputer, usiąść i pisać. Inaczej, kiedy emocje opadną, z Twojego pomysłu na tekst nic już nie zostanie. Nigdy już nie napiszesz tego wpisu, przepadnie.

Kilka dni po powrocie z Hong Kongu siedzę i staram się odtworzyć emocje, jakie towarzyszyły mi w Chinach, ale wiecie co? Straciły już swoje kolory (w sumie to całe szczęście). Czasem żałuję, że nie jestem youtuberką, nie nagrywam wszystkiego lustrzanką w doskonałej jakości bo tylko w takiej formie mogłabym Wam przekazać wszystko to, co usiłuję napisać. Prawda jest jednak taka, że z trudem radzę sobie przed obiektywem snapchata, więc vlogerka byłaby ze mnie marna. Moja mała, aczkolwiek bardzo zintegrowana grupa odbiorców na Snapchacie czeka na ten tekst od kilku dni, więc postaram się jeszcze raz wczuć w chiński klimat i powiedzieć, dlaczego w Chinach było beznadziejnie, dlaczego nigdy tam nie wrócę i dlaczego nie chcę więcej widzieć chińczyków na oczy (eh, marzenie, przecież oni są WSZĘDZIE). Przede wszystkim polecam jednak wszystkim zainteresowanym oglądać na bieżąco. Mój nick na snapie to aleksandranaj.

Post zilustrowałam zdjęciami pięknego, mimo wszystko Hong Kongu. Wszystkie robiłam iphonem.

  1. Chińczycy to tępe strzały

Zaczynamy więc z grubej rury. Chińczycy dzielą się na dwie grupy – kompletnych debili i normalnych, przeciętnie inteligentnych ludzi, którzy debili udają. Jak ich rozpoznać? Nie wiem. Wiem tylko, że dopóki się z czajnikiem zgadzasz, a najlepiej nic od niego nie chcesz, wszystko jest w porządeczku. Jeśli tylko masz jakiś problem albo coś Ci się nie podoba, to chińczyk przywraca swoją domyślną minę pod tytułem „tęsknię za rozumem” i odpowiada Ci jedynie wymowne „EEEEEE?!”. Co ciekawe oboje mamy podobne doświadczenia również w pracy (zdalnej i stacjonarnej) z Chińczykami. Dopóki wszystko idzie po ich myśli, komunikacja idzie wyśmienicie. Jeśli natomiast pojawia się rozbieżność w poglądach – eeee? Ming nie rozumie po angielskiemu!

Ming również nie wypuszcza z ręki telefonu. Zastanawiałam się czy to jest bardziej przejaw ich głupoty czy bardziej kolejny punkt na tej liście i zdecydowałam się jednak umieścić go tutaj. A więc przeciętny chińczyk czy też chinka nie rozstaje się ze swoim smartfonem. Idzie chodnikiem wpatrzony w ekran, zatrzymuje sie na środku schodów żeby odpisać na wiadomość, przy okazji kompletnie tarasując przejście innym Mingom, wpada na ludzi i odbija się od nich jak kauczukowa piłeczka, robiąc przy tym minę taką, jakby był w totalnym szoku, że oprócz niego ktoś jeszcze przemierza ten sam chodnik, potyka się o własne nogi, wpada na przeróżne przedmioty i dalej gapi się w telefon. Przynajmniej do momentu kiedy z tym telefonem nie wlezie pod rozpędzoną taksówkę.

  1. Internety na wiadra

W Chinach Internet raz jest, raz go nie ma. Najczęściej go nie ma lub jest tak wolny, że przeciętny homo europeus dostaje białej gorączki i rzuca przedmiotami. Szczególnie jeśli ma to szczęście, że pracuje zdalnie i jeździ sobie akurat po świecie.

  1. Turysto, po kij tu się plączesz

Hong Kong był do tej pory jedynym miejscem w Azji, które okazało się kompletnie, totalnie nieprzyjazne turystom. Cyrk zaczął się od razu po przylocie, kiedy to służba lotniska zatrzymywała nas kilka razy, zadając po trzydzieści razy te same pytania „pocościetuprzyjechalidocholery” i uwaga, sprawdzając CAŁĄ naszą trasę podróży (tylko i wyłącznie przypadkiem zachowałam boarding passy z lotu Phuket-Sajgon), a celnicy przetrzepali nam bagaż do samego szkieletu wrzucając po tym naszą rozgrzebaną, brudną bieliznę, białe wyprasowane koszule i lekarstwa do walizek jak do kubłów na śmieci. Zapytałam przemiłego chinola, czy wyobraża sobie, że ja to będę za chwilę prasować drugi raz. Był szczerze zdziwiony moją reakcją. Ja jeszcze nie wiedziałam o co chodzi z tym wszystkim, a wy dowiecie się w następnym punkcie…

Od przekroczenia progu lotniska do ponownego zawitania w tym przybytku zdążyliśmy zjeść odpady z ekspresu do kawy uformowane na kształt ciastek czekoladowych oraz wystawione na tacy i serwecie dla przechodniów przed restauracją. Niech głupi turysta zeżre, co sobie myśli, że darmowe chińskie ciastko dostanie? Tfu! Zdążyliśmy kilka razy zapytać o coś człowieka na służbie (to znaczy na przykład pracownika kasyna) lub też cywila, co skutkowało odwróceniem głowy i szybkim oddaleniem się pytanej osoby. Widocznie jest to naród głuchych i ślepych, bo wątpię, żeby nikt w Hong Kongu nie znał tak cennego słówka po angielsku jak toilet. Udało nam się również zostać wyrzuconym z autobusu jadącego na lotnisko z powodu zaplątanej (a raczej otrzymanej w sklepie jako reszta specjalnie i złośliwie) dziesięciodolarówki z wyspy Macau. Była to przezabawna historia, uśmiałam się do łez, mówię Wam. Za bilet na lotnisko, za światło w tunelu o nazwie „zaraz opuścisz ten spaprany kraj” trzeba zapłacić 66$ za nas dwoje. 10 dolarów z Macau jest równowarte 10$ hongkongańskich. W ogóle nie wiem czemu to jest inna waluta, skoro to nadal jest ten sam cudowny kraj. Nie wnikam. Baba za kółkiem w każdym razie była nieugięta, wrzeszczała po chińsku coś, co kolejka nagle superpomocnych czajników przetłumaczyła jako „nie macie waluty to wasz problem, won z autobusu bo wstrzymujecie kolejkę”. Żadna z osób sterczących w tej kolejce nie zgodziła się nam wymienić tej dziesięciodolarówki, mimo że Macau jest wyspą położoną o pół godziny drogi od HK i codziennie kursują tam tysiące, tysiące chińczyków. Pojechaliśmy kolejnym autobusem, wcześniej zmuszeni wypłacić 100$ z bankomatu i rozmienić te pieniądze, bo kierowca reszty nie wydaje. Za rozmienienie chiński sklepikarz liczy sobie dwa dolary. A i jeszcze jedno. 10$ hongkongańskich/macau to jest tyle ile kosztuje u nich mała butelka średniej jakości wody mineralnej. Za równowartość butelki wody warto więc w chinach potraktować turystę jak gówno.

Następnie spotkał nas szereg mniejszych lub większych nieprzyjemności z których jasno wywnioskowaliśmy, że turyści nie są tu mile widziani. I dobrze, bo my wcale tam wracać nie zamierzamy, jest tyle wspanialszych azjatyckich krajów, w których ludzie nie tylko z radością przyjmą nasze wydane pieniądze ale i świetnie je spożytkują, a my w zamian dostaniemy najwyższej jakości produkt lub usługę, a nie taką mejdinczajna. Chin nam do szczęścia nie potrzeba!

  1. Chińczycy to obrzydliwe brudasy

Nie myją się, rzadko zmieniają ciuchy, w metrze bije gnojówką, w zębach noszą resztki obiadu sprzed tygodnia zachowane na czarną godzinę (a nóż znów przyjdzie wielki głód…), plują pod siebie, połykają własne gluty, jedząc w restauracji plują jedzeniem dookoła, wszędzie gdzie się pojawią zostawiają syf, smród i zafajdane pieluszki (to w HK, bo podobno w Chinach „właściwych” nie ma tego problemu, gdyż dzieci zamiast pieluszek mają dziurę w majtkach i robią pod siebie, nie ważne czy na chodnik, czy w restauracji). Wielu mężczyzn (podobno głównie z prowincji) nie obcina paznokci u rąk aby podkreślić, że ich dłonie nieskalane są pracą fizyczną. Tymi pazurami dłubią sobie w różnych częściach ciała. Widziałam na własne oczy. Mam kontynuować? Bo mogę tak długo! Pragnę również podkreślić, że to nie są pojedyncze zachowania jednostek, tylko powszechne praktyki spisane podczas 4-dniowej obserwacji. Boje się pomyśleć, co bym zobaczyła, gdybym nie daj Panie Boże została tam choćby jeden dzień dłużej.

  1. Kultura jedzenia

Jest to podpunkt ściśle powiązany z punktem czwartym bowiem składa się na całokształt wizerunku chińskiego człowieka. Otóż, w tej całej swojej fascynacji Europą i europejskością Chińczycy zapomnieli skopiować od nas jednej ważnej rzeczy – a mianowicie podstaw kultury. Nieobce im jest siorbanie i ciamkanie, co w zasadzie można jeszcze znieść. Ale puszczanie bąków, bekanie pomiędzy kęsami a także dosalanie sobie potrawy kulkami z glutów, które właśnie wydłubało się z nosa raczej odbiera apetyt normalnemu człowiekowi, prawda?

  1. Chińczycy kochają podróby

Ten jedyny w swoim rodzaju naród kompletnie nie zna pojęcia własności intelektualnej. Nic dziwnego skoro pojęcie kreatywności również jest im obce. Najwyraźniej również nie znają poczucia żenady skoro nie tylko ochoczo kopiują wszystko co im w małe rączki wpadnie (najchętniej dobra z Europy) ale i z dumą prezentują podróbki w swoich wyjątkowych stylizacjach. Czasem zastanawiam się, czy dana chinka w ogóle wie, jaką „markę” nosi, czy jest jej totalnie wszystko jedno, a może uważa, że to oryginalny, chiński produkt. Zapytałabym, ale tak złożone zdanie najpewniej wywoła u niej falę paniki.

A więc ulice w Hong Kongu, raj na zakupy powiadasz? Butik z podrabianymi torebkami trzy kroki od butiku Louis Vuitton? Nie ma najmniejszego problemu! Nagabujący przechodniów śniadzi przybysze oferujący turystom „kopirolex” albo „kopibag”? Mówisz masz! W dodatku są bardzo sprytnie rozstawieni, tak co 10 kroków, na wypadek gdybyś skończył odpędzać się od jednego takiego i nagle zmienił zdanie.

Jeśli natomiast nie przyjechałaś do Chin po udawanego rolexa czy też kopię torebki, którą niby chciałabyś mieć, ale 10 razy taniej, bo po co przepłacać, zawsze możesz kupić kosmetyki znanych marek po taniości. Czyli takie Tony Moly tylko mejdinczajna. Opatrzność nade mną czuwała i zanim wybrałam się na kosmetyczne zakupy doedukowałam się w blogosferze. Otóż kosmetyki made in China to coś czego bezwzględnie należy się wystrzegać, gdyż to produkty gorszego sortu, z uboższymi składnikami, przeznaczone specjalnie na chiński rynek. Azjatyckie kosmetyki, na które jest taki hajp w Polsce, to kosmetyki produkowane głównie w Japonii i Korei, niech więc Was ręka Boska broni kupować chińskie podróby, bo zwyczajnie możecie się po czymś takim nie poznać w lustrze. Zawsze patrzcie na kraj produkcji.

  1. Stanie w kolejce jako sport narodowy

Nie ma takiego miejsca w Chinach, gdzie żeby się dostać nie musisz odstać swojego w kolejce. Nie ważne, czy jest to tramwaj, metro czy toaleta. Żeby dostać się do tramwaju jadącego 2 minuty na punk widokowy, a potem z tego punktu się wydostać, musisz stać w kolejce trzy razy. Raz żeby dostać karteczkę uprawniającą Cię do miejsca w kolejce do kasy (!), drugi raz w kolejce po bilet, trzeci raz na górze w kolejce na tramwaj powrotny, pod warunkiem oczywiście, że byłeś na tyle sprytny, żeby kupić od razu bilet w obie strony. Nie myśl sobie tylko, że jeśli wstaniesz odpowiednio wcześniej, unikniesz kolejek, nie nie. Zapamiętaj sobie, nie ważne o której pojawisz się w punkcie x, co najmniej setka chińczyków będzie tam przed Tobą!

Co najbardziej mnie rozbawiło, to fakt że oni kompletnie nie zrażają się tymi kolejkami, wszędzie chodzą stadami, a nawet sami się wzajemnie stymulują do uprawiania tego sportu. Przykład: rozdali darmowe losy na loterię, a kiedy przyszedł czas losowania, prowadzący grę wesoło krzyknął „a teraz ustawiamy się w kolejeczkę po kolejny darmowy bilecik”. Pytanie dla inteligentnych – jeśli wszyscy chińczycy dostali początkowo dwie karteczki, a potem każdy z nich dostał trzecią karteczkę, to czy ich szansa na wygraną uległa zwiększeniu? Według chińczyków najwyraźniej tak, chociaż przypuszczam że stali w tej kolejce bardziej na zasadzie „jeśli ja nie wezmę trzeciej karteczki, to ta zołza z przodu będzie miała większe szanse ode mnie, tfu, po moim trupie prędzej tu zgniję”.

  1. Chodzą stadami ale jednak każdy sobie rzepkę skrobie

Chińczycy obrazują w moim odczuciu pewnego rodzaju samotność w tłumie. Z jednej strony zawsze są w tłumie otoczeni grupą swoich, w końcu z kimś trzeba w tych kolejkach wystawać, a z drugiej strony… Siadają w restauracjach sami. Jedzą sami gapiąc się w komórki. Nie rozglądają się na boki, nie szukają kontaktu z drugim człowiekiem. Ba, nawet za wszelką cenę starają się go uniknąć. W fastfoodach zajmują miejsca na zasadzie „jak najdalej od siebie”. W metrze udają, że czytają gazetę, żeby tylko nikt od nich nic nie chciał. Fajnie, żyjesz sobie i masz święty spokój, z nikim nie musisz się dzielić frytkami. Ale bądź pewien, że jakby co, to jesteś zdany tylko na siebie.

  1. Hajs się musi zgadzać

Kraje południowo wschodniej Azji cechuje to, że mimo niewielkich możliwości finansowych, ludzie są tam szczęśliwi, mili i bardzo pomocni. Niektórzy mają do dyspozycji jedną miskę ryżu dziennie, a i tak się nią z Tobą podzielą. Cóż, Chiny do Azji południowo wschodniej nie należą, nie tylko geograficznie ale też i kulturowo. Chińczycy za kasę są w stanie sprzedać własne dziecko. Albo przynajmniej potraktować obcego człowieka tak, jak potraktowano nas. Nikt Ci tam za darmo nie pomoże (chyba że akurat znajdziesz imigranta z jakiegokolwiek innego kraju, to wtedy tak). Jest też oczywiście Macao, czyli wyspa kasyn. Tam chińczycy jeżdżą przewalać pieniądze w karty i na automatach. Co ciekawe, na wszystkich anglojęzycznych portalach opisana jest jako wyspa lepsza niż Las Vegas, gdzie kasyna prześcigają się w zabieganiu o względy klienta. Podobno goście kasyna mogą się najeść i napić na koszt hojnych chińskich braci i sióstr, a w każdym kasynie czekają na nich wyjątkowe upominki. Cóż, zawsze chciałam zobaczyć te kasyna więc pojechaliśmy tam. Jeśli chcecie, chętnie pokażę Wam te wyjątkowe, chińskie prezenty, obiecuję, że padniecie ze śmiechu. To jakie oni gifty rozdają turystom też jest przejawem skąpstwa i parcia na kasę. Wstydziłabym się w ogóle pisać gdziekolwiek, że robię komuś tego rodzaju prezenty. A oni jeszcze są z tego dumni…

  1. Drożyzna

Przede wszystkim muszę uczciwie zaznaczyć, że ten podpunkt może nie być obiektywny, bo odwiedziłam tylko Hong Kong i Macao, a w pozostałej części Chin ceny mogą być inne.

Nie mam kompletnie pretensji do świata o to, że miasta które odwiedzam są czasami drogie. Singapur był cholernie drogi. Barcelona do tanich też nie należy. Ale do cholery nie lubię przepłacać za coś, co nie jest tego warte. A Hong Kong nie jest wart swoich cen i płacić kosmiczne ceny za jedzenie czy nawet wodę w podrzędnych knajpach pełnych mlaszczących chińczyków to jest już przesada. Większość posiłków zjedliśmy w McDonaldzie, chociaż i tam płaciliśmy sporo za śmieciowe jedzenie. Bardzo lubię chińską kuchnię, ale po tym jak pierwszego dnia zapłaciłam 50 zł za malutkiego wontona na stoisku w centrum handlowym, zupełnie mi się jej odechciało. Tym bardziej, że w tej cenie najem się do syta w Kuala Lumpur w restauracji, która może poszczycić się gwiazdką Michelin. Nie wspomnę już, że za norę sypialną wielkości klatki mojego nieżyjącego już chomika, która w dodatku znajdowała się w hinduskim gettcie (kto ze snapa, ten wie) zapłaciliśmy ponad 700 zł. Panie i Panowie, Chinom już dziękujemy!

Słowem podsumowania i cytując poniekąd dziewczyny z Almost Paradise, Chiny byłyby piękne, gdyby nie było tam chińczyków. Hong Kong ma potencjał i gdyby tylko społeczeństwo było bardziej przyjazne turystom, a ceny chociaż trochę niższe, to myślę, że europejczycy chętnie by do nich przyjeżdżali. Niestety, przeciętny Chińczyk jest świadomy tego, że europejska gospodarka uzależniła się od chińszczyzny, więc turystyka i turyści wiszą im i powiewają. Traktują przyjezdnych jak śmieci bo wiedzą, że w ich chińskim świecie nic to nie zmieni. Wiem, że skala wpływu rynku chińskiego na nasz jest ogromna i ten proces jest już nie do zatrzymania, ale aktualnie wiedząc jak czajniki tratują europejczyków nie mam zamiaru ich wspierać bo zwyczajnie na to nie zasługują. Dlatego po powrocie do Warszawy obiecuję zacząć sprawdzać kraj produkcji wszystkiego co kupuję i przynajmniej starać się ograniczyć wspieranie ludzi, którzy tego wsparcia otrzymać nie powinni.

Nie żałuję jednak, że do Hong Kongu poleciałam, bo gdybym nie zobaczyła tego wszystkiego na własne oczy, nikomu bym nie uwierzyła, a Chiny pozostałyby dla mnie sferą marzeń.

Na sam koniec chciałabym polecić Wam kilka wartościowych blogów, które poruszają tematykę Chin. Głównie dlatego, że podoba mi się, jak są prowadzone, trochę też z powodu tego, że gdybym znała je wcześniej, byłabym lepiej przygotowana psychicznie na to co mnie spotkało, a odrobinę po to, żebyście wiedzieli, że nie jestem sama ze swoją opinią i nie wzięli mnie za szurniętą rozpuszczoną lalę, która wygrała życie na loterii i jeszcze jej się coś nie podoba. Zajrzyjcie więc koniecznie do:

Nomoremaps.com (szczególnie wpis o powodach wyjazdu z Chin).

Almostparadise.pl (szczególnie polecam wpisy chińskie metro oraz obrzydliwe nawyki chińczyków).

Bardzo znany kanał na YT prowadzi również Weronika Truszczyńska, uwielbiam jej słuchać, ma super ciekawe tematy.

 



'10 powodów dla których nigdy nie wrócę do Chin' 38 komentarzy

  1. Luty 20, 2017 @ 15:33 Katarzyna Iwanicka

    Czekałam na ten post 😀 Mega ciekawe i inspirujące historie, a z drugiej strony – smutno, że spotkało Cię takie rozczarowanie ;/

    Reply

    • Luty 21, 2017 @ 12:34 Aleksandra Najda

      Takie już uroki życia, niektóre kraje zaskoczyły mnie za to pozytywnie! 🙂

      Reply

  2. Luty 21, 2017 @ 08:37 m

    „bo odwiedziłam tylko Hong Kong i Macao”
    czy ja dobrze zrozumiałam, że byłaś w Honk Kongu i Makao a piszesz o całych Chinach, w których de facto nie byłaś?

    Reply

  3. Luty 21, 2017 @ 10:39 Jules

    Świetny post. Jestem ciekawa tych prezentów z kasyna ;P

    Reply

  4. Luty 21, 2017 @ 12:20 Marta

    Nigdy nie byłam w Chinach i nie mam o nich żadnej opinii, ale może po prostu byłaś tam za krótko? Po prostu takie niefartowne był te 4 dni? Sama wiem po sobie, że czasami pierwsze wrażenie jest mylne 🙂 Pozdrawiam 🙂

    Reply

    • Luty 21, 2017 @ 12:29 Aleksandra Najda

      Wiem wiem, też tak myślałam, że chyba mam pecha… A potem zabrałam się za czytanie tych dwóch blogów, które podlinkowałam na koniec tekstu i już wiem, że w innych częściach tego państwa jest jeszcze gorzej :O
      Nawet Weronika Truszczyńska, która jest zadowolona ze swojego życia w Chinach w odpowiedzi na pytanie „czego Chińczycy mogliby się nauczyć od Polaków” odpowiada „kultury”. 😀

      Reply

  5. Luty 21, 2017 @ 12:44 Aleksandra Najda

    Nie widzę tu obraźliwych, ani tym bardziej wymyślnych wyzwisk w stosunku do chińczyków, chociaż podejrzewam, że zbytnio by się tym nie przejęli, bo są przyzwyczajeni – Azjaci jadą po nich jak po burej suce i do niedawna sama ich broniłam.
    Nie przejęliby się również tym, że mają tak zaciekłych obrońców, więc w zasadzie marne twe starania.
    Jest kilka innych blogerek, które podróżują i pieją z zachwytu gdziekolwiek są, więc polecam Ci ten kierunek poszukiwań kont na Snapie, żebyś nie musiała się wstydzić w lustro spojrzeć, że takie rzeczy oglądasz. Pozdrawiam!

    Reply

  6. Luty 21, 2017 @ 12:46 Aleksandra Najda

    Taka sama dyskusja jak z bajką Murzynek Bambo.
    Wydaje mi się, że gdyby Polacy tak się zachowywali w stosunku do turystów, to sama bym się za nich wstydziła. A po drugie – myślisz że jak się o nas mówi za granicą? ;)) zakładając że jesteśmy w kraju gdzie akurat wiedzą gdzie leży Polska i że to nie to samo co Rosja, bo dla Azjatów niestety jest to jeden pies w większości przypadków.

    Reply

  7. Luty 21, 2017 @ 13:42 Sylvia

    .

    Reply

    • Luty 21, 2017 @ 13:56 Aleksandra Najda

      Ups, zapomniałam podpiąć regulaminu dla nowych użytkowników. Nie puszczam żałosnych komentarzy. Poziom dyskusji ma być zachowany. Nie podoba się? To jest wiele innych blogów na których możesz „marnować swój czas”. Życzę Ci dobrego dnia 🙂

      Reply

  8. Luty 21, 2017 @ 15:37 Ola

    Przykro się czyta taką opinię o całym narodzie, w dodatku napisaną po spędzeniu w kraju (a właściwie to w jego niewielkiej części) zaledwie kilku dni. Sama byłam w Chinach kilka razy na dłuższych wyjazdach – nie w Hong Kongu, ale w Pekinie, Szanghaju i pobliskich miastach – i nie doświadczyłam większości tego, o czym piszesz. „Tępe strzały”, „chinole” – to obraźliwe. 50zł za pierożka? Powszechny brak higieny? – na szczęście nic takiego nie widziałam. Spotkałam za to w Chinach mnóstwo pogodnych i pomocnych ludzi, chętnych do rozmowy i mam nadzieję, że uda mi się tam pojechać jeszcze nie raz. 🙂

    Reply

  9. Luty 21, 2017 @ 15:38 Domi Sokołowska

    Przede wszystkim Hongkong to nie do końca Chiny. Jest to niepodlegly region administracyjny, była kolonia brytyjska z dużą niezależnością, bardzo różna od Chin Kontynentalnych i większość Hongkończyków podkreśla swoją odrębność od Chińczyków kontynentalnych. Mieszkałam w Hongkongu pół roku i jedyny punkt z którym się zgodzę to to, że chodzą jak chcą wpatrzeni w smartfony i zatrzymują się nie zwracając uwagi na innych. Poza tym uważam że post jest bardzo krzywdzący i z przykrością mi się go czytało. Twoje problemy ze środkami transportu wynikały z tego że nie miałaś karty Octopus którą płaci się zblizeniowo za wszystko, od biletu w metrze po nowe buty w H&M. Szkoda że jakaś danie za 50zl, ale ja jedząc poza domem normalne, zbilansowane posiłki trzy razy dziennie żyłam za 50zl na dzień. Nigdy nie patrzyłam na Hongkong z perspektywy turysty, od początku byłam mieszkańcem i muszę powiedzieć że mieszka się tam sto razy lepiej niż w Polsce. Przede wszystkim dlatego że jest to wysoko rozwinięty region w którym jest najlepszy transport publiczny na świecie, duże możliwości, łatwo dostępne produkty azjatyckie i zachodnie i wszystkie dobra współczesnego świata na wyciągnięcie ręki. Dodatkowo w ciągu 20 minut można dostać się do przepięknych terenów górskich czy nadmorskich. Hongkong to też małe wysepki i niesamowita natura czy górskie ścieżki. A co do ludzi też się nie zgodzę. Wystarczyło żebym zatrzymała się na dwie sekundy na głównej ulicy w najbardziej zaludnione dzielnicy Mongkok żeby ktoś się zapytał czy nie potrzebuje pomocy. Zawsze gdy pytałam o drogę ktoś mi pomagał. Przykro mi, że twoje doświadczenie było złe, ale wydaje mi się że to jacy jesteśmy ma duży wpływ na to co nas spotyka w podróży.

    Reply

  10. Luty 21, 2017 @ 20:01 jola fasola

    Czesc!
    Pojechalas do Chin nie znajac kompletnie kodu kulturowego, czyli bez przygotowania i w artykule wyrzucilas z siebie niezadowolenie zw. z mentalnoscia Chinczykow. Bez sensu – turysta z Europy przyjezdza do kraju, o ktorym nie ma pojecia i spodziewa sie, ze bedzie traktowany jak swieta krowa, bo jest wielkodupnym turysta 😉 No moze jeszcze czerwony dywam mieli rozscielac?
    Mlaskanie i ciamkanie to u Chinoli np. oznaka tego, ze mu smakuje, takze jedzenie po cichu – tzw. kulturalne w naszym rozumieniu – dla nich jest „nienaturalne”.
    Poza tym nie wiem zbyt wiele o ich kulturze, tez by pewnie wyjechala stamtad wielce zdegustowana, bo nie lubie jak cos odbieag od moich oczekiwan i przyzwyczajen, ale taki foch na to, ze Chiny sa INNE, bo to nie Polska ani nie Europa, ani nawet nie Tajlandia, tylko wlasnie = CHINY, jest troche dziecinny, moze to juz zmeczenie podrozami sie odbija xd

    http://raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl/2012/12/14/zrozumiec-chinczykow/ tu troche mozesz sie doedukowac, jesli chodzi o kulture Chin, ale pewnie juz ci sie nie chce, bo nie zamierzasz wracac i tak.

    Reply

    • Luty 23, 2017 @ 06:35 Edyta Wara-Wąsowska

      Zgadzam się z poznaniem kultury. Plucie (przynajmniej w Pekinie, ale przypuszczam, że w HK też tak może być) może być spowodowane smogiem; tam jest to wręcz zalecane przez lekarzy. Na przykład to słynne „nie rozumiem po angielskiemu” pojawiające się w momencie, gdy poglądy są rozbieżne, jest po prostu w ich wykonaniu odmową – Chińczycy rzadko odmawiają wprost, wolą zrobić to bardziej „subtelnie”, tak, żeby rozmówca sam się domyślił. Tacy po prostu są. Jest wiele takich zachowań i nie wszystkie muszą wynikać z braku kultury, a jedynie z innej kultury.
      A. Ocenianie całych Chin i wszystkich Chińczyków jedynie przez pryzmat HK jest trochę…no. To tak jakby ktoś przyjechał do Polski i oceniał wszystkich Polaków (oraz warunki w Polsce) na podstawie tego, że przyjechał do jednego miasta (a chyba nie muszę dodawać, że na wschodzie i zachodzie kraju mógłby spotkać się z innym podejściem i innymi warunkami?)
      I jeszcze coś – a Polacy wcale nie chodzą wpatrzeni w swoje smartfony? 🙂

      Reply

      • Luty 23, 2017 @ 10:08 Aleksandra Najda

        Podlinkowałam specjalnie dwa źródła informacji z dwóch kompletnie innych rejonów chin, źródła znacznie bardziej wiarygodne niż moja kilkudniowa obserwacja i tak jak się spodziewałam, komentatorzy są wybiórczy w odbiorze i czytają tylko to co im wygodnie, bo przecież swoje i tak wiedzą LEPIEJ.

        Reply

        • Luty 23, 2017 @ 16:55 Edyta Wara-Wąsowska

          Tylko że ja odnoszę się do Twoich obserwacji, a nie do artykułów innych – odnoszę się do tego, w jaki sposób Ty skomentowałaś to co widziałaś, więc nie wiem, skąd tyle jadu. Zwłaszcza, że właściwie Cię nawet nie skrytykowałam – po prostu wyjaśniłam dwa zachowania i stwierdziłam, że dziwi mnie ocenianie (Twoje, żeby była jasność) przez pryzmat jednego miasta. Więcej luzu, miłego.

          Reply

          • Luty 24, 2017 @ 01:09 Aleksandra Najda

            Nie widzę tu żadnego jadu, ale każdy widzi to co chce, jak już wspomniałam. Miłego dnia 😉

  11. Luty 21, 2017 @ 22:05 Marty

    Rozumiem Cię doskonale, przeżyłam to samo w Wietnamie, w szczególności w Hanoi, zatoce Ha Long i na Cat Ba. W Sapie i w środkowym Wietnamie (Hoi An) było lepiej, ale do południowego Wietnamu już nie dotarliśmy. Doslownie uciekliśmy przez Laos do Tajlandii, tam zostaliśmy 2 tygodnie (było cudownie, choć nieidealnie :D) i wróciliśmy do domu. Uwielbiam podróże, unikam biur podróży, wszystko organizujemy sami, ale Wietnam to nie były wakacje, tylko „koszmar z podróży”. Dosłownie kilka razy dziennie spotykały nas przykrości, niemile, niekulturalne, obcesowe traktowanie, ciągle nas naciągali, oszukiwali. Nie wspomnę o wypychaniu z autobusu (bo trzeba szybko wysiadać, ale dlaczego? nie dowiesz się bo pomimo, że znają angielski to Ci nie powiedzą, tylko chamsko popychają aż wyjdziesz, machają rękami a cały autobus patrzy na ciebie jakbyś była niespełna rozumu 😀 ), wystawaniu w kolejkach po bilet kolejowy (a tymczasem pracownicy grają beztrosko w karty lub coś podobnego i udają, że nas nie widzą; dodam tylko, że pociąg był opóźniony o prawie 2 godziny i nikt nas nie raczył poinformować co się właściwie dzieje). Niektórzy moi znajomi, którzy byli w Wietnamie z wycieczką zorganizowaną są Wietnamem zachwyceni. Pytanie brzmi jednak kto poznał prawdziwy Wietnam – my czy oni? Bo przyroda w Wietnamie jest piękna, ale jeżeli zapuścisz się w miejsca nieprzeznaczone dla turystów to dowiesz się jak bardzo niszczą naturalne środowisko, jedzenie jest super, ale jeżeli zboczysz w nieturystyczne uliczki to dowiesz się jak niedrogo możesz zapłacić pomimo tego, ze i tak płacisz x2 bo jesteś Nie-Wietnamczykiem (lub białym, jak kto woli). Przykłady można mnożyć. Ale cóż i tak zamierzam odwiedzić Chiny. Chcę się przekonać na własnej skórze jak tam jest, ale po Wietnamie Chiny nie są nawet w TOP10 krajów, które chcę odwiedzić. Przy okazji dodam, że do Tajlandii poleciałabym w każdej chwili (ale taż trzeba uważać, bo naciągają turystów), jak również do Kambodży, Birmy (Myanmar), Malezji, Laosu, na Sri Lankę czy Malediwy (nie byłam w resortach). W krajach azjatyckich fascynuje mnie ich kultura, tradycja, inny lifestyle, ta „inność” sprawia, że po 2-3 dniach nie myślisz o tym co zostawiłaś w pracy i o innych niezałatwionych przed wakacjami sprawach, po prostu odpoczywasz 🙂 Ale jeśli chcesz odpocząć to osobiście nie polecam Wietnamu (chyba że w ochronnej wersji czyli w formie wycieczki zorganizowanej) i boję się, ze Chiny mogą być takie same. Postanowiłam jednak, że odwiedzę Chiny prowincjonale, takie „prawdziwsze” i zobaczymy jak będzie:)

    Reply

    • Luty 23, 2017 @ 10:28 Aleksandra Najda

      Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale napisałaś tak wyczerpujący komentarz (dziękuję!!!), że nie chciałam skwitować go jednym zdaniem.
      Strasznie mi przykro, że spotkało Cię coś takiego, bo byłam w Wietnamie zaraz przed Hong Kongiem (w Sajgonie i Hanoi) i nie odnieśliśmy aż tak fatalnego wrażenia. Ale to z wysiadaniem znamy doskonale! Wykupiliśmy dość drogą wycieczkę do Ha Long Bay i okazało się, że chcą nas tam zawieźć busem zapakowanym jakby miał rozszerzenie .rar… No więc trudno wsiadamy, rozkładamy takie składane krzesełka zaraz za siedzeniem kierowcy i zastanawiamy się, czy przeżyjemy jakoś te 4h jazdy na siedzonku jak dla dziecka. Potem okazało się że nie jesteśmy nawet ostatnimi pasażerami, dosiadła się hiszpanka którą kierowca wcisnął między nas (było tam jeszcze jedno siedzonko rozkładane). Laska się wkurzyła i powiedziała że zapłaciła za to miejsce i nie będzie siedzieć jak królik przez tyle godzin, przesiadła się na siedzenie obok kierowcy. Ten zaczął coś jej tłumaczyć, że nie może tu siedzieć, ale za bardzo sie tym nie przejęła. I po 10 minutach jazdy on się zatrzymał i okazało się że chce jeszcze dopakować MAŁŻEŃSTWO Z DZIECKIEM. No to już cały autobus ryknął „no way…” a kierowca co zrobił? Wyrzucił hiszpankę w jakimś takim punkcie wycieczkowym bez słowa. Ojciec dziecka usiadł koło niego a mama z małym na tym mikro siedzonku koło nas. Pewnych rzeczy nie ogarniesz. Wietnamczycy nie byli dla nas jacyś szczególnie mili ale też nie traktowali nas nieuprzejmie czy chamsko jak chińczycy, a podczas wycieczki nawet zaprzyjaźniliśmy się z tym małżeństwem z dzieckiem.
      Także tym bardziej mi przykro, że miałaś taką kiepską przygodę 🙁

      Reply

  12. Luty 22, 2017 @ 10:37 KreujeSwojeZycie.pl

    Całkowicie Cię rozumiem, zresztą znasz moje zdanie na ten temat. To nawet często widać u nas jeśli człowiek przyjrzy się przyjezdnym z Chin. Nie raz widziałam różne numery… Ja mam większą awersję do przyjezdnych z Bliskiego Wschodu, ale myślę, że raczej mi się nie dziwisz 😉 Poza tym, że grożono mi gwałtem, widziałam już wiele, w tym to, jak facet dał kobiecie w twarz przy ludziach… Totalnie się nie dostosowują. Zachowują się jak u siebie. A chamstwa nie toleruję. I nie toleruję ludzi którzy wzbudzają u mnie UZASADNIONY lęk.
    A Chińczycy no cóż… Kojarzą mi się bardzo nieprzyjemnie. Dosadniej mówić nie będę. A jak chce ktoś obejrzeć ich pozytywny obraz, to niech obejrzy sobie…
    … Mulan xD

    Reply

  13. Luty 22, 2017 @ 12:34 Gobli.pl

    Nie sądziłam że w Chinach może być aż tak źle… Aż tacy tępi ludzie? No po prostu szczyt… Ale niestety oni są wszędzie… Wiem jedno. Nigdy nie chciałam odwiedzić Chin i teraz wiem że na pewno tego nie zrobię 🙂 Pozdrawiam :*

    Reply

    • Luty 23, 2017 @ 10:15 Aleksandra Najda

      Dziękuję za komentarz! Tak, ja również nie sądziłam, że jest aż tak źle, ale teraz czytając blogi, które podlinkowałam na końcu, wiem, że może być JESZCZE gorzej 🙁

      Reply

  14. Luty 22, 2017 @ 15:01 Edyta Kaczmarska

    Oj… Tym postem przyklejasz sobie niezbyt ladna metke droga blogerko.

    Reply

    • Luty 23, 2017 @ 10:11 Aleksandra Najda

      Ciekawe, że zarzuca mi to osoba, która sama stosuje wobec mnie teorię naznaczenia społecznego (teorię etykietowania). Ale widzę, że świetnie znasz się na rzeczy, w Reserved poszukują pracowników do metkowania, można połączyć pasję z zarobkiem, polecam.

      Reply

  15. Luty 23, 2017 @ 15:25 Azjatycki Czwartek #8 – jak wygląda kwiat bananowca, co mi dały hejterskie teksty i jak jeździmy we troje na jednym kole | aleksandranajda.com

    […] dwa testy, jeden bardzo brzydki, opisujący moją delikatnie mówiąc niechęć do chińczyków (zobacz 10 powodów dla których nigdy nie wrócę do Chin), a drugi grzeczniejszy, z relacją z hazardowej wyprawy do Makau (zobacz ile wygrałam w chińskim […]

    Reply

  16. Luty 23, 2017 @ 20:16 Julia

    Jestem zażenowana brakiem kultury pani Aleksandro. Myślę, że te wszystkie rzeczy można byłoby opisać w zdecydowanie bardziej kulturalny sposób. Nie wiem czy miała Pani na celu wykreowanie się na lepszą, dowartościowanie poczucia własnej wartości… Moim zdaniem jednak nie robi Pani tym postem dobrego wrażenia na nowych czytelnikach. Przykro się to czyta. W Chinach byłam 4 razy, raz na stypendium, 2 razy w sprawach biznesowych i raz turystycznych i choć rzeczy takie jak siorbanie, mlaskanie czy plucie nie wpisują się w naszą kulturę jadąc w gości do cudzego kraju, trzeba być na nie przygotowanym. Wakacje to nie tylko leżenie na plaży i pisanie kolejnej notki na blogu – podróże kształcą między innymi w aspekcie kulturowym. Życzę więcej pokory, bo choć może nam się coś nie podobać, należy zachować podstawowy szacunek.

    Reply

  17. Luty 24, 2017 @ 05:50 Adrianna Bzdzion

    Z jednej strony rozumiem twoje zniesmaczenie, bo z pewnością chińska kultura bardzo rożni się od naszej, ale z drugiej… no właśnie, tu pojawia się pojęcie relatywizmu kulturowego. Ocenianie jednej kultury przez pryzmat drugiej jest mimo wszystko nie na miejscu, bo to, że jakaś kultura jest inna, nie znaczy, że jest gorsza od naszej, bo mamy inne wartości, inny system moralny itd.. Kapuściński pisał o tym, że jedzie sobie „dobry biały Europejczyk” na wakacje i reaguje złością i odrzuceniem na to, że inna kultura okazała się być… inna. Trochę to tu widzę w takich stwierdzeniach jak „tępe strzały”, z pewnością wiele zachowań mogło Cię zszokować lub zniesmaczyć, bo są nowe dla Ciebie jako mieszkanki Europy Środkowo-Wschodniej, ale czy to znaczy, że Ci ludzie są tępi czy raczej, że Ty ich oceniasz ze swojej perspektywy? Polecam zbiór wykładów „Ten Inny” Kapuścińskiego, przy okazji zostawię cytat z tegoż, który świetnie pasuje do tego określenia o tępych strzałach:

    „Trzy możliwości stały zawsze przed człowiekiem, ilekroć spotkał się z Innym: mógł wybrać wojnę, mógł odgrodzić się murem, mógł nawiązać dialog.(…) W mitach wielu plemion i ludów zawarte jest przekonanie, że ludźmi jesteśmy tylko my – członkowie naszego klanu, naszej społeczności, a Inni, wszyscy Inni, są podludźmi albo w ogóle ludźmi nie są. (…)”

    Reply

  18. Luty 24, 2017 @ 15:01 Historie ciążowe 5 Czekamy, śniegowce na ratunek, słodkie zachcianki | Pipilotka

    […] 10 powodów dla których nigdy nie wrócę do Chin – spostrzeżenia Oli na temat Chińczyków po kilku dniach w Honk Kongu. Obserwowałam jej perypetie na Snapie i przeżywałam to wszystko z nią, dlatego wiem, że nie są to żadne uprzedzenia czy rasizm, tylko prawdziwe emocje spowodowane nieprzyjemnymi zdarzeniami. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że tacy właśnie są mieszkańcy Chin. Szczerze polecam Olę i jej bloga – nie dość, że prowadzi bardzo ciekawe życie (obecnie „zimuje” w Tajlandii), to naprawdę da się lubić :). […]

    Reply

  19. Luty 24, 2017 @ 19:50 bbika

    Cieszę się, że napisałaś ten post w formie hejtu, mimo, że jest kontrowersyjna (hurr durr, obrażasz kraj będąc w nim tylko kilka dni). Fajnie poznać Cię i z tej strony, która w żaden sposób nie jest zła 🙂 Po takich doświadczeniach też raczej bym nie wróciła do kraju, który nie chce turystów… Ewentualnie do innej jego części, ale jeśli wszystkie są takie, to cóż… Po co pchać się gdzie nas nie chcą?

    Reply

  20. Luty 25, 2017 @ 15:22 Magdelena | palm tree view

    wow, polał się hejt 😉 ale za to bardzo wartościowy hejt. dobrze być świadomym i wiedzieć, że nie wszędzie jest pięknie jak przedstawiają to wyretuszowane fotografie.

    Reply

  21. Marzec 2, 2017 @ 16:30 Azjatycki Czwartek #9 – chińskie zboczenia i kalmar, którego warto poznać! | aleksandranajda.com

    […] że gorzej być już nie może, oni mają dla mnie jakąś niespodziankę. Pisząc tekst o tym, czemu nie zniosę więcej widoku chińczyków, myślałam, szczerze nawet miałam nadzieję, że kiedyś pożałuję swoich słów i zmienię […]

    Reply

  22. Marzec 14, 2017 @ 08:33 Daria Ka

    Sorry, ale ten tekst jest po prostu mega głupi. Nie wiem po co w ogóle podróżować z takim nastawieniem! Przecież trzeba być otwartym i tolerancyjnym jako podróżnik. Nie można rzucać hejtem na inne kultury tylko dlatego, że okazały się zupełnie inne od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni, poszerzać światopogląd i stawać się coraz bardziej świadomym człowiekiem – TAK po to są podróże. Według mnie totalnie nie przygotowałaś się na tą wycieczkę. Twój tekst jest totalnie rasistowski, kompletnie nieprzydatny dla kogoś kto zamierza się na przykład do Hong Kongu wybrać, nasączony jedynie narzekaniem – tak jakby ta podróż w ogóle nie zmieniła Cię jako człowieka. Sama byłam w Hong Kongu i absolutnie nie zgadzam się praktycznie z niczym co napisane jest w tym tekście. Mnie żadna dyskryminacja na lotnisku nie spotkała, nie miałam żadnej kontroli. Oczywiście celnicy nie muszą nas witać z otwartymi ramionami, uśmiechać się do nas – to jest specyfika ich pracy, a skontrolować losowo wybrane osoby też mają prawo. Oni nie wiedzą kto może okazać się potencjalnie niebezpieczny i muszą mieć oczy otwarte na wszystko, chodzi o bezpieczeństwo ogółu. Poza tym – Hong Kong jest drugim zaraz po Monako najdroższym miejscem na świecie – wybierasz taki kierunek i dziwisz się, że jest drogo? Tak jest i już, jak Ci się to nie podoba to po cholerę w ogóle wybierać taki kierunek. Na co tu się obrażać? Ktoś kiedyś powiedział, że dany kraj jest dla nas takim jakim my dla niego jesteśmy. Dla jednych Chiny będą cudownym miejscem z przesympatycznymi i uśmiechniętymi ludźmi, a dla innych będą piekłem z którego szybko chcą uciec. Jednak to już zależy od nastawienia. charakteru osoby, która podróżuje. Zamiast pisać o naprawdę ciekawych rzeczach skupiasz się na samych nieprzydatnych rzeczach, a przecież Hong Kong jest po prostu zachwycający. Tętni życiem. Jest najgęściej zaludnionym miejscem świata, wystarczy spojrzeć na te wszystkie budowle. Dla przeciętnego mieszkańca 30m2 to jest już naprawdę wielki luksus. Totalny miks kultury Wschodniej i Zachodniej. Tylu drapaczy chmur nie widziałam w żadnym innym mieście i jako fanka Bruce Lee musiałam tam być 🙂 Specyfika tej kuchni jest też ciekawa, ale oczywiście nic na ten temat nie ma w Twoim tekście, samo biadolenie. Podsumowujesz wszystkich chińczyków jako idiotów…nie znając pewnie dobrze ani jednego. Głupota goni głupotę. Hong Kong ma teraz przeprosić, że nie jest tanią Tajlandią czy Wietnamem? Apropos smarfotnów w Polsce już podobne nawyki się tworzą, a w Tajlandii są nawet plakaty ostrzegawcze, że patrzenie tyle czasu w telefon szkodzi na kręgosłup. Czy tu się Hong Kong różni od innego azjatyckiego kraju?Chińczycy brudasy? Nie wiem w którym miejscu…przecież oni mają fioła na tle estetycznego i czystego ubioru i ogólnej schludności. Hong Kong drogi? Owszem drogi, ale elektronika jaka tania, dużo tańsza niż w Polsce więc śmiało możesz kupić sobie nowego MacBooka dużo taniej. Wydaje mi się, że ja i Ty byłyśmy w dwóch zupełnie innych miejscach jak czytam tego posta. Krzywdzący i bardzo płytki.

    Reply

    • Marzec 14, 2017 @ 09:08 Aleksandra Najda

      Dziękuję pięknie za opinię, jest dla mnie bardzo cenna 🙂

      Reply

  23. Lipiec 17, 2017 @ 06:02 Marzena Dankowska

    Niestety trzeba przyznać, że opisałaś sporo prawdy. Sama byłam w Chinach i mimo że większość znajomych raczej sobie ten kraj ceni tak ja niezbyt i raczej za szybko tam nie wrócę.

    Reply

  24. Lipiec 18, 2017 @ 18:10 Dlaczego Chińczycy nie wysyłają mi ubrań? Nowa stylizacja ze starą bluzką! | aleksandranajda.com

    […] za kontakty z blogerami w wyżej wspomnianym sklepie kazała mi usunąć z bloga wpis 10 powodów, dla których nie wrócę do Chin (a także obiecać, że nigdy więcej nie powiem nic złego na temat Chin, Chińczyków a także […]

    Reply

  25. Lipiec 19, 2017 @ 05:40 Jola Jola

    Kochani, ale to nie tylko chodzi o to, że trzeba poznać kulturę kraju do którego się jedzie i etc. Z ludźmi jest tak samo, każdy z nas jest inny – jeden spojrzy na piękny zachód słońca, zachwyci się kolorami, rozmarzy się i będzie go wspominał do końca życia, a drugi spojrzy na ten sam zachód słońca i stwierdzi, że czuje się do granic możliwości znudzony i jest mu zimno. Mi się wpis Aleksandry bardzo podobał, bo poznałam JEJ punkt widzenia. Mogę sobie poczytać pomiędzy wierszami i wyciągnąć własne wnioski. Jedyne co mi się nie podobało, to poziom oburzenia zawarty w poście, wolałabym przeczytać to samo, tylko z trochę większym dystansem. Chętnie będę wracać na tego bloga. Pozdrawiam.

    Reply


Would you like to share your thoughts?

Your email address will not be published.